Reklama

Tarcza branżowa: Państwo proponuje pokrycie ułamka kosztów lockdownu

- Pomoc jest dla pracowników, ale nie dla tworzących miejsca pracy - mówi Interii Tomasz Napiórkowski z Polskiej Federacji Fitness. Branża jest zdania, że nowa tarcza dla biznesu nie wystarczy, a wsparcie pokryje tylko ułamek kosztów wynikających z zamknięcia klubów fitness i siłowni.

Od soboty 17 października większość siłowni i klubów fitness w Polsce pozostaje zamknięta na skutek wprowadzenia nowych obostrzeń w związku z pandemią koronawirusa. W tym tygodniu premier Mateusz Morawiecki przedstawił projekt tarczy branżowej, która ma wesprzeć przedsiębiorców dotkniętych skutkami ograniczeń. Zakłada on zwolnienie ze składek ZUS za listopad, przyznanie postojowego i dotacje w wysokości 5 tys. złotych dla tych biznesów, które odnotowały spadek przychodów w listopadzie o 40 proc. rok do roku. Dla branży fitness proponowana pomoc to jednak za mało.

Reklama

- Bardzo dobrze, ze zostały wzięte pod uwagę postulaty dotyczące pracowników i że będzie postojowe. Dobrze, że będzie zwolnienie ze składki ZUS - wskazuje Tomasz Napiórkowski, prezes Polskiej Federacji Fitness. Jak jednak dodaje, pożyczka 5 tys. jest dobra dla trenerów, instruktorów, menadżerów, którzy prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą i dla bardzo małych studiów treningu personalnego, ale nie pomoże dużym klubom.

- Średnie utrzymanie klubu o powierzchni 1000 m kw. to około 100 tys. złotych miesięcznie, nie licząc pensji pracowników. W kwotę tą wchodzą czynsz, raty kredytu, leasingu, media i inne opłaty eksploatacyjne. Skoro miesiąc zamknięcia klubu fitness to koszt 100 tys. złotych, to jak ma tu pomóc te 5 tys. zł dotacji? - mówi nasz rozmówca.

Jak podkreśla, pomoc jest dla pracowników, ale nie dla tworzących miejsca pracy. - Jeśli ktoś planuje lockdown, to musi zdawać sobie sprawę z tego, ile to będzie danego przedsiębiorcę kosztować. I na ten moment państwo proponuje dużej części naszego sektora pokrycie ułamka z kosztów, które ponosimy, a które zostały wygenerowane decyzją rządu o lockdownie. Jeśli państwa nie stać na pokrycie strat wygenerowanych lockdownem, to nie powinno w ogóle rozważać tej opcji - wskazuje Napiórkowski.

- Będziemy postulować pokrycie tych strat i zwracać uwagę na trzy największe zmienne kosztowe, czyli czynsze, kredyty i leasingi. To nie może pozostać bez wsparcia państwa - twierdzi.

Przy obecnych ograniczeniach pracownicy siłowni czy basenów mierzą się z bardzo trudną sytuacją. - W Unii Europejskiej pierwsza fala pandemii odebrała pracę 50 tys. ludzi, stanowiących 6 proc. zatrudnionych w tym sektorze. Ucierpieli głównie młodzi. To właśnie w tej grupie wiekowej, w porównaniu do I kwartału 2020 r., zaszły największe zmiany. Odsetek zatrudnionych mężczyzn w wieku 15-34 lata spadł o 13 proc., a odsetek kobiet w tym wieku - aż o 18 proc. - wskazuje Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Jak dodaje, podczas drugiej fali koronawirusa problemy młodych pracowników branży sportowej mogą ulec znacznemu pogłębieniu. - Nie wiemy, ile te obostrzenia potrwają i jak zniosą je pracodawcy, których finanse już są nadwyrężone. Szukając oszczędności w pierwszej kolejności będą zwalniać osoby bez umowy o pracę, czyli zazwyczaj młodych - ocenia Inglot.

Ekspert zauważa również, że niepokój o przyszłości i obawa przed bankructwem popychają część pracodawców w branży fitness do wykorzystywania luk we wprowadzonych przepisach. - Dlatego np. siłownie w ostatnich dniach zaczęły oferować możliwość przygotowania się do zawodów czy nawet... testowania sprzętu. Są to jednak działania doraźne i obarczone ryzykiem kar - podsumowuje Inglot.

Dominika Pietrzyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »