Reklama

Sprzedawcy polskiego węgla: Polski Alarm Smogowy kłamie

Izba Gospodarcza Sprzedawców Polskiego Węgla odniosła się do raportu Polskiego Alarmu Smogowego zatytułowanego "Jakość węgla dostępnego na polskim rynku detalicznym". Według prezesa Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla Łukasza Horbacza Polski Alarm Smogowy posunął się do oszustwa oraz manipulacji faktami.

- W ostatnich dniach media donosiły o pseudobadaniach jakości węgla, jakie Polski Alarm Smogowy przeprowadził na terenie województw małopolskiego i śląskiego. Mowa tu o raporcie Polskiego Alarmu Smogowego zatytułowanym "Jakość węgla dostępnego na polskim rynku detalicznym" autorstwa Damiana Zięby. Celem badania, jak nietrudno się domyślić, było ukazanie sprzedawców węgla w jak najgorszym świetle w przededniu procedowania przez Sejm ustawy o normach jakości dla węgla - zaznacza Łukasz Horbacz, prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla w piśmie otwartym, zamieszczonym na stronie internetowej Izby.

Reklama

Łukasz Horbacz wskazuje, że tu Polski Alarm Smogowy posunął się do oczywistego oszustwa oraz manipulacji faktami.

- Otóż, ogromny wpływ na wyniki badań jakości węgla ma wielkość i sposób pobierania próby. Na tym etapie "ekolodzy" uznali, że cel uświęca środki - podkreśla Horbacz.

Jak piszą w swoim raporcie w dziale "Pobieranie i przygotowywanie próbek do analizy": "W ramach kampanii pomiarowej zebrano 15 próbek węgla odzwierciedlających asortyment węgla jaki jest używany w gospodarstwach domowych. Wytypowaliśmy 6 próbek węgla typu orzech, 4 próbki typu miał oraz 5 próbek typu eko-groszek. Próbki pobierane były w ilości 10-25 kg bezpośrednio ze stosu węgla na składzie lub w workach foliowych po uprzednim zapakowaniu przez producenta".

- Po pierwsze, aby wynik badania był statystycznie istotny, próby muszą być pobrane zgodnie z wypracowanymi przez środowisko naukowe normami (jak np. powszechnie stosowana Polska Norma PN-G-04502:2014-11 lub też norma międzynarodowa PN-ISO 18283:2008 ). Wynika to z ziarnistej struktury węgla i faktu, że właściwości węgla potrafią w istotny sposób zmieniać się nawet w obrębie tej samej ściany - zaznacza prezes Łukasz Horbacz.

Wskazuje przy tym, że na przykład dla węgla w granulacji orzech, przy założeniu, że na składzie jest hałda 25 t należałoby pobrać (zgodnie z Polską Normą) min. 16 próbek pierwotnych o masie 4,8 kg każda (równomiernie rozmieszczonych w obrębie hałdy), czyli 76,8kg. Dla ekogroszku w granulacji 5-25 mm min. 16 próbek pierwotnych o masie 1.9 kg każda (równomiernie rozmieszczonych w obrębie hałdy), czyli 30,4 kg.

- Wobec tego tak niewielkie próby, jakie zostały pobrane, są niereprezentatywne w stosunku do partii paliwa, z których pochodzą, a tym samym wyniki badań są niemiarodajne i zmanipulowane, wobec czego pochopnie ogłoszony komunikat o złych praktykach składów węgla powinien zostać przez Polski Alarm Smogowych zdementowany, a branża publicznie przeproszona, na co bardzo liczymy - zaznacza Horbacz.

Ponadto - podkreśla Łukasz Horbacz - ze względu na dużą niepewność pomiaru podczas pobierania próbek ze zwału pobieranie to powinno zostać wykonane przez wykwalifikowany personel, najlepiej pracujący w akredytowanym podmiocie (laboratorium lub jednostki inspekcyjnej) lub posiadający odpowiednie przeszkolenie.

- Oszczercze i nierzetelne badania i raport zostały sfinansowane z publicznych pieniędzy (Działanie realizowane w ramach projektu: Wdrażanie Programu ochrony powietrza dla województwa małopolskiego Małopolska w zdrowej atmosferzeLIFE14 IPE PL 021/LIFE IP Malopolska) - ocenia szef Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla.

- Podsumowując powyższe, sam sposób przeprowadzenia "pobierania próbek" dyskwalifikuje dalszy sens ich badania a pieniądze publiczne wydane na badania powinny zostać zwrócone. Niemniej jednak, po przeanalizowaniu całego raportu oraz raportów z badań laboratoryjnych można wyciągnąć wnioski, iż w niniejszej pracy popełniono wiele kolejnych błędów metodycznych i interpretacyjnych, manipulując faktami oraz wprowadzając nieobeznanego z problematyką jakości węgla czytelnika w błąd - wskazuje Horbacz.

A następnie wylicza:

W raportach Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla wskazano, iż w oszacowaniu niepewności pomiaru nie uwzględniono składowej dotyczącej etapu pobierania próbek. Oznacza to tyle, że nawet gdyby założyć poprawny sposób pobrania próby, uzyskane wyniki wraz z niepewnością odnoszą się tylko w zakresie ilości materiału dostarczonego do laboratorium a nie całej pryzmy więc nie należy odnosić uzyskanych niepewności do jakości zakupionego materiału (nikt nie kupuje kilku czy też kilkunastu kg węgla). Niepewności rozszerzone, które są elementem każdego pomiaru fizycznego (np. pomiaru długości za pomocą linijki, jak też wartości opałowej węgla).

W przypadku węgla, po uwzględnieniu składowej związanej z pobieraniem próbek, wartości niepewności są zdecydowanie wyższe (co wynika z niejednorodności węgla) od tych, prezentowanych przez IChPW. W związku z tym, cała interpretacja wyników przedstawiona w raporcie, na zasadzie porównania wartości deklarowanych z zmierzonymi, uwzględniającymi niepewności jest skrajnie nierzetelna i tendencyjna. Nie wspominając o tym, że porównując dwie wielkości fizyczne należałoby uwzględnić sumę niepewności każdej z nich (w uproszczonym układzie - podwojoną niepewność), czego autor nie czyni;

W raportach Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla wskazano, że analiza sitowa (ziarnowa) została przeprowadzona przez laboratorium w oparciu o nieakredytowaną metodę. Oznacza to, iż laboratorium nie posiada potwierdzonych kompetencji, aby taką analizę wykonać.

Dodatkowo w odniesieniu do wyników analizy sitowej wskazano iż żadna ze sprzedawanych próbek węgla w sortymencie miał nie spełniała wymagań uchwał antysmogowych. Należy zaznaczyć iż podmioty handlujące węglem nie są objęte zakazem sprzedaży miałów, a jak wskazano powyżej wykonane analizy nie są miarodajne.

Autor raportu poświęca dużo miejsca analizie wilgoci, nie skupiając się w ogóle na istocie problemu związanej z tym parametrem - węgiel nie jest przechowywany w pomieszczeniach zamkniętych, tylko na powietrzu, gdzie wpływają na niego warunki atmosferyczne.

Oznacza to tyle, że węgiel może zarówno nabrać wilgoci w efekcie opadów (biorąc pod uwagę daty znajdujące się na raportach, prawdopodobnie próbki pobierano w okresach deszczowych), jak też stracić ją w okresach suchych. Jest to zjawisko normalne i nie musi mieć nic wspólnego z celowym działaniem sprzedawców. Duże wątpliwości budzą też niektóre uzyskane wyniki, np. dla próbki ekogroszku oznaczonej jako #2 wskazano zawartość wilgoci 29,4 proc. Biorąc pod uwagę granulację ekogroszku, oraz jego zdolność chłonięcia wilgoci, aby uzyskać taką wartość węgiel musiałby pływać w wodzie i wraz z nią zostać pobrany do badania - przyjmuje się, że dla sortymentu groszek, przy wilgoci >18% woda dosłownie wylewa się z worka, co po raz kolejny potwierdza, iż próbki zostały nieprawidłowo pobrane.

Autor dokumentu poświęca też dużo miejsca zawartości siarki. Interpretacja tego problemu również budzi ogromne wątpliwości, ponieważ zgodnie z normą PN-EN:303 "Kotły grzewcze - Część 5: Kotły grzewcze na paliwa stałe z ręcznym i automatycznym zasypem paliwa o mocy nominalnej do 500 kW - Terminologia, wymagania, badania i oznakowanie" jak również wymogami Ecodesign parametr ten nie jest brany pod uwagę przy określaniu emisji uwalnianych podczas spalania paliw stałych. W związku z powyższym, aktualnie nie ma żadnych podstaw normatywnych, aby określić przy jakiej zawartości siarki w węglu emisja jest zbyt wysoka (nie ma kryteriów emisyjnych dla SO2). Autor kieruje się wartością 0.8 proc., która to wartość jest najprawdopodobniej "wzięta z sufitu" - równie dobrze możnaby przyjąć 0,4 proc. albo 2.5 proc. - nie ma dowodów eksperymentalnych, przy jakiej wartości emisja staje się zbyt wysoka.

Co więcej, można zauważyć, że od momentu wyeliminowania z gospodarki komunalnej mułów i flotokoncentratów krajowych producentów (jesień 2017), obowiązujące w Polsce limity zawartości SO2 w powietrzu nie są w ogóle przekraczane. Tak więc dywagacje nt. zawartości siarki w węglu, aktualnie należy traktować jako wymysł tzw. "ekologów";

Autor raportu w ogóle nie uwzględnia niejednorodności i naturalnych fluktuacji jakości węgla w swoich interpretacjach. Skupia się na przypadkach, gdy jakość jest niższa od deklarowanej, natomiast nie odnosi się do przypadków, gdy jakość jest wyższa od deklarowanej. Biorąc pod uwagę wydźwięk raportu i wnioski końcowe, należałoby przyjąć, że właściciele składów oferujących węgiel o kaloryczności wyższej od deklarowanej zapewne też oszukują, obdarowujące klienta dodatkowymi kilodżulami energii w paliwie.

Łukasz Horbacz wskazuje również: "po drugie, z badania przeprowadzonego na próbie zaledwie 15 składów węgla Polski Alarm Smogowy wyciąga wnioski bijące w branżę dystrybutorów węgla, w ramach której funkcjonuje 10 000 podmiotów. Także i tu wnioski Polskiego Alarmu Smogowego są zbyt pochopne i niesprawiedliwe. Tego rodzaju uogólnienia są przykładem stosowania odpowiedzialności zbiorowej, na czym cierpią uczciwi sprzedawcy, których w branży jest znamienita większość".

Po trzecie - zaznacza Horbacz - czytając doniesienia PAS, można by odnieść wrażenie, że rynek detalicznego obrotu węglem jest zupełnie poza prawem. PAS szerzy wśród społeczeństwa nieprawdziwe informacje, jakoby sprzedawcy węgla nie musieli informować konsumentów o parametrach oferowanego towaru, co prowadzi do powstawania w społeczeństwie negatywnego odbioru nie tylko branży węglowej, ale też samego paliwa jakim jest węgiel.(...)

JD

Więcej informacji na portalu wnp.pl

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2017

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »