Reklama

Szydło: Niedziela powinna być dla rodziny

Premier Beata Szydło powiedziała, że gdyby decyzja zależała wyłącznie od niej, nie byłoby handlu w niedzielę, by pracownicy mogli spędzić ten czas z rodziną. - Niedziela jest dla rodziny - mówiła Szydło na konferencji prasowej w woj. świętokrzyskim.

Szydło była pytana, czy najwyższa proponowana stawka podatku od handlu, która miałaby objąć sprzedaż w niedzielę, ma doprowadzić do tego, by tego handlu nie było. Na razie to projekt podlegający konsultacjom - odparła.

- Nie ukrywam, że ja osobiście - jako Beata Szydło - uważam, że niedziela jest dla rodziny. I wszyscy pracownicy powinni mieć ten przywilej, żeby rodzina mogła spokojnie spędzać ze sobą ten czas - powiedziała premier.

Zaznaczyła, że "jest nasza propozycja, żeby wprowadzić w podatku od usług handlowych nieco zwiększony procent podatku za sprzedaż w niedzielę, ale jest to kwestia dyskusji".

Reklama

- Projekt jest w tej chwili skierowany do konsultacji, będzie w Sejmie. Wtedy jest też czas na dyskusję, jestem ciekawa tych opinii - mówiła.

Podkreśliła jednak, że gdyby to zależało tylko i wyłącznie od niej chciałaby, żeby niedziela była dla rodziny. - A jak jest niedziela dla rodziny, to wtedy nie powinno się pracować, tylko spędzać ten czas ze sobą - dodała.

Ministerstwo Finansów przygotowało założenia projektu podatku od sieci handlowych - stawka podstawowa ma wynosić 0,7 proc. podatku od obrotu, stawka 1,3 proc. ma być płacona od nadwyżki przychodu ponad 300 mln złotych w miesiącu. Stawka 1,9 proc. ma obowiązywać od przychodów ze sprzedaży detalicznej prowadzonej w soboty, niedziele i inne dni ustawowo wolne od pracy. Ma być też kwota wolna - 18 mln zł rocznego obrotu. Projekt trafił do Kancelarii Premiera.

KOMENTARZ INTERII

Uprasza się o powstrzymanie meblowania nam całego polskiego rynku detalicznego i paliwowego wedle własnego widzimisię. Premier Szydło nie przedstawiła żadnych wyliczeń jak wspomniany zakaz oddziaływać będzie na rynek pracy w tej branży, ile osób może zostać zwolnionych z pracy. Nie przedstawiła wyników żadnego, szerokiego (na dużej próbie) wyniku badania opinii publicznej, w której Polacy mogą wypowiedzieć się czy chcą robić zakupy w niedziele czy nie (w święta duże sklepy są zamknięte). Realizacja tego rodzaju apelu, jak w przypadku Beaty Szydło, byłaby zawróceniem Wisły kijem.

Krzysztof Mrówka

- - - - -

27 stycznia br. informowaliśmy: W niedziele markety będą zamknięte? "Cios w polski handel"

Nikt z branży handlowej, poza zwolnionymi z podatku handlowego, nie jest zadowolony z propozycji Ministerstwa Finansów. Proponuje ono, by nową daninę płaciły wszystkie firmy, które przekroczą próg obrotów 1,5 mln zł miesięcznie. W takim przypadku w weekendy i święta zapłacą stawkę podatku 1,9 proc. od obrotów, a za obrót w pozostałe dni 0,7 proc. lub 1,3 proc. od nadwyżki ponad 300 mln zł miesięcznie. Plany resortu krytykują zarówno przedstawiciele krajowego małego i średniego handlu (w tym spółdzielczego), jak i reprezentanci handlu wielkopowierzchniowego z zagranicznym kapitałem.

- Nie wierzę, że podatek zostanie uchwalony w tym kształcie. Bo to cios w polski handel, zwłaszcza w ten średni - ocenia Ryszard Jaśkowski, wiceprezes Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Spożywców "Społem".

Według niego krajowi handlowcy są rozżaleni, bo liczyli na preferencyjne potraktowanie. A dokładniej na wyrównanie szans między nimi a handlem wielkopowierzchniowym prowadzonym przez zagraniczny kapitał.

- Pomysły takie jak opodatkowanie handlu w sobotę i niedzielę są z innego świata. Zagraniczne sieci handlowe utrzymają otwarte sklepy w weekendy, za to my - średni handel spółdzielczy czy średnie sieci handlowe - będziemy musieli zamknąć sklepy w niedziele. To pogorszy naszą konkurencyjność - mówi Jaśkowski. Liczy, że projekt zostanie zmieniony w czasie prac rządowych i potem w parlamencie. - Będziemy proponować, żeby zwolnione z podatku były obroty rzędu 100 mln zł miesięcznie - dodaje.

Propozycje MF nie wzbudziły entuzjazmu wśród przedstawicieli największych sieci. Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, nazywa pomysł wprowadzenia podatku weekendowego "szalonym". Obroty w weekendy to w przypadku sklepów wielkopowierzchniowych ok. 30 proc. wyniku z całego tygodnia.

- Nastąpi zmiana strategii marketingowej, bo podatek weekendowy stawia pod dużym znakiem zapytania np. kampanie sobotnio-niedzielne. Na zasadzie: im więcej sprzedasz, tym więcej ci zabiorą - ocenia dyrektor Faliński. Dodaje, że gdyby wprowadzić podatek tak, jak chce tego MF, to nie dałoby się uniknąć zjawiska kompensacji, czyli przerzucania kosztów na kontrahentów lub klientów.

- Najwięksi przerzucą koszty na dostawców. To może pomóc w utrzymaniu niskich cen i przyciągnięciu klienta. Natomiast ci, którzy zostaną obłożeni podatkiem, ale ich pozycja jest zbyt słaba, by przenieść koszt na dostawców, będą musieli podnieść ceny - twierdzi Faliński. Jego zdaniem na firmach wymusi to zmianę strategii sprzedażowej.

Przykładowo zacznie rosnąć udział produktów tańszych, sprzedawanych pod własnymi markami sieci. Bo tam jest największa marża. - Polski handel charakteryzuje się dziś wysokim udziałem produktów premium, prawie 20-proc. w podaży. I to się zacznie zmieniać. Powstanie też ogromna nadwyżka produktów, które znikną z półek wielkich sklepów - one trafią do małych sieci i tradycyjnych hurtowni. Co skończy się nadpodażą - ocenia dyrektor POHiD.

Przedstawiciele konkretnych firm na razie unikają odpowiedzi na pytanie, czy i w jaki sposób nowy podatek wpłynie na ich biznes. - Czekamy na projekt ustawy, dopiero po zapoznaniu się z nim możemy zabrać głos - ucina Michał Mystowski, rzecznik Media Ekspert. Identycznie zachowują się największe sieci, jak np. Biedronka.

Resort finansów wysłał projekt do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i czeka na decyzję premier Beaty Szydło, w jakim trybie ma być procedowany. Być może projekt ujrzymy dziś.

Na to, że na razie jest więcej pytań niż odpowiedzi, zwracają też uwagę eksperci podatkowi. Mówią o całej liście potencjalnych problemów związanych z opodatkowaniem handlu w weekendy. - Będzie to dodatkowe obciążenie administracyjne. Podatek będzie płacony miesięcznie, ale do jego prawidłowej kalkulacji potrzebna będzie bieżąca ewidencja sprzedaży. Ewidencja VAT-owska może być punktem wyjścia do zbierania takich danych, ale to może nie wystarczyć. Będzie to wymagało dostosowań w systemach finansowo-księgowych podatników, co może być kolejnym kłopotem - ocenia Mieczysław Gonta z firmy doradczej PwC.

Inny wątek to np. zwolnienie z podatku dla posiłków przygotowywanych przez zbywcę. - Jak będzie definiowana ta kategoria towarów? Czy zwolnieniu będą podlegały tylko posiłki przygotowywane na terenie sklepu, czy też np. w innym punkcie będącym własnością danego podatnika? Co będzie oznaczało "przygotowywanie": podgrzewanie, łączenie składników czy wystarczy tylko rozlewanie lub pakowanie? - zastanawia się ekspert.

Wiele pułapek związanych z nowym podatkiem czyha też na e-handel. Problematyczny może być sposób określenia podstawy opodatkowania: jeśli będzie to obrót pomniejszony o zwrot towarów, bieżące rozliczenia podatku będą dla sklepów internetowych bardzo trudne.

- Dokonanie zwrotu przy umowie zawartej na odległość jest możliwe w ciągu 14 dni. Jeśli sprzedaż nastąpi 28. dnia miesiąca, sklep uwzględni ją w swojej deklaracji i zapłaci podatek, a 10. dnia kolejnego miesiąca nastąpi zwrot - czy wówczas trzeba będzie korygować rozliczenie? Może to wywoływać konieczność dziesiątek czy nawet setek korekt - ocenia Mieczysław Gonta.

Marek Chądzyński, Grzegorz Osiecki

"Dziennik Gazeta Prawna", 27.01.2016

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »