Sprzedaż bezpośrednia tylko w dwa dni w tygodniu?

Komisja rolnictwa opowiedziała się we tym tygodniu za projektem ustawy o ułatwieniach w prowadzeniu handlu przez rolników z poprawkami. Dotyczą one m.in. zmiany dni, w których miałby się odbywać handel oraz terminu wejścia ustawy w życie. Sprzedaż bezpośrednia jest formą handlu detalicznego poza siecią sklepową.

Chodzi o poselski projekt ustawy o ułatwieniach w prowadzeniu handlu przez rolników i ich domowników, który w pierwotnej wersji miał dotyczyć handlu w soboty i niedziele. Pierwsze czytanie odbyło się na wtorkowym posiedzeniu sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

"Chcielibyśmy, aby rolnicy nie byli przeganiani z targowisk przez zawodowych handlarzy, aby mieli preferencje w sprzedaży zdrowych produktów, i by mogli zmieniać nawyki konsumentów" - mówił podczas obrad komisji Jarosław Sachajko (Kukiz'15), przedstawiając główne założenia projektu. Dodał, że celem rozwiązań jest m.in. to, by konsumenci przyzwyczaili się, że mają dwa dni w tygodniu, "gdzie w dobrych miejscach mogliby robić zakupy".

Reklama

Sachajko stwierdził, że rolnicy dobrze odbierają ten projekt; jest też duże zapotrzebowanie wśród konsumentów kupna dobrych produktów bezpośrednio od rolników. "Chcemy, aby rolnicy przyjechali do klientów i by w jednym miejscu, w godnych warunkach mogli dostarczyć całą gamę produktów" - podkreślił.

Wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi Szymon Giżyński uczestniczący w obradach zaznaczył, że resort popiera rozwiązania zawarte w projekcie.

Podczas dyskusji nad przepisami Jan Duda (PiS) wyraził wątpliwość czy wybór niedzieli jako jednego z dwóch dni, w których miałby się odbywać rolniczy handel jest dobrym rozwiązaniem. "Czy rzeczywiście zainteresowanie ze strony kupujących w niedzielę będzie duże?" - pytał. Według niego lepiej byłoby pomyśleć o piątku zamiast niedzieli.

Również Robert Telus (PiS) opowiedział się za wyznaczeniem dla rolników innego niż niedziela dnia. Zapowiedział, że jego ugrupowanie będzie popierać projekt. Zgodził się, że wyznaczenie w mieście miejsca, gdzie rolnicy będą mogli prowadzić handel to dla nich duże udogodnienie.

"Rząd popiera wyłączenie z tych propozycji niedzieli" - mówił podczas posiedzenia komisji wiceminister Giżyński.

Piotr Borys (KO) podkreślił, że umożliwienie rolnikom sprzedaży bezpośredniej, skracanie łańcucha dostaw, sprzedaż ekologicznych produktów "jest obszarem wartym przeanalizowania". Dodał, że istotne jest, by uruchomić produkcję kilku milionów rolników, ale też producentów serów, wędlin - jednoosobowych przedsiębiorców, którzy korzystają z zasobów rolników. Dlatego, jak zapowiedział, będzie składać "poprawki systemowe" do projektu podczas II czytania. "Ta ustawa wymaga sporych przeróbek" - ocenił. Stwierdził, że w obecnej propozycji "będzie ustawą martwą - szczególnie w małych miejscowościach".

Część posłów zaproponowała, by nie narzucać ustawą konkretnych dni, ale dać rolnikom możliwość wyboru. Wskazywali ponadto, że w wielu miejscach działają już rynki, na których rolnicy sprzedają swoje produkty, nie ma zatem potrzeby tworzenia nowych. "One są opanowane przez zawodowych handlarzy, którzy kupują od rolników i narzucają swoją marżę. Chcemy, żeby sprzedaż prowadzili sami rolnicy, żeby ich dochód był godny" - tłumaczył Sachajko. Podkreślił, że wyznaczone na handel miejsce przez gminę - musi mieć dogodną komunikację, dobrą, atrakcyjną lokalizację.

Posłowie zgłosili do projektu pakiet poprawek. Opowiedzieli się m.in. za tym, by zarówno w tytule ustawy, jak i w jej treści zmienić handel "w sobotę i niedzielę" na handel w piątek i sobotę. Posłowie opowiedzieli się też za przedłużeniem terminu wejścia w życie ustawy - 1 stycznia 2022 r. Inna przyjęta propozycja dotyczy uszczegółowienia przepisów, by ułatwienia w handlu odnosiły się do artykułów rolno-spożywczych i wyrobów rękodzieła; "chcemy, żeby to były produkty rolne a nie ubrania" - argumentowali posłowie. Nie zgodzono się natomiast, by rozszerzyć zakres ustawy na kwiaty, rośliny ozdobne czy iglaki.

We wtorek poparto też propozycję, by wyznaczenie miejsca handlu należało "do zadań własnych gminy o charakterze obowiązkowym" oraz to, by rozszerzyć "zakres podmiotowy osób zwolnionych z opłaty targowej" - nie tylko na rolników, ale i ich domowników. "Ta ustawa w zamierzeniu ma preferować rolników i to dla nich są te preferencje" - mówił Sachajko.

Jak wskazano w uzasadnieniu poselskiego projektu zgłoszonego przez Kukiz'15, celem inicjatywy jest rozpowszechnienie sprzedaży bezpośredniej w miastach m.in. poprzez wprowadzanie przez władze gmin soboty i niedzieli jako dnia sprzedaży bezpośredniej.

Gmina udostępniałby w wybrane dni miejsca dla rolników, którzy chcą sprzedawać swoje produkty. Zaproponowane rozwiązania miałby przyczynić się do zwiększenia dochodów w gospodarstwach rolnych; mają też sprzyjać upowszechnianiu produktów lokalnych, skracaniu i dywersyfikacji kanałów dystrybucji "poprzez tworzenie miejsc bezpośredniej sprzedaży dla spożywczych produktów lokalnych".

W uzasadnieniu stwierdzono, że polscy konsumenci coraz częściej są zainteresowani możliwością zakupu świeżej żywności, produkowanej w danym rejonie przez lokalnych rolników, gdzie nie ma długich łańcuchów dostaw i pośredników, a zapewnione są bliskie relacje producentów i konsumentów". "Skupienie handlu w jednym wyznaczonym w tym celu miejscu, na dogodnych dla rolników warunkach, leży w interesie nie tylko rolników, ale ma także wymiar społeczny i zdrowotny".

OPINIA: 

Kilkanaście unijnych organizacji rolniczych we wspólnym oświadczeniu domaga się przedstawienia przez KE oceny skutków nowej polityki rolnej wskazując, że dotychczas przeprowadzone badania mówią o spadku produkcji, wzroście cen i utracie bezpieczeństwa żywnościowego UE.

Copa-Cogeca opublikowała oświadczenie w sprawie Strategii "od pola do stołu" podpisane przez 27 organizacji rolnych i rolno-spożywczych.

"Wszystkie podmioty łańcucha dostaw zgadzają się co do głównych zasad określonych w strategii +od pola do stołu+ oraz mają pełną świadomość, że należy podjąć niezbędne wysiłki, aby zapewnić większą równoważność naszych systemów żywnościowych. Jednakże kilka z opublikowanych niedawno badań dotyczących strategii "od pola do stołu" stwierdza, że bieżące cele, jeśli będą wdrażane w zaproponowanej formie, wygenerują znaczne koszty dla unijnych rolników, a także zachwieją rentownością całej europejskiej kultury rolno-biznesowej" - czytamy w dokumencie.

Badania prowadzone przez USDA, HFFA Research, unijne Wspólne Centrum Badawcze (JRC), Uniwersytet Kiloński, a także Uniwersytet i Ośrodek Badawczy Wageningen (WUR, korzystające z różnych metodologii, skupiające się na różnych aspektach i ograniczeniach dochodzą do takich samych wniosków. Unijna produkcja rolna będzie spadać, w niektórych obszarach i w przypadku niektórych produktów spadek ten będzie dość drastyczny.

Według najnowszego badania WUR, średnia produkcja spadnie o 10-20 proc., a w przypadku niektórych upraw nawet o 30 proc. Jeśli chodzi o sektor hodowlany, to badanie Uniwersytetu Kilońskiego mówi o średnim 20 proc. spadku unijnej produkcji wołowiny oraz 17 proc. spadku produkcji wieprzowiny.

Jak napisano w oświadczeniu, "mamy świadomość tego, jakie oczekiwania wobec sektora produkcji żywności ma społeczeństwo i politycy. Ale +cele polityczne niemające poparcia w faktach naukowych+ będą mieć niszczący wpływ na europejskie rolnictwo.

Aby zacząć mówić o rozwiązaniach, musimy je tak samo rozumieć. To wspólne rozumienie powinno opierać się na przejrzystej ocenie skutków przeprowadzone przez KE - podkreślają organizacje.

Strategię "od pola do stołu" i strategię bioróżnorodności Komisja Europejska zaprezentowała w maju 2020 r. nie przedstawiając skutków tych regulacji. Nowa polityka rolna ma być przede wszystkim bardziej zrównoważona. Z.in. zakłada się zmniejszenie stosowania pestycydów i nawozów chemicznych, ograniczenie stosowania środków przeciw drobnoustrojom w hodowli, czy przeznaczenie do 2030 r. co najmniej 25 proc. gruntów rolnych na rolnictwo ekologiczne.

Organizacje wskazują, że Europejski model produkcji żywności był jednym z największych sukcesów Unii Europejskiej, dlatego jest niezrozumiała wprowadzanie ograniczeń "w chwili, kiedy nasi partnerzy handlowi są gotowi do tego, aby rozmawiać o wypełnianiu luk produkcyjnych, które pozostawia Europa". Ponadto, jeśli produkcja europejska spadnie, to import unijny surowców rolnych oraz elementów składowych znacząco wzrośnie i sprawi, że Europa, aby wyżywić swoich mieszkańców, stanie się zależna od importu - co z kolei będzie źródłem potencjalnych zagrożeń w obszarze polityki i bezpieczeństwa żywnościowego europejskich konsumentów - argumentują sygnatariusze oświadczenia.

PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »