Reklama

W jaki sposób płacić za efekty leczenia?

Czy nasz kraj jest gotowy do wkroczenia na drogę, na której dwa z pozoru identyczne szpitale, prezentujące jednak inne efekty kliniczne i jakość opieki, otrzymają zróżnicowane wynagrodzenie? Najwyższy czas pomyśleć o tym, aby w Polsce płacić szpitalom nie tylko za sam fakt leczenia pacjentów, ale też dodatkowo wynagradzać placówki, które robią to na najwyższym poziomie. Co do tego zgodni byli uczestnicy dyskusji dotyczącej możliwości wdrożenia systemu premiującego jakość terapii, podczas XXV Forum Ekonomicznego w Krynicy (8-10 września 2015 r.).

O szansach na wdrożenie systemu Pay-for-Performance (PFP), czyli zapłaty za efekty leczenia, mówiła m.in. dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, wiceprzewodnicząca Rady NFZ.

Zaznaczyła, że PFP stosowane jest tylko w jednostkach chorobowych, w których można jednoznacznie zdefiniować proces terapeutyczny i zmierzyć jego efekty.

Jesteśmy na początku drogi

Czego brakuje w Polsce, aby wprowadzić takie mechanizmy finansowania? - Przede wszystkim doświadczenia w tym zakresie. Na szczęście możemy się tego uczyć od innych. W wielu krajach taki system funkcjonuje, są tam eksperci, którzy na pewno podzielą się z nami swoją wiedzą - powiedziała Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Reklama

Zastrzegła, że do wdrożenia takiego rozwiązania muszą być spełnione odpowiednie warunki. Przede wszystkim w placówce musi zapaść decyzja o prowadzeniu rejestru, w którym szczegółowo raportowane będą wszelkie informacje o procedurach - m.in. dotyczące sposobu postępowania z pacjentem oraz o tym, kto realizuje dane świadczenie (dokładna identyfikacja specjalisty, łącznie z numerem wykonywania zawodu) oraz w jakich warunkach.

Oczywiście do gromadzenia tego rodzaju danych potrzebny jest odpowiedni budżet. Są kraje, w których płatnik nagradza już samo raportowanie przez szpitale takich informacji.

- Polska jest dopiero na początku tej drogi, ale warto przypomnieć, że Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji płaci już podmiotom leczniczym za przekazywanie odpowiednich danych, niezbędnych do przeprowadzenia wyceny punktowej (taryfikacji) świadczeń - wskazała Gałązka-Sobotka.

Najpierw decyzja ministerstwa

Jak przyznała, najpierw jednak musi zapaść decyzja regulatora (resort zdrowia, NFZ), że nadszedł już czas, aby płacić nie tylko za samo wykonania procedury, ale też jej efekty terapeutyczne.

Wiceprzewodnicząca Rady NFZ podkreślała, że ważne jest prowadzenie tzw. rejestrów kontraktowych, czyli gromadzących informacje przekazywane następnie do Funduszu.

- Pierwszy taki rejestr będzie dotyczył endoprotezoplastyki stawów. Jest już odpowiednie rozporządzenie koszykowe w tej sprawie - dodała Małgorzata Gałązka-Sobotka. Zaznaczyła, że należy przeprowadzić pilotaż takiego rejestru, natomiast analiza gromadzonych danych musi być w pełni obiektywna i transparentna.

System powinien premiować lepsze szpitale

Zdaniem Roberta Mołdacha, wiceprzewodniczącego Rady ds. Taryfikacji, doradcy prezydenta Pracodawców RP, do właściwego nagradzania za efekty leczenia konieczna jest powszechna akceptacja faktu, że szpitale różnią się pod względem jakości realizowanych świadczeń.

- Jedni leczą lepiej, inni robią to gorzej. To pewna nierówność w dostępie do zdrowia. Ta kwestia ma więc także wymiar wręcz konstytucyjny, gdyż w ustawie zasadniczej mówi się o równym dostępie do świadczeń zdrowotnych - zauważył Mołdach.

Jednocześnie wskazał, że bardzo ważne jest, aby ci, którzy wyróżniają się lepszymi od pewnego określonego, średniego poziomu wynikami terapii, byli za to odpowiednio premiowani.

- Skoro pacjent ma prawo wyboru lepszej placówki, to czy nie warto też pomyśleć o dopłatach za wyższy - ponad określone minimum - standard leczenia? - pytał Robert Mołdach, przyznając, że wprowadzenie takich dopłat jest bardzo trudne politycznie.

Potrzebujemy rzetelnych rejestrów medycznych

Na pytanie, czy jesteśmy już gotowi na powszechne wdrożenie PFP, czyli systemu premiującego wysoką jakość leczenia, odpowiadał także podczas krynickiej debaty dr Jerzy Hennig, dyrektor Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia. Zwrócił uwagę, że ku rozwiązaniu PFP "kroczymy powoli i mało skutecznie".

- W 2004 r. mieliśmy w kraju tylko 70 szpitali z certyfikatem akredytacyjnym. Dzisiaj jest ich wprawdzie już 225, ale problem wciąż tkwi w tym, że wysiłek całych zespołów pracujących na wysoką jakość nie jest odpowiednio doceniany przez płatnika - stwierdził dyrektor Hennig.

Jego zdaniem NFZ "nie powinien kupować wszystkiego tylko dlatego, żeby tylko zapłacić". - Aby motywować do podnoszenia jakości, za posiadanie akredytacji płatnik powinien przyznawać 1 cały punkt, a nie - jak obecnie - jego ułamek według określonego algorytmu - mówi dr Hennig.

Podkreśla, że skuteczne i miarodajne mierzenie efektów leczenia nie jest możliwe bez prowadzenia szczegółowych, rzetelnych rejestrów obejmujących poszczególne zakresy świadczeń. Umożliwiają one między innymi obiektywną analizę przeprowadzonych procedur i porównywanie wyników leczenia osiąganych przez poszczególne ośrodki medyczne.

Dyrektor CMJ przypomniał, że w Polsce funkcjonuje tak naprawdę jeden rejestr z prawdziwego zdarzenia; jest nim Krajowy Rejestr Operacji Kardiochirurgicznych (KROK), prowadzony od 2005 r.

- Dla porównania - w Danii jest 70 rejestrów, w Szwecji ok. 100 - informował Jerzy Hennig. - Tworzenie rejestrów jest bardzo pracochłonne, dane do nich muszą wprowadzać lekarze. To jest ich dodatkowa praca, za którą w naszym kraju nie otrzymują żadnej gratyfikacji.

Zdaniem zarządzających lecznicami

Również Marek Haber, dyrektor Szpitala Rejonowego w Suchej Beskidzkiej, były wiceminister zdrowia, uważa, że potrzebne są centralnie podejmowane decyzje pozwalające na wdrożenie w Polsce systemu PFP.

- Wydaje się, że na razie wycena punktu (w umowach z NFZ - przyp. red.) nie zostanie podniesiona. Może więc warto wprowadzić rozwiązanie polegające na kupowaniu przez Fundusz większej liczby świadczeń w szpitalach gwarantujących wysoką jakość leczenia - proponował Marek Haber.

Agnieszka Szpara, prezes EMC Instytutu Medycznego i wiceprezes Związku Pracodawców Medycyny Prywatnej Pracodawców RP, zwraca uwagę, że kolejnym elementem jakości, który powinien być premiowany przez płatnika, jest zachowanie kontynuacji leczenia oraz koordynowanie terapii między szpitalem, podstawową opieką zdrowotną (POZ) oraz opieką w warunkach domowych.

- W Polsce nadal mamy do czynienia z nieefektywnym leczeniem wskutek swoistej segmentacji - po wypisaniu ze szpitala opieka często nie jest kontynuowana ani w POZ, ani w domu - tłumaczy Agnieszka Szpara.

- W Stanach Zjednoczonych przeprowadzono analizę wyników programu opieki koordynowanej, który obejmował: szpitale, gabinety POZ oraz opiekę domową. Okazało się, że właściwe relacje między tymi ogniwami systemu oraz skuteczny model kontynuacji opieki po wypisie, przynoszą szpitalom ok. 30-procentową oszczędność - informowała prezes EMC Instytutu Medycznego.

Wojciech Kuta

Więcej informacji w miesięczniku "Rynek Zdrowia"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »