Reklama

Transnieft chce kontrolować jakość ropy w systemie

Rosyjska firma Transnieft zarządzająca siecią ropociągów, po incydencie z zanieczyszczoną ropą na rurociągu Przyjaźń w 2019 r. bezskutecznie próbuje przejąć kontrolę nad prywatnymi punktami dostaw surowca do systemu, by zapobiec tego typu sytuacjom w przyszłości. Teraz zmienia taktykę - prosi rząd o zaostrzenie wymogów dotyczących zapewnienia bezpieczeństwa w punktach dostaw i o nadanie jej uprawnień m.in. do przeprowadzania nieplanowanych kontroli i nadzoru wizyjnego.

Dziennik "Kommiersant" zapoznał się z apelem, który szef Transnieftu Nikołaj Tokariew wysłał do premiera Michaiła Miszustina pod koniec lipca, prosząc go o przekazanie tych propozycji resortowi energii.

Na potrzebę zastosowania odpowiednich środków wskazuje awaria, do jakiej doszło na przełomie kwietnia i maja 2019 roku. Wówczas wstrzymano transport surowca ze względu na jego zanieczyszczenie chlorkami organicznymi. Dyskusja nasiliła się w czerwcu tego 2021 r., kiedy to Transnieft zawiesił pobór ropy od firmy Samaraneftegaz po wykryciu zbyt wysokiego poziomu chlorków organicznych w surowcu z tego źródła.

Reklama

Po kryzysie w 2019 roku Transnieft bezskutecznie próbował uzyskać kontrolę operacyjną nad wszystkimi punktami dostaw i odbioru ropy, z których wiele należy do koncernów naftowych. To się nie udało więc teraz, jak pisze "Kommiersant", podejmuje kolejne kroki. Chce mieć prawo do przeprowadzania niezapowiadanych inspekcji w punktach, pobierania próbek ropy, nadzoru wizyjnego, instalowania systemów ostrzegawczych i przekazywania do Transnieftu w trybie ciągłym danych dotyczących operacji księgowych i parametrów jakości ropy.

Tokariew zaznacza w liście, że w ciągu ostatnich dwóch lat spółka osiem razy wysyłała propozycje zaostrzenia wymogów dotyczących zapewnienia bezpieczeństwa przesyłu i monitorowania odbioru ropy do Ministerstwa Energii i trzy razy do rządu. I dodaje, że sprzeciw pracowników naftowych wobec wprowadzenia kontroli operacyjnej w punktach dostaw i odbioru ropy "można uznać za świadome działania mające na celu zachowanie warunków dostarczania do systemu ropy niespełniającej norm".

Również wiceprezes Transnieftu Maksim Griszanin podkreślał, że podejście do zagrożeń dla obiektów paliwowo-energetycznych, które uwzględnia jedynie fizyczną ochronę przed działaniami lub atakami terrorystycznymi, jest zbyt wąskie. Dostarczenie do systemu mieszaniny zawierającej sztuczne związki chemiczne w wysokich stężeniach może stanowić realne zagrożenie dla całego systemu transportowego, co pokazały wydarzenia z niedalekiej przeszłości.

Źródła "Kommiersanta" podają, że Michaił Miszustin polecił przeanalizowanie propozycji Transnieftu wicepremierowi Aleksandrowi Nowakowi, ten z kolei przekierował sprawę do Ministerstwa Energii, ale i tam ciężko o bezwarunkowe poparcie. Według informacji dziennika, problem raczej nie zostanie rozwiązany w najbliższej przyszłości.

Aleksander Gadetskij, założyciel Engineering & Consulting PFA, wyjaśnia gazecie, że w Rosji istnieje wiele małych rafinerii niskiej głębokości przetwarzania, produkujących dużo oleju opałowego. Niektóre z nich, jego zdaniem, próbują zatłaczać olej opałowy do systemu Transnieftu i dlatego nie zgadzają się na propozycje wzmocnionej kontroli.

Tymczasem Transnieft poniósł bezpośrednie straty finansowe z powodu incydentu z 2019 roku, więc ma oczywisty powód do zaostrzenia kontroli. Spółka musiała wypłacać odszkodowania za tłoczenie zanieczyszczonej ropy rurociągiem Przyjaźń.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »