Reklama

Susza 2020: skąd się wzięła i jak groźna jest dla gospodarki

Brak opadów i trudna sytuacja hydrologiczna już dziś każą się zastanawiać nad tym, czy w cieniu epidemii koronawirsa nie wyrasta inny palący problem - susza, jakiej Polska nie doświadczyła od dziesięcioleci. A na niej ucierpią nie tylko rolnicy.

W analizie Interii m.in. o tym, że:

Reklama

- Polska jest jednym z najbardziej ubogich w wodę krajów Unii Europejskiej.

- Polska nie ma rozwiniętego systemu gromadzenia wody deszczowej - magazynujemy zaledwie 6,5 proc. wody opadowej, a np. Hiszpania 45 proc. wody opadowej.

- W Polsce zmienił się charakter opadów. Jeszcze dziesięć lat temu przeważały opady wielkoobszarowe, które były mniej intensywnie, ale częstsze. Teraz zjawiska są gwałtowne i intensywne, ale bardziej punktowe i to też jest problem. Taki opad tworzy więcej zagrożenia niż pożytku.

- Należy się spodziewać tego, że ceny żywności będą nadal rosnąć.

- W przyszłym roku też będzie źle. Już na etapie wychodzenia z lockdownu należałoby skupić na tworzeniu systemów irygacji i zbiorników retencyjnych, żeby utrzymać poziom wody.

- Najsilniej ucierpi rolnictwo i lasy. W rolnictwie konieczne są inwestycje w małą retencję oraz zmiana struktury upraw. Czekają nas kolejne pożary lasów i łąk.

Za nami najcieplejsza w historii pomiarów zima i niemal bezdeszczowe tygodnie z błękitnym niebem i słoneczną aurą. Nic tylko się cieszyć. Tyle że... nic bardziej mylnego.

W Warszawie przepływ Wisły jest o 80 mniższy niż rok temu o tej porze. Najgorsza sytuacja hydrologiczna występuje jednak na południowym zachodzie kraju, w województwach dolnośląskim, lubuskim, wielkopolskim, opolskim i śląskim, czyli w górnym i środkowym dorzeczu Odry. Średni niski przepływ wody występuje w 54 z ok. 500 stacji, które mierzą ilość wody przepływającej w jednostce czasu przez przekrój poprzeczny rzeki.

- Jeżeli przepływ spada poniżej granicy średniego przepływu wody, to jest to wskaźnikiem, że mamy do czynienia z suszą hydrologiczną - wyjaśnia Interii Grzegorz Walijewski, rzecznik prasowy Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Występuje ona właśnie na tych 54 stacjach. Dla porównania w analogicznym okresie 2019 roku takich stacji z niskim przepływem było 10.

- Druga - obok przepływu wody - wartość, która daje wskazówki na temat sytuacji hydrologicznej, to stan wody. Mamy ponad 600 stacji wodowskazowych i na ponad 60 proc. z nich poziom wody jest bardzo niski, poniżej normalnych wartości - mówi Walijewski. A do suszy hydrologicznej dochodzi jeszcze ta meteorologiczna, czyli długotrwały okres bez deszczu.

Sucha gąbka

Od 15 marca mamy do czynienia z bardzo dużym deficytem opadów. Występowały pojedyncze epizody deszczu, ale tylko po kilka milimetrów. Prognozy IMGW na najbliższe dni i miesiące nie są optymistyczne. W perspektywie kilku najbliższych dni, stan wód będzie opadał, bo nie przewiduje się opadów deszczu, a jeśli już to śladowe ilości, niewystarczające do poprawy obecnej sytuacji hydrologicznej. - W dłuższej perspektywie, nasi klimatolodzy wykonali prognozę, która mówi, że końcówka kwietnia, maj i czerwiec upłyną z temperaturami powyżej i opadami poniżej normy. Jeżeli te prognozy się sprawdzą, to niewykluczone, że czeka nas susza 50-lecia - mówi Interii rzecznik IMGW. I wskazuje, że susza to zjawisko, którego początek w czasie trudno określić.

Z latami suchymi w Polsce mamy do czynienia od 2015 roku. Wyjątek stanowił 2017, który był stosunkowo wilgotny. Ubiegły rok był za to bardzo suchy. Upalne lato, później ciepła i bezdeszczowa jesień oraz bezśnieżna zima. I tutaj pojawia się problem, bo śnieg powinien spaść, a pokrywa śnieżna w okresie wiosennym powinna się stopić. - To woda z topnienia śniegu, która wsiąka w grunt, mogłaby poprawić sytuację hydrologiczną i podnieść poziom wód gruntowych, a co za tym idzie wód powierzchniowych. Niestety, ostatnia zima była ekstremalnie ciepła, przez co zabrakło śniegu. Występował tylko opad deszczu, ale on spływał szybko i bezpośrednio do rzek. Obserwowaliśmy chwilowe wezbrania, ponieważ woda odpływała do morza. Poziom wód gruntowych nie został w tej sytuacji odbudowany i przez to stan wyjściowy jest obecnie gorszy niż rok temu - tłumaczy Grzegorz Walijewski.

Do tego dochodzą czynniki dodatkowe. Jak mówi prof. dr hab. Szymon Malinowski, fizyk atmosfery, specjalista z zakresu fizyki chmur i opadów oraz modelowania numerycznego procesów atmosferycznych, klimat nam się zmienia, a najbardziej znanym elementem tej zmiany jest jego ocieplenie. - Marzec i kwiecień upłynęły "na sucho", co jest efektem tego, że w cieplejszym klimacie w naszych szerokościach geograficznych dłuższe okresy jednakowej pogody są bardziej prawdopodobne - wyjaśnia Interii.

Kiedy po długim okresie takiej jednakowej pogody, spadnie deszcz, to nie zawsze oznacza to, że sytuacja ulegnie poprawie. - W Polsce zmienił się charakter opadów. Jeszcze dziesięć lat temu przeważały opady wielkoobszarowe, które były mniej intensywnie, ale częstsze. Teraz zjawiska są gwałtowne i intensywne, ale bardziej punktowe i to też jest problem. Taki opad tworzy więcej zagrożenia niż pożytku, bo kiedy spadnie na przesuszoną ziemię, wówczas spływa po niej, zamiast wsiąknąć i uzupełniać zasoby wód - mówi Grzegorz Walijewski. I podaje przykład: to tak jak z suchą gąbką, którą możemy powoli nasączyć wodą, albo skierować na nią duży strumień, który rozleje się na boki. Co więcej, czasami może wydawać się, że opady w danym miesiącu są na podobnym poziomie, jak w analogicznym okresie rok wcześniej. Ale często nie ma z nich pożytku, bo w trakcie jednej burzy może gwałtownie spaść tyle milimetrów wody, ile wynosi norma miesięczna. A woda nie wsiąknie w ziemię, tylko szybko spłynie do morza.

Żywność zdrożeje

- W wielu miejscach w kraju występuje spadek wilgotności warstwy wierzchniej gleby poniżej 30 proc. To problem dla rolników w całej Polsce. Ziarno zasiane w suchej glebie nie może wykiełkować, a nawet jeśli, to niższa warstwa gleby też jest dosyć sucha. Jej wilgotność spada w wielu miejscach poniżej 40 proc. Pojawia się problem z pobraniem wody przez roślinę - tłumaczy Walijewski. I dodaje, że to wszystko może przełożyć się na słabsze plony.

- Już teraz wiemy, że w tym roku dotknie nas susza. Nie wiemy, czy będzie to susza 50-lecia, ale - w kontekście ocieplenia klimatu - w najbliższych latach susze będą występować coraz częściej i będą coraz bardziej dotkliwe. I to nie tylko u nas, ale w dużej części świata. Ważnym zagrożeniem jest degradacja gleby w związku z suszą - wywiewanie próchnicy przez wiatr. W efekcie, niezależnie od ilości opadów, plony będą mniejsze, bo degradacja gleby następuje szybciej niż możliwość jej odbudowy - mówi Interii prof. Szymon Malinowski.

Inny problem z glebą jest taki, że po zeszłorocznym upalnym lecie, nie miała ona szansy zregenerować się zimą. - Gleba przesuszona traci swoją strukturę i możliwość utrzymywania wody. Zimą, kiedy temperatury spadają poniżej zera, gleba zamarza i dzięki temu mechanicznie poprawia swoją strukturę i odpoczywa - wyjaśnia agroklimatolog, dr hab. Jerzy Kozyra z Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach. Jak dodaje, niestety tej zimy temperatury rzadko spadały poniżej zera. Wegetacja roślin ruszyła wcześniej. Wyciągnęły one wodę z gleby i dodatkowo ją wysuszyły.

- Jeżeli chodzi o plony, to w przypadku roślin ozimych straty nie są jeszcze przesądzone - mówi dr hab. Kozyra. Inaczej jest w przypadku roślin jarych. Zbliża się termin siewu kukurydzy i buraków. Jak tłumaczy agroklimatolog, przesuszona gleba i chłodne dni sprawiają, że warunki do wysiewu są trudne, a rośliny odczuwają podwójny stres braku wody i niskich temperatur. Niższe plony są właściwie przesądzone.

To nasuwa pytanie o ceny żywności. Już teraz są one wysokie i rosną w szybkim tempie. - Dane za marzec pokazują, że inflacja utrzymuje się na podobnym poziomie co w lutym i to nie było zaskoczeniem. Sam wzrost cen żywności być dosyć istotny, bo w marcu wzrosły one o 8 proc. Możliwe, że także ze względu na ograniczenia w handlu zagranicznym. Należy się spodziewać tego, że ceny żywności będą nadal rosnąć - mówi Interii Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. O ile będą wyższe, trudno na razie przewidzieć. - Jesteśmy na trajektorii do suszy, co oznacza, że w przyszłym roku też będzie źle. Już na etapie wychodzenia lockdownu należałoby skupić na tworzeniu systemów irygacji i zbiorników retencyjnych, żeby utrzymać poziom wody - wskazuje Arak.

Kluczowa jest retencja

Z raportu Najwyższej Izby Kontroli z czerwca 2019 roku wynika, że Polska jest jednym z najbardziej ubogich w wodę krajów Unii Europejskiej. Statystycznie na jednego Polaka rocznie przypada ok. 1600 m3 wody, nawet trzykrotnie mniej niż w pozostałych krajach UE. Nasze zasoby  porównywalne są z Egiptem. W okresie suszy ilość wody w przeliczeniu na jednego mieszkańca Polski wynosi poniżej 1000 m3. W innych krajach europejskich to ponad 4000 m3. Już teraz wodę powinniśmy więc zacząć traktować jak skarb.

W zeszłym roku rząd przyjął założenia do programu przeciwdziałania niedoborowi wody na lata 2021-2027 z perspektywą do roku 2030, zwanego Programem Rozwoju Retencji. To pierwszy po 1989 r. ogólnopolski program inwestycyjny poświęcony przeciwdziałaniu niedoborom wody. Ma on na celu zwiększenie do 2027 roku współczynnika gromadzenia wody z obecnych 6,5 proc. do 15 proc. i zakłada realizację 94 inwestycji wodnych wartych w sumie ponad 12 mld zł. Część z tych inwestycji Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie już realizuje - dowiadujemy się w Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Z założenia PGW Wody Polskie oraz jego terenowe struktury pełnią kluczową rolę w walce z suszami i powodziami. Są także inwestorem w zakresie inwestycji wodnych.

Z informacji uzyskanych w resorcie wynika, że w 2020 roku na projekty tzw. małej retencji i melioracji przeznaczonych zostanie 400 mln zł. "Pieniądze posłużą do zrealizowania projektów, które jak najszybciej przyczynią się do większego zatrzymywania wody w środowisku. Celem tych inwestycji jest m.in. łagodzenie suszy na obszarach rolnych. Wkrótce zostaną także ogłoszone kolejne dodatkowe działania, które będą dotyczyć przeciwdziałania tegorocznej suszy i walki z jej skutkami" - odpowiada na pytania Interii ministerstwo.

Jak wskazują eksperci, w walce z widmem niedoboru wody potrzebna jest jednak konsekwencja. - Każdy program ma dobre i złe elementy. Duża część rozwiązań hydrotechnicznych nie ma sensu. Dalsza regulacja rzek to najgorszy pomysł. Z jednej strony mała retencja, przywracanie natury, a z drugiej strony projekt kaskady dolnej Wisły, czy wielkich dróg wodnych. To programy, które do siebie zupełnie nie pasują. Próbuje się na siłę łączyć stare paradygmaty wzrostu gospodarczego z potrzebą przywracania naturalnych stosunków wodnych. I wychodzą z tego takie kulawe potworki - ocenia prof. Szymon Malinowski.

Na pytanie, co możemy zrobić, żeby zapobiegać suszom, odpowiada, że odpowiedź jest banalna, ale nikt nie zwraca na nią uwagi. Na dłuższą metę jedynym ratunkiem jest zaprzestanie emisji gazów cieplarnianych. Na krótszą metę, możemy zatrzymywać tyle wody, ile się da. - Najlepiej jak najwcześniej po opadach deszczu i jak najbliżej miejsca, gdzie deszcz spadł. Chodzi tu o przywracanie podmokłych łąk, miedz miedzy polami, miejsc gdzie woda może się zbierać. Nie należy kosić trawników, ani wycinać drzew i trzeba gromadzić deszczówkę - mówi prof. Malinowski.

Jak do tej Polska nie ma rozwiniętego systemu gromadzenia wody deszczowej. Magazynujemy zaledwie 6,5 proc. wody opadowej. Efektem Programu Rozwoju Retencji ma być podwyższenie tej wartości do 15 proc. Dla porównania w Hiszpanii magazynuje się 45 proc. wody opadowej, co jest możliwe dzięki rozbudowanemu systemowi zbiorników retencyjnych.

Zagrożenia w bliższej i dalszej przyszłości

Susza przekłada się nie tylko wyższe ceny żywności, ale na szereg innych zagrożeń gospodarczych i społecznych. - Najsilniej ucierpi rolnictwo i lasy. W rolnictwie konieczne są inwestycje w małą retencję oraz zmiana struktury upraw. Rolnicy będą musieli brać pod uwagę ryzyko braku wody i obsiewać na polach gatunki nie wymagające dużych ilości wody oraz odporne na susze. Lasy będą dalej wysychać, a w pierwszej kolejności utracimy drzewa iglaste o płytkim systemie korzeniowym. Czekają nas także pożary lasów i łąk - wskazuje Kamil Wyszkowski, przedstawiciel krajowy i prezes Rady Global Compact Network Poland, ONZ-owskiej sieci koordynującej z ramienia United Nations Global Compact współpracę w zakresie zrównoważonego rozwoju.

Powolne wysychanie Polski oznacza straty finansowe, których wartość trudno oszacować. Jak wskazuje Wyszkowski, przykładowo w 2020 roku Lasy Państwowe przeznaczą nie mniej niż 100 mln złotych na ograniczanie ryzyka i skali pożarów. - Kolejny przykład to straty spowodowane przez suszę rolniczą. Dobre porównanie do tegorocznej suszy to rok 2015. Wtedy, podobnie jak dziś suszą, zagrożonych było 99 proc. powierzchni upraw rolnych. Efekt to straty w rolnictwie, które w 2015 roku wyniosły ponad 1 mld zł. Deficyt wody w roku 2015 wyniósł średnio o ok. 270 proc. więcej niż w ostatnich dziesięciu latach. W tym roku bilans wodny jest jeszcze gorszy, więc należy się spodziewać silniejszej suszy niż ta z 2015 roku - wyjaśnia Interii.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Profesor Malinowski wskazuje także na zagrożenie brakami żywności, które wydaje się nam obecnie bardzo odległe, bo nie mieliśmy do czynienia z takimi niedoborami przez dziesięciolecia. - Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w Afryce Wschodniej, w Azji Południowo-Zachodniej, w innych krajach europejskich, czy w Stanach Zjednoczonych też występuje susza i przybywa klęsk żywiołowych i zwrócimy uwagę na zależności między miejscem produkcji żywności a sposobem jej przetwarzania i dostarczenia konsumentom, to widzimy, że problem staje się realny. To zagrożenie nie jest wyssane z palca, ale narasta naprawdę - ostrzega.

Oprócz rolnictwa sektorem mocno wodochłonnym jest energetyka konwencjonalna. W Polsce pobór wody na jednostkę PKB wynosi 76 m3, tymczasem średnia dla państw OECD to 60 m3. - Dlaczego? Ponieważ polski sektor energii opiera się na silnie wodochłonnym surowców - węglu - mówi Kamil Wyszkowski.

Dodatkowo, elektrownie wymagają chłodzenia wodą z rzek, czego nie da się zmienić z dnia na dzień. - Im jest cieplej, tym mniejsza sprawność tych elektrowni, tym większe są straty energii w przesyle, tym bardziej prawdopodobne awarie. Coraz więcej prądu zużywamy na chłodzenie budynków. Nie budujemy takich konstrukcji, które chroniłyby nas przed przegrzaniem inaczej niż przy pomocy systemu klimatyzacji, nie planujemy odpowiednio miast i wsi - wylicza błędy prof. Szymon Malinowski.

Co może zrobić biznes?

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego z 2018 roku wynika, że przemysł odpowiada za 70 proc. poboru wody. Rolnictwo i leśnictwo pochłania 10 proc., a sektor komunalny 20 proc. Do oszczędzania wody swoją cegiełkę powinni dołożyć wszyscy, ale silny fundament może już teraz zacząć budować biznes.

- Sektor deweloperski powinien w ramach standardu budować budynki wyposażone w mechanizm wody szarej oraz możliwość gromadzenia deszczówki. Woda szara z naszych umywalek i wanny powinna następnie być wykorzystywana do spłukiwania toalety - mówi Kamil Wyszkowski. Inny przykład to mycie miejskich ulic wodą pitną, bo miasta nie gromadzą deszczówki. - Brakuje świadomości ale też infrastruktury, w szczególności sieci zbiorników retencyjnych. W procesach produkcyjnych i przemysłowych marnotrawi się duże ilości wody także dlatego, że jest ona stosunkowo tania. Biznes woli ją dalej marnować, niż ponieść koszty inwestycji - wylicza Wyszkowski.

Ale wskazuje też na dobre pomysły, w tym model suchej fabryki, gdzie do minimum ogranicza się zużycie wody. Takie nowoczesne rozwiązanie wdrożył L’Oreal. W 2013 roku firma założyła sobie m.in. cel redukcji zużycia wody o 60 proc. w stosunku do 2005 roku. Jego osiągnięcie przewidziano na 2020 rok. - Wprowadziliśmy wiele zmian w technologii produkcji, na przykład mycie parowe. Jesteśmy największą fabryką w grupie, więc nasze działania mają wpływ na wynik całej firmy. To wszystko nadal nie dawało jednak 60 proc. redukcji, dlatego uruchomiliśmy w fabryce w Kaniach pod Warszawą stację recyklingu wody, gdzie część wody ze ścieków jest odzyskiwana, oczyszczana i ponownie wykorzystywana w procesach okołoprodukcyjnych np. do mycia, czy do dezynfekcji - mówi dyrektor fabryki L'Oréal Warsaw Plant, Ewa Urbaniak. I dodaje, że fabryka chce być zakładem z zamkniętym obiegiem wody. Kolejnymi etapami będzie uruchomienie pętli wody odzyskanej na dwóch kotłowniach oraz zamontowanie instalacji uzdatniania wody lodowej, później wykorzystywanej do chłodzenia w procesie produkcji. - Mamy nadzieję, że uda się to do połowy tego roku - mówi Urbaniak.

Dobrych wzorców płynących z biznesu jest znacznie więcej. - Kolejny przykład to firma SUEZ, która prowadzi instalacje oczyszczania ścieków komunalnych, odzyskując wodę. SUEZ dysponuje także technologią wykrywania mikropęknięć i nieszczelności w sieci wodociągowej, dzięki czemu można zmniejszyć straty wody o około 10-12 proc. Inny przykład to beton wodoprzepuszczalny produkowany przez BASF, który przepuszcza wodę, dzięki czemu zieleń miejska nie obumiera, a skutki deszczów nawalnych są mniej odczuwalne - wylicza Kamil Wyszkowski.  

Kluczowe może być jednak głębokie przemyślenie modelu wzrostu gospodarczego w kontekście zmian klimatycznych, których konsekwencją jest susza. Jak wskazuje prof. Szymon Malinowski, na wszystko patrzymy w perspektywie krótkoterminowego zysku finansowego i wzrostu PKB, bo to wskaźnik, który rządzi polityką i ekonomią. - Wierzymy, że przyjdą niezwykle wynalazki i załatwią sprawę zagrożeń, a skutki naszych nieodpowiedzialnych działań jednym cudownym ruchem zostaną zniwelowane, ale to myślenie na podstawie naszego doświadczenia zbieranego w starym stabilnym świecie. Jednak lata takiego rozwoju doprowadziły do tego, że teraz świat jest coraz bardziej niestabilny i przestajemy nad nim panować - przestrzega naukowiec.

Jego zdaniem firmy powinny obliczyć i ujawnić ślad węglowy i środowiskowy swoich produktów i usług. - Wszyscy powinniśmy przemyśleć, czy rzeczywiście to, co jest na rynku, służy czemuś innemu niż zaspokajaniu żądzy krótkoterminowego zysku z jednej strony i króciutkiej chwili zadowolenia przy kupowaniu z drugiej - podsumowuje.

Dominika Pietrzyk

Dowiedz się więcej na temat: susza | brak wody | susza w Polsce | straty dla rolnictwa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama