Reklama

Soros ostrzega Europę

KE poparła francusko-niemiecki pomysł utworzenia rządu gospodarczego euro poprzez formalizację szczytów strefy euro pod przewodnictwem Hermana Van Rompuya. Jednak niektóre kraje UE sceptycznie przyjęły pomysły tandemu Merkel - Sarkozy.

KE poparła  francusko-niemiecki pomysł utworzenia rządu gospodarczego euro poprzez formalizację szczytów strefy euro pod przewodnictwem Hermana Van Rompuya. Jednak niektóre kraje UE sceptycznie przyjęły pomysły tandemu Merkel - Sarkozy.

Na szczycie w Paryżu przywódcy Niemiec i Francji opowiedzieli się we wtorek za utworzeniem "faktycznego rządu gospodarczego" strefy euro, który składałby się z szefów państw i rządów wszystkich 17 krajów eurolandu. Obradowałby dwa razy do roku, lub częściej, gdyby było to potrzebne. Komisja Europejska przyznała, że szczyty strefy euro są już rzeczywistością, choć są nieformalne. Pierwszy miał miejsce jesienią 2008 roku.

KE nie obawia się, że taka sformalizowana struktura ją osłabi. "KE dzięki traktatom ma silne kompetencje w koordynacji gospodarczej i jeszcze się one zwiększyły od wejścia w życie Traktatu z Lizbony, jeżeli chodzi o koordynację strefy euro. Jesteśmy członkiem eurogrupy i szczytów przywódców. Przygotowujemy ekspertyzy i dokumenty - wkład na szczyt jest najczęściej przygotowywany właśnie przez KE - komisarza (ds. gospodarczych i walutowych) Ollego Rehna i przewodniczącego Jose Barroso" - powiedział rzecznik KE Olivier Bailly.

Reklama

Komisja wyraziła też przekonanie, że pomysł euroobligacji, których wprowadzenie stanowczo odrzucili we wtorek kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Nicolas Sarkozy, nie ma dziś szans. Ale podtrzymała zapowiedź, że jesienią - na wniosek Parlamentu Europejskiego - przygotuje "techniczny raport o wykonalności tego projektu".

Samo powołanie rządu gospodarczego ze szczytami przywódców euro raz na pół roku nie wystarczy, jeśli nie będzie euroobligacji - przekonywał rozczarowany lider liberałów w PE Guy Verhofstadt.

Polska jest za

Polska prezydencja uznała wtorkowe spotkanie przywódców za "pozytywne". Nie wyraziła obaw, że regularne szczyty krajów wspólnej waluty doprowadzą do podziału UE na Europę dwóch prędkości. Zdaniem polskiego rządu, na głębokie reformy dotyczące zarządzania gospodarczego w strefie euro będą musiały się zgodzić wszystkie kraje członkowskie UE. Bowiem będzie to wymagało zmian traktatowych, których uchwalenie następuje jednomyślnie.

"Prezydencja będzie się starała tak wesprzeć dyskusję nad propozycjami reform zarządzania gospodarczego, by jej wynik mógł być zaakceptowany przez wszystkie 27 państw członkowskich UE" - zaznaczył rzecznik prezydencji Konrad Niklewicz. Prezydencja spodziewa się, że dyskusja o propozycjach reform może być przeprowadzona na październikowym szczycie UE w Brukseli z udziałem wszystkich państw członkowskich, a Polska będzie miała swój udział w ich opracowaniu. "Przygotowanie tej Rady Europejskiej i rozmowa o szczegółach będą prowadzone na Radzie ds. ogólnych pod przewodnictwem polskiej prezydencji (ministra ds. europejskich Mikołaja Dowgielewicza - PAP)" - powiedział Niklewicz.

Obawę przed rozbiciem Unii Europejskiej wyraziła natomiast jasno główna ekonomistka PKPP Lewiatan dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. Podkreśliła, że "z jednej strony" pomysł zarządzania gospodarczego jej się podoba, ale nie odpowiada jej, że koordynacja ma dotyczyć jedynie strefy euro.

"Mam nadzieję, że zostanie to jeszcze przemyślane i do tego systemu koordynacji zostaną włączone pozostałe kraje Unii Europejskiej, nawet jeśli nie na zasadach pełnego uczestnictwa w nadzorze polityki gospodarczej w strefie euro" - zaznaczyła.

Soros ostrzega

Propozycję powołania rządu gospodarczego poparł m.in. finansista George Soros w wywiadzie opublikowanym w środowym wydaniu dziennika "Le Monde". "Strefa euro, w taki sposób jak jest zbudowana, nie ma reżimu budżetowego i fiskalnego. Tak długo jak ta władza (europejski rząd gospodarczy) nie będzie istnieć, rynek będzie myślał, że może zarobić" - powiedział Soros.

Polscy ekonomiści wypowiadają się o propozycji raczej przychylnie. Wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową dr Bohdan Wyżnikiewicz ocenił, że rząd gospodarczy strefy euro uporządkuje finanse publiczne i podkreślił, że konieczna jest większa "dyscyplina finansów publicznych i większa koordynacja polityki gospodarczej".

Ekonomista z Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju dr Wiktor Wojciechowski zwrócił uwagę, że "jest bardzo wiele niewiadomych, co taki rząd miałby robić i jakie miałby mieć kompetencje".

Opinię, że wtorkowe spotkanie nie przyniosło nic nowego, jeśli chodzi o przeciwdziałanie kryzysowi, wyraził w rozmowie z PAP ekspert europejskiego think tanku ECFR Thomas Klau. Dodał, że decyzja, by sformalizować spotkania przywódców strefy euro, nie jest nowa, ale obarczona ryzykiem.

"Niebezpieczeństwo polega na tym, że ta decyzja tworzy iluzję, że spotkania - nawet regularne i częste - przywódców strefy euro są wystarczająco skuteczne i uprawnione, by zarządzać nie tylko kryzysami, ale i sprawami bieżącymi: gospodarczymi, finansowymi, budżetowymi i podatkowymi strefy euro w perspektywie najbliższych lat" - wyjaśnił.

Nie

Propozycje Merkel i Sarkozy'ego skrytykowała Austria, tradycyjny sojusznik Niemiec, argumentując, że ich konsekwencją dla krajów eurolandu może być utrata suwerenności nad własną polityką gospodarczą.

Odnosząc się do propozycji wprowadzenia podatku od transakcji finansowych dla strefy euro, irlandzki minister finansów Michael Noonan wyraził przekonanie, że powinien on obowiązywać wszystkie 27 krajów UE, a nie tylko 17 członków eurostrefy. W podobnym tonie wypowiedziała się wchodząca w skład koalicji rządzącej w Niemczech liberalna partia FDP.

"Oczekujemy, że ten plan będzie realizowany we wszystkich 27 krajach, żeby zapewnić, że Niemcy nie stracą jako finansowe centrum, na rzecz np. Londynu" - zaznaczył wiceszef FDP Christian Lindner. Strzegąc interesów londyńskiego City brytyjski rząd - podobnie jak środowiska bankierów - odrzucił całkowicie pomysł opodatkowania transakcji finansowych.

Z kolei Finlandia sceptycznie zareagowała na zalecenie wpisania górnej granicy zadłużenia w konstytucjach wszystkich państw strefy euro (taki zapis istnieje m.in. w polskiej konstytucji). Zaznaczyła, że sama niechętnie odnosi się do perspektyw zmiany własnej konstytucji.(

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »