Reklama

Tajemnica "szalonego maklera"

Paryski proces Jerome'a Kerviela, który naraził bankowego giganta Societe Generale na rekordowe straty w wysokości prawie 5 miliardów euro, zakończył się konkluzją sędziów i oskarżycieli, że dwuletnie śledztwo i trzy tygodnie rozpraw sądowych nie przyniosły odpowiedzi na pytanie, dlaczego były makler dopuścił się podjęcia tak kolosalnego ryzyka finansowego.

Trzyosobowy skład sędziowski spędzi jeszcze kilka miesięcy nad zeznaniami ponad 40 świadków, zanim ostatecznie uzna, czy odpowiedzialnością za ten skandal można obarczyć wyłącznie jednego człowieka.

Przewodniczący składu sędziowskiego Dominique Pauthe wyznał, że mimo wyczerpujących wyjaśnień Kerviela, dotyczących tego, jak udało mu się prowadzić nielegalne transakcje, opiewające na dziesiątki miliardów euro, wprost pod nosem swoich przełożonych, człowiek ten wciąż pozostaje dla niego zagadką.

- Kim naprawdę jesteś, panie Kerviel? - zapytał ostatniego dnia przesłuchań sędzia Pauthe. Oskarżony wzruszył ramionami: - Jestem człowiekiem, który próbował wykonywać swoją pracę najlepiej jak potrafił, w interesie mojego pracodawcy - powiedział. - Chciałem, żeby zarabiał.

Reklama

Oskarżyciel Jean-Michel Aldebert zażądał dla Kerviela kary minimum czterech lat więzienia, nazywając go "manipulantem, oszustem i kłamcą". Najwyższa możliwa kara za postawione byłemu maklerowi oskarżenia - fałszerstwo, nielegalne wprowadzanie nieprawdziwych danych do bankowego systemu informatycznego oraz nadużycie zaufania zwierzchników - to pięć lat więzienia i 375 tys. euro grzywny.

Kerviel miał bez wiedzy przełożonych samowolnie obstawiać ogromne sumy na wzrost europejskich indeksów. Gdy te zaczęły spadać, makler maskował straty fikcyjnymi transakcjami. Bank oszacował wartość tych transakcji na 50 miliardów euro. W ich wyniku firma miała stracić 5 mld euro.

Wielu specjalistów podkreśla, że afera "szalonego maklera" - jak nazwały Kerviela nadsekwańskie media - wywołała dwa i pół roku temu szok, który przyczynił się do pogłębienia światowego kryzysu finansowego.

33-letni Kerviel utrzymuje, wbrew zapewnieniom dyrekcji Societe Generale, że jego zwierzchnicy doskonale wiedzieli o przeprowadzanych przez niego nielegalnych transakcjach. Przymykali jednak oczy dopóty, dopóki przynosiły one bankowi astronomiczne zyski. Kerviel podkreśla również, że nie ukradł ani grosza. Twierdzi, że chciał po prostu "wykazać się dobrymi rezultatami", za co miał dostać wysoką premię.

- Nie ja wymyśliłem te techniki, inni też tak robili - powiedział były makler, nie wymieniając jednak nazwisk. - To były uznane przez zarząd praktyki.

Atmosfera w wyłożonej dębowym drewnem sali sądowej XIX-wiecznego Pałacu Sprawiedliwości przypominała raczej wykład uniwersytecki niż przesłuchanie w sprawie kryminalnej. Obecni byli urzędnicy bankowi i eksperci giełdowi, wygłaszający pełne żargonowych wyrażeń instrukcje na temat instrumentów finansowych w sekcji Delta One banku, w której pracował Kerviel, zajmującej się transakcjami obarczonymi małym ryzykiem na europejskich giełdach. Prawnicy obu stron poświęcili długie godziny na prześledzenie firmowej korespondencji, tabel i wykresów dotyczących zakładów Kerviela i jego kolegów z pracy.

Mimo technicznego charakteru zeznań, proces cieszył się dużym zainteresowaniem publiczności. Drewniane ławki dla mediów wypełniały się niemal codziennie. Garstka dziennikarzy publikowała nawet fragmenty procesu na żywo, na Twitterze.

Ponad tuzin byłych kolegów Kerviela wezwano na świadków. Niektórzy z nich płakali, opisując, jaki wpływ jego działania wywarły na ich kariery i życie osobiste.

Sam Kerviel nie zdradzał żadnych emocji. Z założonymi rękami i wzrokiem utkwionym w podłodze słuchał niewzruszenie, jak jego były szef charakteryzował go jako oszusta, który wykorzystał słabość bankowego systemu kontroli.

Daniel Bouton, lat 60, ówczesny szef Societe Generale, który po ujawnieniu skandalu został zmuszony do dymisji, nazwał Kerviela "demonicznym geniuszem", który niemal przekreślił 145-letnią tradycję banku.

Jean-Pierre Mustier, lat 49, były dyrektor naczelny oddziału zatrudniającego Kerviela, był zdumiony jego opanowaniem: - Nie rozumiem, skąd miał nerwy, by znieść presję takiego ryzyka - powiedział Mustier, który sam przez sześć lat był maklerem. W 2009 roku odszedł z banku z powodów niezwiązanych ze sprawą - stwierdził, że Societe Generale ponosi winę za stworzenie środowiska, w którym panowało zbyt duże zaufanie. - Czuję się za to odpowiedzialny - wyznał Mustier.

Zeznania bezpośredniego przełożonego Kerviela, Erica Cordella, były symboliczne w aspekcie prostego, ale kluczowego dla procesu pytania: nieważne, kto wiedział o działalności Kerviela, ale kto mógł i powinien wiedzieć, i gdzie trzeba postawić granicę między zaniedbaniem a milczącą aprobatą.

38-letni Cordell został szefem Delty One w kwietniu 2007 r. Ten inżynier, bez doświadczenia maklerskiego, jest jednym z dwóch menedżerów zwolnionych za niekompetencję tuż po wyjściu skandalu na jaw. Cordell przyznał, że nigdy nie podejrzewałby Kerviela o działania wykraczające poza polecenia służbowe.

Dodał , że ponieważ cierpiał na niedobór personelu, nie miał czasu dokładnie przypatrywać się maklerom pojedynczo. - Jeśli niczego nie szukasz - powiedział - niczego nie znajdziesz.

Moussa Bakir, który zarobił w 2007 roku ponad milion euro prowizji na świadczeniu usług brokerskich dla Kerviela, ujawnił, do czego posuwał się oskarżony, żeby ukryć swoją działalność. 34-letni Bakir zeznał, że pytał Kerviela, kto stoi za tymi transakcjami. Usłyszał wówczas o kliencie o imieniu Mat - 35-letnim menedżerze funduszu hedgingowego z Londynu. - Kerviel często opowiadał o nim jako o wymagającym kliencie, który dąży do zarobienia miliarda euro - mówił Bakir.

Kerviel przyznał się sądowi, że wymyślił Mata, żeby zniechęcić Bakira do dalszego inwestowania.

Kilku ekspertów z dziedziny prawa odważyło się snuć domysły na temat werdyktu w sprawie, za którą nikt nie chce wziąć odpowiedzialności. Większość z nich spodziewa się, że Kerviela spotka jakaś forma kary, zwłaszcza że był sądzony przez trybunał, a nie przez przysięgłych.

- Kerviel miałby dużo większe szanse na oczyszczenie z zarzutów, gdyby jego los leżał w rękach ławy przysięgłych - twierdzi Bradley Simon, specjalizujący się w bezpieczeństwie i defraudacjach bankowych adwokat z New Yorku. - Sędzia jest członkiem francuskiego establishmentu, więc prawdopodobnie skłoni się ku wersji Societe General i będzie dla Kerviela surowy.

Frederik-Karel Canoy, prawnik reprezentujący akcjonariuszy, którzy chcą odszkodowania od banku, oddalił deklarację banku, że jego niewiedza na temat działań Kerviela uwalnia ich od odpowiedzialności. - Societe Generale było odpowiedzialne za poczynania swoich pracowników - mówił Canoy. - Miało obowiązek obserwowania go.

Sędzia Pauthe ma wydać werdykt 5 października. Cokolwiek jednak zdecyduje, nie jest jasne, czy jego orzeczenie przyniesie nowe spojrzenie na człowieka stojącego za największą stratą w światowej historii tradingu.

- Czy wiemy już o tobie wszystko? - zapytał sędzia Kerviela. - Nie ma żadnej tajemnicy Kerviela? - Nie z mojego punktu widzenia - odpowiedział makler, odrobinę głośniej niż szeptem.

Nicola Clark i Katrin Bennhold/The International Herald Tribune

Tłum. Anna Mielczarek

Zobacz autorską galerię Andrzeja Mleczki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »