Reklama

Trzy spadające noże, które dobiły Getin Noble Bank

Getin Noble Bank (GNB) powinien był upaść dawno. Jako bankowe zombie trwał przez kilka ostatnich lat, bo instytucje państwa nie wiedziały jak lub nie umiały się z jego problemami zmierzyć. Ostatecznie dobiły go spory z frankowiczami, obligacje Skarbu Państwa i "wakacje kredytowe". Banki wyłożyły już ponad 10 mld zł. To ogromny koszt, a będzie jeszcze większy.

Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG) - instytucja odpowiedzialna za wypłatę gwarantowanych depozytów trzymanych przez ludzi w bankach oraz za prowadzenie zgodnej z unijnym prawem przymusowej restrukturyzacji mających problemy instytucji - rozpoczął właśnie wobec GNB procedurę upadłościową. To nikogo nie zaskoczyło. Zanosiło się na to od lat. Ale - być może - można było temu zapobiec, zwłaszcza temu, że koszt przekroczy 10 mld zł. A to dopiero początek.

Wyhodowany przez biznesmena Leszka Czarneckiego Getin był na polskim rynku bankowym bardzo ostrym graczem, a jego historia zasługuje na pewno na grubą sensacyjną powieść. Grał nie tylko ostro, ale i nieostrożnie, co dawało szybkie, duże zyski, ale w konsekwencji prowadziło do strat. Pytanie na sensacyjną powieść - czy naprawdę nie było innej opcji rozwiązania tego problemu wcześniej? Koszty przymusowej restrukturyzacji Getinu pokryją inne banki, a w konsekwencji - ich klienci. Tyle morałów. Przyjrzyjmy się faktom.

Reklama

Jak Getin warzył piwo, które teraz muszą wypić inni? Nie będziemy przypominać całej historii łączenia licznych spółek bankowych przez tego samego właściciela i tworzenia spółek wokół tych banków po to, żeby napędzać im klientów. Potem tych klientów bank miał "uproduktawiać". Z pozoru nic w tym złego - oferowanie klientom coraz to nowych produktów to troska wszystkich instytucji. Ale Getin w tym procederze troszczył się tylko o jedno - maksymalny zysk w krótkim czasie i przerzucenie całego ryzyka na klienta.

Pamiętamy jeszcze dobrze polisolokaty, które uznane zostały - nie tylko w Polsce - za produkty toksyczne, to znaczy takie, których nie można oferować ludziom, którzy nie rozumieją na jakie są narażeni straty. Ale zakup funduszu inwestycyjnego z ubezpieczeniem na kredyt oferował tylko Getin.

Pierwszy nóż - kredyty we frankach

Niewiele lepiej było z kredytami we frankach. Wiadomo, że przynajmniej niektóre banki udzielały ich, patrząc na zdolność kredytową nieco przez palce. Ale jak ktoś nie mógł już dostać kredytu w żadnym banku - przychodził do Getinu. A Getin brał za to potężne wynagrodzenie. Dzięki spreadowi kursowemu na wejściu zarabiał ok. 15 proc., a potem drugie tyle z każdą ratą. Dopiero ustawa antyspreadowa z 2011 roku częściowo odcięła bankowi strumień tych zysków i już wtedy pojawiły się sygnały, że zaczynają się kłopoty.

Przy kredytach we frankach warto się zatrzymać, bo to one są z jednym z najważniejszych powodów upadłości banku. I pozostają - zgodnie z decyzją BFG - wciąż nierozwiązanym problemem. Na koniec marca tego roku Getin miał jeszcze prawie 8,3 mld zł kredytów w tej walucie (przy znacznie niższym kursie franka niż obecnie). Ponad 9,5 tys. klientów do końca I kwartału pozwało bank, a wartość przedmiotu sporu wynosiła blisko 3,3 mld zł. To właśnie wzrost kursu franka (który kosztuje już ponad 5 zł) był pierwszym nożem, który dobił Getin.

Tymczasem jednak - zgodnie z decyzją BFG - kredyty hipoteczne w walutach obcych (jest tam jeszcze 1,2 mld zł w euro i ponad 160 mln zł w dolarach, funtach, a nawet w jenach) oraz cześć (nie wiemy jaka) złych kredytów w złotych zostają w "kadłubkowym" GNB. Z pozostałych aktywów powstaje "bank pomostowy" VeloBank, którego akcjonariuszami są BFG (51 proc.) oraz System Ochrony Banków Komercyjnych (49 proc.), na który złożyło się osiem innych banków.

Koszty znacznie przekroczą 10 mld zł

Łączny koszt kapitałów banku pomostowego, nieprzerwanej obsługi klientów GNB i bezpieczeństwa ich depozytów ma wynieść 10,34 mld zł, z czego 6,87 mld pochodzi z funduszy własnych BFG. To pieniądze publiczne, ale warto pamiętać, że co roku na fundusze BFG składają się wszystkie polskie banki. Dodatkowo musiały dorzucić 3,47 mld zł tworząc SOBK, prawdopodobnie tylko po to, żeby zasobu BFG nie zostały wyzerowane.

- To ogromny koszt - mówi Interii doświadczony bankowiec, przez lata zajmujący wysokie stanowiska w polskim sektorze.

- Nie wiem, co zrobią z częścią, która sprawia kłopoty (czyli z kredytami we frankach pozostającymi w GNB). Kto przejmie te kredyty i wynikające z nich ryzyko prawne? Pewnie to upadnie i państwo to przejmie. Bardzo źle, że wcześniej nie udało się sprawy załatwić - dodaje.

Jeśli tak się stanie, to na ponad 10 mld zł koszty się nie skończą, bo dojdą do nich jeszcze straty związane z frankami i z pozwami. W tej chwili nie wiadomo, kto te koszty ma pokryć i kto ma spełniać ewentualnie zasądzone roszczenia kredytobiorców.

Strata GNB przez lata narastała z powodu kredytów frankowych i złego portfela pozostałych kredytów, gdyż Getin udzielał ich ryzykownym klientom. W 2020 roku wyniosła prawie 560 mln zł, a za 2021 roku strata netto grupy wzrosła do 1,06 mld zł z powodu utworzenia miedzy innymi 1 mld zł rezerw związanych z kredytami we frankach.

Bank od początku 2018 roku nie spełniał minimalnych poziomów adekwatności kapitałowej. W lutym łączny współczynnik kapitałowy obniżył się poniżej 8 proc. a od początku tego roku najtwardszy kapitał był już poniżej absolutnego minimami 4,5 proc. Na koniec I kwartału tego roku całkowite kapitały grupy wynosiły 1,3 proc., gdy według wymogów nadzoru powinny były wynosić 15,41 proc. Najtwardszy kapitał CET1 stanowił zaledwie 0,51 proc. aktywów ważonych ryzykiem. W samym banku było jeszcze gorzej.

Obligacje skarbowe, czyli drugi nóż

Bardzo złej jakości portfel kredytów we frankach, duże straty kredytowe i ogromna dziura w kapitałach powodowały, że żaden polski bank nie miał ochoty przejąć Getinu, bo mógłby pociągnąć go na dno. Kilka lat temu była szansa sprzedać Getin wraz z istniejącym jeszcze wówczas Idea Bankiem z tej samej stajni, ale nie zgodził się na to nadzór. Sensacyjna powieść powinna wyjaśnić dlaczego.

Tymczasem drugi nóż w plecy banku wbiły obligacje skarbowe. Ich przecena miała znaczący wpływ na erozję kapitałów GNB. Przypomnijmy, że kiedy rentowności obligacji rosną, ich ceny spadają. Tak jest od roku, gdyż NBP podnosi stopy procentowe. Bank, który kupił papiery po wyższych cenach (jeśli nie trzyma ich do terminu zapadalności), musi odpisać od kapitału różnicę pomiędzy ceną zakupu a aktualną wyceną rynkową. Tylko w I kwartale tego roku GNB miał z tego tytułu ponad 360 mln zł strat obciążających bezpośrednio jego kapitał.

Właśnie w dniu ogłoszenia decyzji BFG Getin Noble miał opublikować raport za I półrocze tego roku, choć dawno zrobiły to już wszystkie banki. W raporcie tym zaksięgowane powinny zostać straty wynikające z "wakacji kredytowych". Przypomnijmy, że Getin już wcześniej policzył, iż w jego przypadku koszt wakacji wyniesie 450 mln zł. A to spowodowałoby spadek kapitałów poniżej zera.

"Wakacje" były trzecim nożem, który uderzył w plecy banku. Przypomnijmy, że "wakacje kredytowe", czyli możliwość niespłacenia rat kredytu hipotecznego przez cztery miesiące w tym i przez miesiąc w każdym kwartale przyszłego roku będą kosztować banki 18-20 mld zł.

Jak "wakacje kredytowe" dobiły Getin

Zespół Analityczny Warszawskiego Instytutu Bankowości w najnowszym raporcie o sytuacji banków wyliczył, że do 450 mln zł strat wynikających z "wakacji" Getin powinien dodać jeszcze ok. 300 mln zł na zwiększenie rezerw na ryzyko prawne wynikające z procesów z zadłużonymi we frankach (do tej pory bank utworzył rezerwy na niespełna 1,3 mld zł) oraz blisko 100 mln zł wpłat m.in. na Fundusz Wsparcia Kredytobiorców.

Te wyliczenia pozwoliły prognozować stratę banku na ten rok w wysokości 828 mln zł. Jeśli to odejmiemy od 543,7 mln zł kapitału własnego (zaraportowanego przez sam bank na koniec I kwartału tego roku), to mamy liczbę poniżej zera.

Analitycy WIB obliczyli, że kapitały GNB powinny na koniec roku być ujemne i wynieść minus 0,73 proc. Natomiast w sporządzonym dla BFG oszacowaniu wartości aktywów i pasywów banku firma doradcza Deloitte Advisory wyliczyła, że bank miał ujemne kapitały własne w wysokości aż 3,6 mld zł.

Koszty przymusowej restrukturyzacji banku będą jeszcze rosły, ale dzięki temu, że wszystkie depozyty - czyli 39,5 mld zł - zostaną przeniesione do banku pomostowego, nikomu nie przepadną pieniądze zdeponowane w GNB. Przypomnijmy, że depozyty są gwarantowane tylko do wysokości 100 tys. euro. Gdyby przyjęto inną formę przymusowej restrukturyzacji, deponenci straciliby 3,5 mld zł - podał BFG. Umorzone zostaną natomiast obligacje Getinu o wartości 700 mln zł.

Jacek Ramotowski

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Zobacz również:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »