Reklama

W Rosji burza po wycieku oleju na dalekiej północy

W elektrowni pod Norylskiem wyciekło 21 tys. ton oleju napędowego. Produkt zanieczyścił gleby, zbiorniki wodne i ulice. To może być największa katastrofa ekologiczna w rosyjskiej Arktyce. Rosyjski resort zasobów naturalnych ocenia, że przywrócenie stanu sprzed wypadku może zająć co najmniej dekadę! W tle rozgrywa się wielka polityczna burza. Władze utrzymują, że dowiedziały się o wypadku z sieci społecznościowych.

Wyciek nastąpił 29 maja w jednym z najbardziej wysuniętych na północ miast świata. W wyniku gwałtownego osiadania pali pod fundamentami magazynu do przechowywania oleju napędowego należącego do spółki Norilsk-Taimyr. Ilość paliwa, które wyciekło, mogłaby pomieścić się w 350 cysternach kolejowych. Produkty naftowe dostały się do rzek Ambarnaja i Daldykan - znalazły się prawie we wszystkich ich dopływach.

Reklama

Według danych z 2 czerwca, powierzchnia zanieczyszczenia wynosiła 180 tysięcy metrów kwadratowych. Rosyjska Federalna Agencja ds. monitoringu środowiska naturalnego szacuje, że do wód trafiło 15 tys. ton paliwa, a 6 tys. ton do gruntów. Ale morskie służby ratownicze z Murmańska oceniają, że w wodzie paliwa jest więcej, ok. 18 tys. ton. 

Akcja ratunkowa trwa

Elena Panowa, wiceminister zasobów naturalnych i ekologii, informuje, że nad rozwiązaniem problemu pracują wspólnie ekolodzy, eksperci i przedstawiciele Nornikiel - firmy, w której doszło do awarii. - Sytuacja jest bardzo złożona, bo to Arktyka - podkreśla. Przywrócenie ekosystemu do równowagi będzie procesem czasochłonnym. - To zajmie minimum 10 lat. Straty są bardzo duże - szacuje Panowa.

Na pomoc wyruszyła ekipa ratunkowa Gazpromu Nieft. Tworzy ją siedemdziesięciu profesjonalnych ratowników i specjalistów. Gazprom wysłał też na teren wypadku m.in. specjalne samoloty, sprzęt do zbierania i pompowania ropy, koparki i wysięgniki. Łączna waga ładunku wynosi ponad 85 ton.

Szef Agencji Rozwoju Norylska Maksim Mironow ocenia, że nie ma na razie niebezpieczeństwa zanieczyszczenia Morza Karskiego. - W regionie zainstalowano wysięgniki zapory morskiej, główna część plamy została zatrzymana. Największą trudnością jest oczyszczenie rzeki Ambarnaja z oleju napędowego - powiedział. Ambarnaja wpada do jeziora Piasino. Mironow ocenia, że dzięki zaporom olej nie dostał się do jeziora. Według niego, wypływająca z z tego zbiornika rzeka Piasina, która wpada do Morza Karskiego, jest nadal bezpieczna.

Jak doszło do awarii?

- Wszystko działo się bardzo szybko. Siła uderzenia była tak duża, że mechanizmy obronne nie zdążyły zareagować - powiedział Siergiej Diaczenko, wiceprezes Norylsk Nikiel cytowany przez gazetę RBK. W efekcie paliwo wyciekające ze zbiornika wpadło do strumienia, a następnie do rzeki Ambarnaja. Diaczenko ocenia, że w wyniku wyjątkowo łagodnych temperatur mogła rozmrozić się wieczna zmarzlina, na której posadowiony był magazyn. To mogło doprowadzić do obniżenia podpór, na których stał zbiornik.

- Jako pierwszy dowiedział się o tym ochroniarz naszego przedsiębiorstwa. Zobaczył płonący samochód. Samochód przejechał i przypadkowo wpadł w rozlaną ciecz, powodując pożar - powiedział wiceprezes. Na miejsce przybyła straż pożarna i zgasiła samochód. Kierowca nie ucierpiał. Według Diaczenki, dyspozytor przekazał informacje o incydencie do centrali miasta i przesłał dane do regionalnego departamentu ministerstwa ds. zagrożeń.

Diaczenko poinformował, że dzień później, 30 maja, ratownicy Morskiej Służby Ratowniczej zainstalowali na rzece wysięgniki na rzece, lokalizując rozprzestrzenianie się oleju napędowego. Od tego czasu olej napędowy zbierano z powierzchni wody i z powierzchni ziemi. Tempo dalszej zbiórki uzależnione będzie od pogody. Przy sprzyjającym wietrze akcja będzie bardziej skuteczna. Skażona gleba wywożona jest do tymczasowego miejsca przechowywania.

Nerwowe reakcje władz

Problemem jest zutylizowanie zebranego oleju. Wokół miejsca zdarzenia nie ma dróg, trudno więc wywozić ciecz. Gubernator rejonu Krasnojarskiego Aleksandr Ussa utrzymywał, że jedyną opcją jest spalenie oleju. - Doświadczenia w spalaniu takiej ilości paliwa na terytorium rejonu Krasnojarskiego nie mamy. Dlatego prognozować, że akcja zakończy się sukcesem w ciągu 14 dni, niestety, nie mogę - mówił Ussa w rozmowie z prezydentem Federacji Rosyjskiej Władimirem Putinem. Ten zareagował emocjonalnie: "I zakończył... A co teraz robić?! Jest pan przecież gubernatorem!".

Putin pytał, dlaczego organy władzy dowiedziały się o wypadku po upływie dwóch dni. - Będziemy dowiadywać się o nadzwyczajnych sytuacjach z portali społecznościowych? Wszystko dobrze u was ze zdrowiem?". Jednak według informacji gazety "Kommiersant", w Moskwie o wypadku w Norylsku wiadomo było już pół godziny po incydencie.

Ostatecznie zrezygnowano ze spalania oleju, by uniknąć wydzielania się w trakcie procesu trujących substancji.

W środę 3 czerwca, podczas wideokonferencji z udziałem prezydenta Rosji Władimira Putina, minister ds. sytuacji kryzysowych Jewgienij Ziniczew powiedział, że jego departament otrzymał informacje o incydencie w Norylsku 31 maja. Jego zdaniem wcześniej firma próbowała samodzielnie wyeliminować konsekwencje wypadku. Putin obiecał poinstruować organy ścigania, by "przeprowadziły ocenę prawną wszystkich działań urzędników".

Prokuratura Generalna wszczęła postępowanie karne, wskazując na naruszenie zasad ochrony środowiska podczas pracy, a następnie sprawę karną w związku z zaniedbaniem w postaci nieterminowego zgłoszenia stanu wyjątkowego. W trakcie śledztwa zatrzymano Wiaczesława Starostina, kierownika warsztatu kotłowni i turbin elektrociepłowni w Norylsku. Starostin odmówił składania zeznań w tej sprawie.

Globalne ocieplenie to nie mit

Maksim Mironow z Agencji Rozwoju Norylska podkreśla, że terytorium na północy zostało zagospodarowane wiele lat temu. Przez ten czas sytuacja klimatyczna mocno się zmieniła.

Jak informuje, w tym roku ocieplenie przyszło wyjątkowo wcześnie. Wskazuje, że dryf fragmentów lodu na Jenisieju i Dudince zaczął się 19 maja, co było historycznym rekordem. Zazwyczaj następowało to między 6 a 10 czerwca.

- Biorąc pod uwagę, że setki budynków stoi na wiecznej zmarzlinie, musimy pomyśleć o bezpieczeństwie. Musimy uwzględnić, że mamy do czynienia z ociepleniem klimatu. Wieczna zmarzlina jest już inna - powiedział.

Monika Borkowska

Dowiedz się więcej na temat: ekologia biznes | Rosja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »