Reklama

Ukraina włącza dopalacz

Na ukraińskim rynku energetycznym właśnie się rozpoczęła walka o nowy układ sił. Jest i będzie to rywalizacja bezpardonowa, która może zmienić polityczno-biznesowy krajobraz kraju.

Reklama

2 września, czyli następnego dnia po powrocie z pierwszej wizyty zagranicznej do Warszawy, prezydent Wołodymyr Zełenski zwołał w Kijowie posiedzenie powołanego kilka dni wcześniej rządu, na którym premier Aleksiej Honczaruk zaprezentował pakiet reform ochrzczony przez prasę mianem "liberalnego blitzkriegu". Nawet gdyby tylko część przedstawionych zamierzeń udało się zrealizować to Ukraina stanie się całkowicie innym państwem. Już nie chorym człowiekiem Europy eksportującym przede wszystkim swą siłę roboczą i żyjącą z tego co pracujący poza granicami jej obywatele przysyłają do kraju (w 2018 roku 10 proc. PKB), ale dynamicznie rozwijającym się, którego gospodarka, jak oświadczył premier, ma wzrosnąć w najbliższych czterech latach o nie mniej niż 40 proc. PKB ma się zwiększać w pierwszym roku o 5 proc., a w kolejnych latach o 7 proc. Aby to osiągnąć zapowiedziano 15 pakietów reform.

Przełomowy rok 2020

Do 1 grudnia ma zostać zniesione obowiązujące od lat na Ukrainie moratorium na sprzedaż państwowej ziemi w ręce prywatne. Operacja ruszy najprawdopodobniej jesienią przyszłego roku. Jedynymi ograniczeniami, które mają dotykać potencjalnych inwestorów ma być obowiązek zarejestrowania na Ukrainie firmy, która będzie kupowała grunty rolne oraz płacenie tamże podatków. W tym samym terminie ma być gotowa lista dużych państwowych firm przeznaczonych do prywatyzacji. Właściwy proces ma się zacząć 1 kwietnia 2020 r. Zełenski dał niecały miesiąc na przygotowanie pakietu ustaw liberalizujących rynek finansowy Ukrainy, a także nakazał nie później niż 1 stycznia 2020 r. przyjąć ustawę o ochronie inwestycji zagranicznych. Towarzyszyć mają temu inwestycje w infrastrukturę kraju, rozwój sieci internetowych oraz przejście administracji na elektroniczny system obiegu dokumentów. Pierwszy krok w tym kierunku już wykonano, kiedy następnego dnia po posiedzeniu premier wydał zakaz ministrom swego rządu posługiwania się w korespondencji między sobą papierowymi dokumentami. Jednak największe zmiany następować będą w sektorze energetycznym kraju. Chodzi tu nie tylko o zmiany regulacyjne, dopuszczenie większego udziału rynku czy wejście międzynarodowych graczy do tej pory zniechęcanych niejasnymi zasadami panującymi w ukraińskim biznesie, ale o całkowicie "nowe rozdanie".

1 lipca 2019 r. rozpoczęła się na Ukrainie druga faza reformy rynku energetycznego, przy czym znacznie ważniejsza od pierwszej, przewidującej uwolnienie dostaw hurtowych, bo obejmująca kontrakty detaliczne. Po dwóch miesiącach funkcjonowania nowych zasad już widać, że obawy pesymistów dowodzących, iż przedwczesny start systemu doprowadzi na Ukrainie do blackoutu się nie potwierdziły. Wiadomo jednak co innego - walka o nowy układ sił na ukraińskim rynku energetycznym właśnie się rozpoczęła. Jest i będzie to rywalizacja bezpardonowa, która może zmienić polityczno-biznesowy krajobraz kraju i w kluczowy sposób wpłynąć na szanse odniesienia sukcesu przez nową ekipę Zełenskiego.

Nowe rozdanie na rynku energetycznym

Do tej pory producenci energii elektrycznej na Ukrainie obligatoryjnie sprzedawali swą produkcję państwowemu operatorowi Energorynok, który odsprzedawał ją lokalnym dystrybutorom na podstawie oficjalnych taryf. Ten system w pewnej części został utrzymany, bo np. energetyka atomowa 90 proc. swej produkcji nadal musiała odsprzedawać według sztywnych taryf, podobnie hydroenergetyka (choć tu udział jest niższy - 20 proc.). Pierwsze efekty reformy nie nastrajają optymistycznie. Wzrosły ceny - według informacji publicznego operatora Ukrenergo, od 14 do 28 proc. dla odbiorców przemysłowych. Wywołało to ostre protesty związku przedsiębiorców zrzeszającego m.in. bardzo energochłonne firmy odlewnicze i stalownie, w tym pięć kontrolowanych przez oligarchę Ihora Kołomojskiego, którego ludzie, jak się uważa stali się "twarzą" sprzeciwu. W rezultacie w połowie sierpnia rząd premiera Wołodymyra Hrojsmana zmienił swą uprzednią decyzję i zmniejszył do 75 proc. obowiązek sprzedaży państwu energii wyprodukowanej przez elektrownie atomowe. Ma to umożliwić zawieranie długoterminowych kontraktów między Energoatomem a odbiorcami przemysłowymi. Jeden z czterech nowych rynków handlu energią to kontrakty długoterminowe - dwustronne, jednak w obliczu ograniczeń podaży nie wszyscy duzi odbiorcy byli w stanie podpisać umowy i musieli zaopatrywać się na rynkach krótkoterminowych, na których ceny są z reguły wyższe. Manewr ten ma uspokoić zdenerwowany przemysł, przede wszystkim oligarchów kontrolujących największych konsumentów energii elektrycznej na Ukrainie, ale gdyby patrzeć na to z punktu widzenia ludności, to z pewnością oznacza przeniesienie części kosztów związanych ze wzrostem cen na ich barki. Tym bardziej, że wraz z rozpoczęciem reformy znacząco wzrosły opłaty przesyłowe - do 1 lipca br. wynosiły one 5,7 kopiejki na kilowatogodzinę, a obecnie 34,7 kopiejek, ale na dodatek wprowadzono dodatkową opłatę w wysokości 8,9 kopiejki. To wszystko oznacza sześciokrotny wzrost opłat przesyłowych.

Wcale nie odosobnione są na Ukrainie głosy, że na reformie rynku energetycznego niektórzy mogą nieźle zarobić. Na beneficjenta zmian typuje się firmę DTEK oligarchy Rinata Achmetowa, która jak się szacuje kontroluje 24 proc. rynku umów dwustronnych oraz 12 proc. pozostałych rynków kontraktów zawieranych najwyżej z dziennym wyprzedzeniem. Firma, wykorzystując swą mocniejszą od innych "pozycję przetargową" mogła podpisać sporą liczbę kontraktów dwustronnych, energię z których oferować może teraz na rosnących rynkach detalicznych i dlatego zależeć jej mogło na szybkim starcie reformy.

Do akcji wkroczyło ukraińskie Biuro do Walki z Korupcją, które znacznie przyspieszyło ślimaczące się od kilkunastu miesięcy śledztwo w sprawie tzw. formuły "Rotterdam+". Chodzi o przyjętą w 2016 roku przez Komisję ds. Regulacji Energetyki i Mediów formułę rozliczeniową, jaką publiczne podmioty płaciły za dostarczany węgiel. Ceną miała być cena rynkowa w porcie w Rotterdamie plus koszty przywiezienia na Ukrainę. Agencją kierował Dmytro Vovk protegowany ówczesnego prezydenta Poroszenki. Został on teraz oficjalnie oskarżony, wraz z pięcioma innymi osobami, o spowodowanie strat dla ukraińskiej gospodarki w kwocie nie mniejszej niż 750 mln dolarów. Jeden z kijowskich sądów wydał nakaz aresztowania Vovka, który jeszcze w ubiegłym roku wyjechał z kraju i nie ma zamiaru wracać. Wielkość strat, jakie mogła ponieść ukraińska gospodarka jest dość umowna, bo np. Andrij Gerus specjalny reprezentant prezydenta Zełenskiego w gabinecie Hrojsmana i ekspert rynku energetycznego jest zdania, że straty są nie niższe niż 1,2 mld dolarów i to tylko licząc dwa lata obowiązywania systemu. Cała istota tego "schematu" miała polegać na tym, że węgiel był z Donbasu, ale cena z Rotterdamu, plus zupełnie odmienne, niż rzeczywiste koszty transportu. Innymi słowy ten kto kontrolował dostawę węgla z separatystycznych republik mógł na tym sporo ugrać. I tu znów pojawia się firma DTEK Rinata Achmetowa, która jak twierdzą ukraińscy śledczy dobrze na całej operacji zarobiła. Dochód operacyjny firmy kontrolującej 20 proc. ukraińskiego rynku energii elektrycznej wzrósł po wprowadzeniu nowego systemu rozliczeń tylko w pierwszym roku o 200 mln dolarów. I teraz zarzutami objęto dwójkę managerów DTEK-u. Trzeba też zwrócić uwagę na niezwykle ciekawą wypowiedź oligarchy Kołomojskiego, który w udzielonym pod koniec sierpnia wywiadzie powiedział, że po to aby uratować Ukrainę, należy znacjonalizować wszystkie duże firmy dziś kontrolowane przez oligarchów. Palcem wskazał na Achmetowa, którego podmioty mają największy udział w dystrybucji energii elektrycznej na Ukrainie. Jego zdaniem, nie uda się zdemonopolizować rynków ani w konsekwencji wprowadzenia konkurencji obniżyć cen dla odbiorców, jeśli na rynkach żerować będą oligarchowie. To ciekawy i wart obserwowania wątek, tym bardziej, że właśnie rozstrzygnięto na Ukrainie kolejny przetarg, tym razem na modernizację jednego z bloków Chmielnickiej Elektrowni Atomowej oraz budowę specjalnego mostu energetycznego do Polski.

Amerykanie wchodzą tylnymi drzwiami

O tym, że państwo na Ukrainie ma zamiar zacząć działać, nawet jeśli, a może przede wszystkim, dotyczy to interesów oligarchów, okazało się już w pierwszych tygodniach funkcjonowania nowego rządu. Inspektorzy podatkowi przeprowadzili kontrolę w hucie kontrolowanej przez koncern Mittala, która zakończyła się wystawieniem "rachunku" za niezapłacone podatki w wysokości 9 mld hrywien (322 mln euro), a kilka dni później miejscowy urząd antymonopolowy wydał decyzję w sprawie przedsiębiorstw Dmitrija Firtasza. Ostchem, bo tak nazywa się grupa największych producentów nawozów azotowych na Ukrainie, i jednocześnie jeden z największych konsumentów gazu ziemnego, kontrolowanych przez oczekującego na ekstradycję do Stanów Zjednoczonych oligarchę, w związku z nadużywaniem pozycji monopolistycznej ma zostać przymusowo, w ciągu dziewięciu miesięcy, podzielona. Firtasz, który największe pieniądze zarobił jako pośrednik rosyjskiego Gazpromu kontroluje również większość lokalnych przedsiębiorstw dystrybucyjnych gazu dla ludności, od lat oskarżanych o przekręty, zawyżanie cen i nadużywanie swej pozycji monopolistycznej.

Ukraina, którą czekają trudne rozmowy z Gazpromem w sprawie przedłużenia tranzytu rosyjskiego gazu (umowa wygasa z końcem roku) przygotowuje się do całkowitego odejścia od współpracy z Federacją Rosyjską. W Kijowie niechętnie reagują na rosyjskie stanowisko w świetle którego warunkiem podpisania nowej umowy miałoby być zrezygnowanie przez Ukrainę ze wszystkich roszczeń wobec Gazpromu, nie są również zadowoleni z propozycji zawarcia krótkoterminowych umów tranzytowych, w miejsce 10-letniego kontraktu, przewidujących zresztą zmniejszenie tranzytu gazu o dwie trzecie. A to oznacza, że scenariusz w myśl którego po nowym roku rosyjski gaz ziemny nie będzie płynął przez Ukrainę musi być i jest rozpatrywany poważnie. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na podpisane w Warszawie porozumienie o współpracy gazowej, w którym zapisano deklarację o budowie interkonektora między Polską a Ukrainą, co ma niedługo umożliwić dostawy gazu początkowo na poziomie 1,5 mld m? a docelowo, w 2021 roku, nawet 7,5 mld m?. Zawiera ono również inne niezwykle istotne zapisy na które warto rzucić nieco więcej światła. Jak powiedział agencji Interfax - Ukraina, Ołeksandr Orżel, minister odpowiadający w rządzie Honczaruka za energetykę, zapisano w nim możliwość "wykorzystania gazowych, podziemnych zbiorników Ukrainy dla magazynowania amerykańskiego gazu dostarczanego do polskich bałtyckich terminali gazowych. Będzie on dostarczany do krajów centralnej i wschodniej Europy." Warto przypomnieć, że nasz wschodni sąsiad dysponuje największymi w Europie podziemnymi magazynami gazu, w których gromadzić można nawet 35 mld m? tego paliwa. Jeden z zapisów porozumienia przewiduje również, że to strona polska odpowiadać będzie za dostosowanie ukraińskiego systemu gazowego do reguł panujących w Unii Europejskiej. W tym kontekście czytać należy deklaracje prezydenta Zełenskiego, który wyraził w Warszawie zainteresowanie uczestnictwem swego kraju w projekcie Trójmorza.

I wreszcie rynek ropy naftowej. Nie chodzi tylko o rozpoczęcie dostaw ze Stanów Zjednoczonych. Na początku lipca, jak informował Reuters, amerykański tankowiec Visdom Venture wyładował w Odessie 80 tys. ton amerykańskiej ropy naftowej, a po nim nastąpiły dwa kolejne. Jak powiedział, cytowany przez Agencję anonimowy trader działający na rynku ropy naftowej "ukraiński przemysł rafineryjny podnosi się właśnie z popiołów wraz z początkiem kadencji nowego prezydenta Zełenskiego". Amerykanie są bardzo aktywni na europejskim rynku, na którym zwiększyli sprzedaż o połowę. Ukraina jest krajem , którego nie zamierzają przeoczyć.

Tej ekspansji sprzyjają ukraińskie władze. W wyniku wspólnej decyzji rządu i administracji prezydenta Zełenskiego, Ukraina wprowadziła 1 sierpnia specjalne 40-proc. cło na olej napędowy importowany z Rosji za pośrednictwem rurociągów z rosyjskich rafinerii. Decyzja ta ma również wymiar wewnętrzny, bo na transporcie rosyjskich produktów naftowych zarabia firma Wiktora Medwedczuka, lidera drugiej pod względem wielkości frakcji w Radzie Najwyższej, polityka otwarcie prorosyjskiego. Ale nie ulega wątpliwości, że władze w Kijowie, zwłaszcza po tym, jak Moskwa w ramach kolejnych sankcji wprowadziła ograniczenia na eksport na Ukrainę rosyjskich węglowodorów, są zainteresowane dywersyfikacją źródeł zaopatrzenia w surowce energetyczne.

W ostatnich dniach lipca rząd Ukrainy poinformował, że zwycięzcą postępowania koncesyjnego na eksploatację największej działki w szelfie kontynentalnym Morza Czarnego jaka do tej pory została wystawiona na przetarg jest amerykańska firma Trident Acquisitions. Została ona założona przez Ilię Ponomariowa, jedynego deputowanego do rosyjskiej Dumy, który głosował przeciw aneksji Krymu a następnie emigrował na Ukrainę, gdzie uzyskał obywatelstwo. W ubiegłym roku firma miała debiut na amerykańskiej giełdzie NASDAQ w trakcie którego pozyskała 200 mln dolarów kapitału. Ponomariow już zapowiedział, że w razie prób blokowania przez Rosję wierceń firma, która jest w świetle prawa w 100 proc. podmiotem amerykańskim, wystąpi o ochronę do rządu USA. W wywiadzie, jaki udzielił po rozstrzygnięciu przetargu (zatwierdzeniem jego wyników miało nastąpić w połowie września - przyp. autor) powiedział, że uzyskanie koncesji poszukiwawczej to dopiero początek tego, co założona przez tego byłego menedżera Jukosu firma ma zamiar dokonać na Ukrainie. Zasadniczym zadaniem, który sobie stawia jest przejęcie jednego z trzech głównych graczy na tamtejszym rynku. W grę wchodzą firmy kontrolowane przez grupę Achmetowa lub Kołomojskiego. Celem jest szybkie uzyskanie wydobycia nie mniejszego niż 5 mln ton ropy i zbudowanie nowego, tym razem na Ukrainie, Jukosu.

Marek Budzisz

Autor jest biznesmenem, publicystą, znawcą Rosji

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »