Reklama

Unia Europejska pogrzebie Ukrainę?

O kryzysie na Ukrainie debatowano już wiele, jednak o sposobach jego deeskalacji nie powiedziano właściwie nic. O ile w Stanach Zjednoczonych pragmatyczne podejście do przezwyciężania problemów, dyktuje urzędnikom lansowanie kolejnych sankcji wobec Rosji, Unia Europejska - jak zwykle - utknęła na etapie tzw. "uzgodnień". Przedłużające się konsultacje są symbolem obecności Gazpromu w unijnych organach.

Ewidentna bezczynność Unii Europejskiej wobec nasilającego się rozlewu krwi na Ukrainie, skłania do uznania dwóch potencjalnych przyczyn takiego stanu rzeczy. Pierwsza z nich sprowadza się do bezsilności nadmiernie zbiurokratyzowanych instytucji unijnych, pogrążonych w nieustannym rozpatrywaniu absurdalnych wniosków.

Druga zaś - bardziej prawdopodobna - może być symptomem działalności rozmaitych grup nacisku, którym z różnych powodów zależy na zachowaniu status quo w stosunkach gospodarczo - politycznych między UE oraz Rosją.

W obecnym układzie geopolitycznym, takim podmiotem jest, co naturalne, Gazprom, a także całe środowisko zbijające kapitał na lukratywnych kontraktach gazowych. Utrzymanie dotychczasowego kształtu polityki energetycznej w Europie, jest też warunkiem sine qua non działalności Kremla we wschodnich obwodach Ukrainy.

Reklama

Mówiąc krótko: gdyby nie pieniądze państw Unii, Putin zostałby zmuszony do rychłej kapitulacji - Tak się jednak nie stało. Słychać za to bezustanne postulaty przewodniczącego Komisji Europejskiej, wskazujące na konieczność dywersyfikacji dostaw gazu - i na tym koniec. Żaden organ nie podejmuje konkretnych działań, najsilniejsi przywódcy "dogadują" się z Putinem na bankietach, a ci nieco słabsi, tzw. kraje satelickie, żebrzą o pomoc swoich patronów.

Ta swoista apatia, będąca pochodną paraliżującego strachu przed zakręceniem kurka, wydaje się dość kuriozalna.

Biorąc pod uwagę gigantyczne zasoby łupków jakie skrywa Stary Kontynent, Europejczycy mogą pozwolić sobie na całkowitą niezależność energetyczną zarówno wobec rosyjskiego terroru energetycznego, jak i chciwego Wuja Sama. Intensywnie lansowany pomysł importu skroplonego gazu (łupkowego) ze Stanów Zjednoczonych, przy choćby najmniejszej woli wykorzystania niekonwencjonalnych złóż w Unii Europejskiej, wydaje się równie odrealniony, co niedawno wprowadzony zakaz używania tzw. "mocnych odkurzaczy" (dyrektywa KE nr 666/2013).

Wiele wskazuje na to, że opór unijnych organów wobec szczelinowania hydraulicznego jeszcze długo nie zostanie przezwyciężony. Kreml ma w tej materii za dużo do stracenia...

dr Maciej Jędrzejak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »