Reklama

UE: Można dostać 60 euro do hektara

Groch, łubin, bobik - te uprawiane w Polsce rośliny strączkowe mają szansę zastąpić importowaną, w większości genetycznie modyfikowaną, soję stosowaną w paszach dla zwierząt.

Rząd zaakceptował pięcioletni projekt badawczy, którego celem ma być zwiększenie produkcji rodzimego białka. Polska jest jedynym krajem, który się na taki program zdecydował. Minister rolnictwa Marek Sawicki zaznacza, że Europa została daleko w tyle za obu Amerykami, jeśli chodzi o produkcję białka.

Przypomina, że we Wspólnej Polityce Rolnej dużo mówi się o rolnictwie zrównoważonym, a uprawa roślin motylkowych jest bardzo ekologiczna. W sposób naturalny wiążą azot z powietrza, dzięki czemu będzie można zmniejszyć zapotrzebowanie na drogie nawozy azotowe i zmniejszyć emisję dwutlenku węgla, ponieważ fabryki nawozów mineralnych wypuszczają go bardzo dużo.

Reklama

Profesor Jerzy Barszczewski z Instytutu Przyrodniczo-Technologicznego w Falentach, jest zdania, że efekt środowiskowy i ekonomiczny uzyskany dzięki zwiększeniu powierzchni upraw roślin motylkowych zyska konkretny wymiar . Wylicza, że jeśli będą one uprawiane, jak zakłada program, na 500 tysiącach hektarów, oszczędności wyniosą od 40 do 70 milionów złotych, a zużycie saletry amonowej spadnie nawet o 90 tysięcy ton w skali kraju.

Wojciech Święcicki, dyrektor Instytutu Genetyki Roślin Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu podkreśla, że dziś przeszkodą w zwiększaniu powierzchni upraw roślin strączkowych jest ich mniejsza niż zbóż opłacalność. Dodaje, że ministerstwo Rolnictwa od dwóch lat dotuje tę produkcję kwotą 60 euro do hektara, co spowodowało, że powierzchnia zasiewów tych roślin zwiększyła się ponad dwa razy. - Program przyjęty przez Radę Ministrów ma charakter naukowy i obejmuje kilka obszarów - podkreśla profesor Święcicki.

Jest to genetyczne ulepszanie odmian, żeby były wydajniejsze i odporniejsze na choroby, uzyskanie wyższych plonów przy obniżeniu nakładów na uprawę i odpowiednim stosowaniu pestycydów oraz opracowanie nowych wydajnych mieszanek paszowych dla zwierząt. Minister Marek Sawicki dodaje, że celem programu będzie także poprawa płodozmianu w uprawach polowych. Podkreśla, że jeszcze 30 lat temu, jedną piątą zasiewów stanowiły rośliny motylkowe, obecnie jest to zaledwie kilka procent.

Dominuje monokultura zbożowo-kukurydziana. Zdaniem Sawickiego, jeśli uwzględni się wszystkie elementy związane z wytwarzaniem roślin białkowych, mogą one okazać się tańsze niż soja. Sawicki przypomina, że plony roślin zasianych po uprawach motylkowych są wyższe. Marek Sawicki liczy, że roślinami strączkowymi zainteresuje się bardziej przemysł paszowy, który obecnie nie przejawia takich chęci. Na program przeznaczono 35 milionów złotych. Realizuje go kilka placówek badawczych, między innymi Instytut Przyrodniczo-Technologiczny w Falentach i Instytut Genetyki Roślin w Poznaniu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »