Reklama

Skąd statki dla PŻM

Gdzie zostanie zbudowanych 20 masowców dla Polskiej Żeglugi Morskiej - w Japonii, jak przewiduje to państwowe skądinąd przedsiębiorstwo, czy jednak w polskich stoczniach, jak tego chce nasz rząd? Dziś ministerialne spotkanie w sprawie wsparcia polskich armatorów

Gdzie zostanie zbudowanych 20 masowców dla Polskiej Żeglugi Morskiej - w Japonii, jak przewiduje to państwowe skądinąd przedsiębiorstwo, czy jednak w polskich stoczniach, jak tego chce nasz rząd? Dziś ministerialne spotkanie w sprawie wsparcia polskich armatorów

Już w lipcu br. jako pierwsi pisaliśmy o kontrakcie PŻM na 20 masowców sugerując, że może on przejść naszym stoczniom koło nosa i przypaść w udziale stoczniom dalekiego wschodu, które przebijają nas cenowo.

Propozycja PŻM

Już pod koniec 2000 roku Polska Żegluga Morska ogłosiła swój program inwestycyjny w największej gazecie shippingowej świata - "Lloyd's List". Chodziło o zbudowanie dla PŻM 20 masowców tzw. Handy-size o nośności 20-40 tys. DWT i Panamax o nośności 60-80 tys. DWT. Potem, w rozmowach z zainteresowanymi kontraktem stoczniami, zapytanie ofertowe zostało skonkretyzowane. I tak w pierwszym etapie miało zostać zbudowane 4-6 statków typu Handy-size o nośności 38 tys. DWT i zaopatrzonych w dźwigi. Dostarczanie tych statków miałoby się rozpocząć w połowie 2004 roku, a jednostki "lądowałyby" w PŻM w odstępach 2-miesięcznych. Zgłosiły się stocznie Dalekiego Wschodu, chińskie i japońskie oferując bardzo dobre ceny. Na uwagę zasługuje tu zwłaszcza propozycja japońska, na którą składa się bardzo ciekawy projekt samego statku, pełna specyfikacja, dużo udogodnień - powiedział nam Krzysztof Gogol, rzecznik PŻM. Jak poinformował PG dyr. PŻM Paweł Brzezicki odzew krajowych stoczni na program inwestycyjny PŻM, publikowany zresztą również w prasie krajowej, był niewielki. W związku z tym armator wystosował w sierpniu br. do obu polskich stoczni produkcyjnych Stoczni Gdynia SA i Stoczni Szczecińskiej Nowej pisemne zapytanie o złożenie ofert.

Reklama

Z niepełnych odpowiedzi, jakich udzieliły nam polskie stocznie wynika, że jeden zakład nie ma projektów statków, które nas interesują, a nawet jeśli takowe by posiadał, nie ma możliwości wykonania jednostek w proponowanym przez nas terminie. Z kolei drugi zakład zaproponował cenę znacznie przewyższającą ceny proponowane nam przez stocznie dalekowschodnie. Jak wynika z powyższego, niestety, jedynym racjonalnym kierunkiem w jakim może dziś zwrócić się PŻM chcąca wybudować nowoczesne i niedrogie masowce jest Daleki Wschód. A szkoda - skomentował Brzezicki. Cena, jaką oferują nam Koreańczycy i Japończycy za statek to 15-16 mln USD. Stocznia Szczecinska Nowa proponuje ok. 20 mln USD za statek. Nie możemy za statek zapłacić o 25 proc. więcej od ceny rynkowej - tłumaczy Gogol sugerując, że przynajmniej pierwsza część kontraktu przypadnie prawdopodobnie Japończykom.

Analogiczna sytuacja miała miejsce przed dwoma laty w przypadku samochodowca, którego budowę "przejęli" Koreańczycy w zamian za obietnicę 15-letniego frachtu. Tak lukratywnych warunków nie jest dziś w stanie zapewnić żadna polska stocznia.

Rząd uratuje?

Czy w ten sposób oddamy w obce ręce budowę wszystkich naszych statków i czy rzeczywiście nam się to opłaca? Jak oblicza PG, gdyby kontrakt na 20 masowców został zrealizowany w SSN to w kraju zostałoby 1 mld 648 mln zł, a to oznacza pracę dla 25-30 tysięcy ludzi z branży stoczniowej i kooperantów przez 2,5 roku. Z kolei rezygnacja z PŻM-owskiego i podobnych mu kontraktów to nie tylko strata dla konkretnej polskiej stoczni, ale uruchomienie efektu domina, który położy całą branżę i współpracujące z nią setki firm. Aby do tego nie dopuścić rząd zbiera się dziś w ramach spec-zespołu ds. stoczniowych (tworzą go m.in. ministrowie gospodarki, finansów, infrastruktury, pracy, sprawiedliwości, Agencji Rozwoju Przemysłu, szefowie Stoczni Gdynia i SSN). Jak dowiedział się PG mają być na nim przedyskutowane sposoby powstrzymania polskich armatorów przed budowaniem statków za granicą (chodzi tu o zapewnienie im odpowiedniego wsparcia), a także konkretnie sprawa kontraktu PŻM.

Gdynia znów wrze

Związek Zawodowy Solidarność i Wolny Związek Zawodowy Pracowników Gospodarki Morskiej (zrzeszony w OPZZ) Stoczni Gdynia ogłosiły pogotowie protestacyjne. Przedstawiciele tych organizacji uważają, że rząd nie dotrzymuje obietnic złożonych wiosną. Problem polega na tym, że to co rząd przyjął i obiecał nie jest realizowane - usłyszeliśmy od stoczniowców. Obecnie czekają oni na gwarancje i poręczenia zapowiadane w lipcu. Dopiero to - według związków - pozwoliłoby na powrót do systemu stocznia-bank, bez udziału państwa.

Związki postanowiły włączyć się w organizowany przez całą Sekcję Krajową Przemysłu Okrętowego protest. Na 22 października zapowiadana jest manifestacja pod Kancelarią Premiera w Warszawie. Wcześniej (w środę) odbędzie się zebranie całej sekcji, do której należą zakłady branży (stocznie i niektórzy kooperanci). Prawdopodobnie podjęta zostanie decyzja o pogotowiu protestacyjnym w całej branży okrętowej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »