Reklama

UE upraszcza systemy płatnicze. Banki zgrzytają zębami

Nowe europejskie zasady mają ułatwić transakcje płatnicze. Dla konsumentów mają być wygodniejsze, tańsze i bezpieczniejsze.

Rzadko kto czyta dokładnie pisane drobnym maczkiem zmiany w zasadach usług bankowych, jakie od czasu do czasu podsyła rodzimy bank. Ludzie ufają, że wszystko i tak pozostanie po staremu, a banki są tylko zobowiązane do poinformowania o niewielkich zmianach. Lecz nowe zasady, o jakich banki informowały pod koniec ubiegłego roku swoich klientów, a jakie zaczynają obowiązywać w najbliższych tygodniach, będą dotyczyły ponad miliarda rachunków bankowych w Europie. Mają one od podstaw zmienić system transakcji płatniczych w Unii Europejskiej. Niektórzy porównują je wręcz z tak historycznym momentem, jak wprowadzenie pierwszych kart kredytowych pod koniec lat 50. czy cyfrowych przelewów na przełomie wieków.

Reklama

Wydając dyrektywę "PSD2" Bruksela chce wesprzeć konkurencję na europejskim rynku usług płatniczych i uczynić go bezpieczniejszym, wygodniejszym i tańszym.

Zasady te wchodzą w życie od najbliższej soboty (13 stycznia 2018 r.) zarówno w Polsce jak i w Niemczech, nawet jeżeli realizacja wszystkich technicznych rozwiązań może potrwać jeszcze kilka miesięcy.

Dostęp do danych na koncie

Unijna dyrektywa łamie monopol banku jako jedynego, mającego do tej pory dostęp do danych rachunku klienta. Dla banków było to bardzo lukratywne. Ten, kto wie, ile pieniędzy mają prywatni klienci i na co je wydają, może łatwiej oferować im inne jeszcze usługi jak np. finansowanie projektów budowlanych, kredyty, polisy ubezpieczeniowe czy papiery wartościowe. Zgodnie z wolą UE, w przyszłości banki muszą udostępnić te informacje także oferentom trzecim jak np. finansowym startupom branży fintech, dla których informacje o rachunkach klientów są podstawą ich działalności i usług. Są to np. firmy porównujące oprocentowanie lokat terminowych różnych banków i oferujące przerzucenie tam pieniędzy czy ustalenie automatycznego transferu niewielkich sum na rachunki oszczędnościowe.

Erik Podzuweit, współtwórca internetowej firmy zarządzania aktywami Scalable Capitals cieszy się z otwierających się teraz możliwości. Jego firma oferuje np. automatyczne inwestowanie w fundusze czy inteligentne plany takich lokat. Przed firmami takiego typu otwierają się więc nowe pola działania, do których nie miały do tej pory dostępu przez brak danych o klientach.

Naturalną siłą rzeczy banki nie są tymi zmianami zachwycone. Jak monitowało już federalne zrzeszenie niemieckich banków, niezrozumiałe jest, żeby usługodawcy trzeci mieli zdefiniowany właściwie ustawowo dostęp do infrastruktury banków, a nie działało to w odwrotnym kierunku. Thomas Sontheimer z firmy doradczej Accenture uważa, że nowa dyrektywa może w przyszłości stać się dla banków niewygodna, bo zwiększa ona przejrzystość na europejskim rynku transakcji płatniczych i przypuszczalnie wzmoży presję cenową.

Przelewy także bez banku

Korzystając z ofert firm branży fintech klienci mieliby natychmiastowy przegląd kilku rachunków równocześnie i mogliby dokonywać transakcji nie przez swój bank lecz przez firmę trzecią. Konsumenci nie muszą przy tym się obawiać, że firmy te miały miałyby niekontrolowany dostęp do danych o rachunku. Działo by się to tylko przy wyraźnej zgodzie klienta, a sam dostęp do danych następowałoby przez bank i jedynie w celu, o jaki zawnioskowano.

Unia Europejska wydała natomiast zakaz sterowanego maszynowo sczytywania danych z historii konta bankowego, tzn informacji o wszelkich płatnościach czy zwyczajach klientów. "Klienci mogą być pewni bezpieczeństwa danych" - podkreśla zrzeszenie banków.

Większe bezpieczeństwo konsumentów

Wprowadzone zmiany dotyczą nie tylko usług firm trzecich, lecz oznaczają ułatwienia dla wszystkich konsumentów. Do tej pory w przypadku nieautoryzowanej transakcji płatniczej, spowodowanej oszustwem lub rażącym niedbalstwem płatnika, maksymalna kwota, którą płatnik może być obciążony, zmniejszy się ze 150 euro do 50 euro.

Konsumenci będą też lepiej chronieni w przypadku, gdy kwota transakcji nie jest znana z góry, co częstokroć ma miejsce przy wynajmie samochodu czy rezerwacji pokojów hotelowych. Odbiorca płatności będzie miał możliwość zablokowania środków na koncie dopiero, gdy płatnik zatwierdzi dokładną kwotę, która może zostać zablokowana.

Ostrzejsze reguły chronić będą także przed oszustwem przy płatności online przez wprowadzenie wymogu silnego uwierzytelnienia dla wykonania transakcji. Obecnie nie będzie wystarczające podanie danych karty i numeru rachunku lub danych użytkownika i hasła. Wymagana będzie jeszcze druga autoryzacja przez np. odcisk palca czy SMS wysłany na własny smartfon. Transakcja przeprowadzona bez tego zabezpieczenia, będzie obciążać konto przedsiębiorcy, a nie klienta.

Handel podchodzi dość sceptycznie do tak zaostrzonych zasad bezpieczeństwa. "Takie przeszkody wcale nie upraszczają płatności w Internecie i w najgorszym przypadku mogą doprowadzić do tego, że klienci zrezygnują z zakupu" - zaznacza Ulrich Binneboessel ze zrzeszenia handlu HDE.

DPA / Małgorzata Matzke, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »