Reklama

W Londynie jest coraz gorzej...

Firma City of London Corporation opublikowała wyniki badania największych światowych ośrodków finansowych. Londyn i Nowy Jork jak zwykle znalazły się w czołówce. Amerykańska metropolia zajęła pierwszą lokatę - pół roku temu liderem była stolica Wielkiej Brytanii.

Londyn spadł z prowadzenia skutkiem recesji i kłopotów rodzimego systemu finansowego. Autorzy badania uważają, iż jest to znak ostrzegawczy dla brytyjskich elit. Dzisiejsze regulacje prawne - bardzo niekorzystne (m.in. wysokie podatki) - mogą spowodować ucieczkę tamtejszych banków za granicę. Specjalistów i kapitał chętnie przejmą ośrodki azjatyckie - Hongkong, Singapur czy Szanghaj. Już silnie urosły i są bardzo atrakcyjne dla brytyjskich instytucji. Jeśli brytyjski rząd szybko nie zareaguje Londyn straci szybko nawet drugą pozycję...

Reklama

* * *

Wielka Brytania w tym roku obłożyła premie ludzi zatrudnionych we wszystkich bankach działających na terenie królestwa (większe niż 25 tys. funtów) 50-procentowym podatkiem. Danina ma przynieść do budżetu 550 mln funtów i obejmuje 20 tys. osób. Jest problem gdy dotyczy to zagranicznego banku...

Oddział nowojorskiego JPMorgan Chase & Co. działa w Zjednoczonym Królestwie tak prężnie, że planuje w londyńskiej dzielnicy Canary Wharf (nad samą Tamizą) budowę ekskluzywnej siedziby kosztem 1,5 mld funtów (2,4 mld USD). Miało to świadczyć o silnych powiązaniach biznesowym USA i Wielkiej Brytanii. Tymczasem amerykańska instytucja, druga na rynku USA pod względem aktywów i depozytów, odbiera obłożenie drastyczną daniną premii swoich pracowników jako nieuzasadnioną karę dla banku. JPMorgan nie był beneficjentem pomocy udzielanej przez brytyjski rząd tamtejszym instytucjom i prezes Jamie Dimon interweniował u ministra finansów Alistaira Darlinga grożąc wycofaniem się z prestiżowej inwestycji w Canary Wharf. Sama działka kosztowała w listopadzie 2008 r. 237 mln funtów. Wieżowiec ma mieć 176,5 tys. m kw. powierzchni i pomieścić pracujących teraz w JPMorgan w siedmiu innych biurach w stolicy.

Złodziejski podatek konfiskujący połowę premii dla wyższych pracowników zagranicznych banków działających w brytyjskim systemie finansowym to rzadki przypadek fiskalnego Janosika grasującego na Wyspach. Konstrukcja daniny jest wadliwa bo nieprzemyślana, ma istotne luki. Takich błędów brytyjscy prawodawcy wcześniej nie robili, ale też recesja od dawna nie była tam tak dojmująca a potrzeba działania pod publiczkę tak nęcąca. W państwie prawa takie sztuczki nie uchodzą - można oczekiwać, iż żywot złodziejskiego podatku nie będzie długi. Znieść go może jednak dopiero nowy rząd...

Krzysztof Mrówka

ZOBACZ AUTORSKĄ GALERIĘ ANDRZEJA MLECZKI

Dowiedz się więcej na temat: Londyn | była

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »