Reklama

Walka o majątki

Ile jest w Polsce zamożnych osób? Dużo, minimum 100 tys., jeśli mierzyć liczbą rachunków typu private banking. Wielkie pieniądze nie kierują się pobudkami patriotycznymi, dlatego połowa aktywów najbogatszych Polaków spoczywa na zagranicznych kontach. Czy i kiedy wrócą do Polski?

"Nadprodukcja" bogaczy to zasługa polityki rodzimych banków, które w ostatnich latach mocno obniżyły progi aktywów dla bogatych klientów. Limit 500 tys. zł w polskim private jest dziś rzadkością; najczęściej spotyka się przedział 200 - 300 tys. zł, a nawet 50 tys. złotych! Aby korzystać z usług polskiej bankowości prywatnej, wystarczają znacznie niższe środki finansowe niż wymagane za granicą (np. w Niemczech to 500 tys. euro). Przykładowe progi wejścia wynoszą w: BWE - 50 tys. zł, PKO BP - 100 tys. zł, Citibanku Handlowym i DZ Bank - 200 tys. zł, Noble Banku - 200 tys. zł, Banku BPH - 300 tys. zł, BRE Banku i Deutsche Banku - 500 tys. złotych. Na pocieszenie można dodać, że inflacja znaczenia i prestiżu private bankingu nie jest tylko polską specjalnością; na to samo narzekają bankierzy w krajach sąsiednich, Czechach czy Rosji.

Reklama

Z szacunków banków wynika, że aktywami rzędu 0,5 - 2 mln zł dysponuje ok. 60 tys. osób, których płynny majątek wart jest łącznie blisko 60 mld złotych. Absolutną śmietanką finansjery są natomiast osoby posiadające płynne aktywa o wartości powyżej 2 mln złotych. Jest ich w Polsce mniej więcej 5,5 tysiąca. Na ich kontach spoczywa łącznie prawie 20 mld złotych.

Z tych 80 mld zł co najwyżej połowa jest inwestowana za pośrednictwem krajowych instytucji. Reszta wybrała zagranicę, głównie Szwajcarię i Luksemburg. Tradycja, moda, snobizm czy realna potrzeba? Zdaniem ekspertów, wszystko po trochu. Przede wszystkim w grę wchodzi ryzyko - nie tylko ekonomiczne, ale polityczne i prawne. Tak długo, jak milionerzy będą mieli cień podejrzenia, że ich pieniądze nie są absolutnie bezpieczne, nie odważą się z nimi wrócić do kraju.

I nie dotyczy to "szarych" pieniędzy, lecz głównie tych zupełnie zdrowych, z czystych transakcji. Po drugie, część emigracji aktywów spowodowana jest tym, że za granicą można tworzyć ciekawe, niedostępne w Polsce rozwiązania podatkowe (np. trusty); większy jest też wybór instrumentów, zwłaszcza niszowych i alternatywnych. I wreszcie, rosnąca rzesza polskich milionerów to już obywatele świata - i realizacja wielu z ich życiowych potrzeb (studia dziecka na Harvardzie, utrzymanie domu we Francji, jachtu na Karaibach) wymaga innej waluty niż złoty.

Czy i jak rodzime banki będą walczyć o dusze i pieniądze polskich milionerów? Przede wszystkim, dokonując resegmentacji klientów. Jeszcze do ubiegłego roku dzielono bazę na "zwykłych" VIP-ów (od 5 tys. dochodu netto), personal banking (od 50 do 100 tys. aktywów) i private banking (od kilkuset tysięcy złotych). Ale to już przestało wystarczać, bo w morzu "skromnych" bogaczy (100 - 500 tys. zł aktywów) zaczęły ginąć prawdziwe perełki, zwłaszcza takie, które na pierwszy rzut oka bogate nie są.

Dlaczego?
Skonsumowanie korzyści wejścia do Unii, poprawa efektywności działania, świetna koniunktura sprawiły, że mamy dziś silną reprezentację rodzinnych biznesów średniej wielkości, wycenianych na kilkadziesiąt milionów złotych. Lecz polska przedsiębiorczość to wciąż kwestia raptem jednego pokolenia, a zaszufladkowanie przedsiębiorcy jako atrakcyjnego klienta (lub nie) przez systemy scoringowe banków często zależy od tego, czy rozstał się on z własnością, czy jeszcze nie. Właściciel przedsiębiorstwa jest tylko (bo wiele nie zainwestuje) ubogim krewnym kogoś, kto upłynnił swoje udziały, awansując w ten sposób do grona UHNWI - ultrabogaczy.

Dla takich ludzi zachodnie banki mają odpowiednią ofertę o odpowiedniej nazwie - wealth management. Polskie banki dopiero z nią startują. Pierwszy był BRE Bank.
- To coś innego niż asset management i jednocześnie duża wartość dodana w stosunku do private bankingu - nie ma wątpliwości Jacek Dekarz, prezes BRE Wealth Management.

By wealth management miał sens, doradca musi, przynajmniej w jakimś stopniu, mieć kontrolę nad bilansem klienta. Im większy jest kapitał własny (to co zostanie w pasywach po odjęciu zobowiązań - kredytów, prywatnego funduszu emerytalnego itd.), tym większa jest możliwość inwestowania w bardziej ryzykowne instrumenty. Nawet bowiem jeśli w wyniku dokonanych inwestycji kapitał stopnieje, nie ma ryzyka braku środków na spłatę zobowiązań.
- W procesie wealth management doradca powinien poznać cele klienta i zarekomendować mu rozwiązania, które pomogą te cele spełnić - mówi Roy Hutchinson, szef marketingu w dziale Bankowości Indywidualnej Banku Millennium.

Millennium Prestige proponuje klientom 54 polskie fundusze inwestycyjne, możliwość inwestowania w jednostki uczestnictwa zagranicznych funduszy, produkty strukturyzowane.
- Łączą one gwarancję kapitału z możliwością czerpania zysków z określonych rynków, surowców czy zdarzeń - na przykład oferty pierwotne na chińskiej giełdzie - tłumaczy Roy Hutchinson.

Korzenie spółki zarządzanej przez Jacka Dekarza tkwią w typowej działalności firm z sektora asset management - zarządzanie płynną częścią majątku klienta. Również w tej części biznesu chce oferować inne podejście do interesu niż szeroko rozumiany rynek. Słowo-klucz to "otwarta architektura" - zarządzający mogą sięgać po wszelkie dostępne na rynku instrumenty (akcje, certyfikaty inwestycyjne itp.), nie tylko z Polski, ale i zagranicy; mogą też zajmować krótkie pozycje (zyskowne w wypadku spadku cen).

- Już wprowadzamy takie właśnie portfele, oparte na koncepcji absolute return: ich celem jest zapewnienie bezwzględnego zysku (niezależnie od koniunktury), a nie pobicie benchmarku - tłumaczy prezes Jacek Dekarz.

Aktywa w portfelu zamożnego przedsiębiorcy dzielone są na publiczne (które mogą być inwestowane na rynkach finansowych) i niepubliczne, czyli wszystkie aktywa realne - nieruchomości, private equity, sekurytyzacja, ale najczęściej biznes podstawowy klienta, stanowiący z reguły gros jego aktywów. Tyle teorii, bo do momentu, kiedy bank nie zaproponuje mu optymalnej lokaty wszystkich aktywów, tak by znalazł wartość we współpracy z bankiem, trudno będzie go zmusić, żeby odkrył wszystkie karty.

Dlatego najpierw karty musi odkryć bank. Asem w rękawie może być np. dedykowany fundusz zamknięty, do którego wnoszone są aktywa, w tym udziały w firmie. Ostatnio na taki krok zdecydowała się rodzina Dudów, właściciele giełdowej, rodzinnej firmy mięsnej. Im większa jest wartość wnoszonych aktywów (najlepiej od 50 mln zł wzwyż), tym lepiej - tego typu fundusze mają koszty stałe, których nie można uniknąć. Formalnie zmienia się wszystko (właścicielem firmy jest fundusz); w praktyce - wszystko jest jak dawniej.

Przy aktywnym zarządzaniu środkami z funduszu, zyski z transakcji de facto nie są opodatkowane. Oczywiście do momentu, gdy właściciel chce rozpocząć konsumpcję - całości lub części majątku, poprzez np. umorzenie certyfikatów czy wypłatę dywidendy. Wtedy płaci podatek, ale jedynie 19 proc. zamiast najwyższej, 40-procentowej, od dochodów własnych.
- W ramach takiego funduszu możemy znaleźć partnerów, z którymi weźmiemy udział w inwestycjach w rynki nieruchomości, również za granicą - opowiada Jacek Dekarz. - W grę wchodzą też inwestycje typu private equity, w rozwijające się firmy z innych branż - dodaje.

Opiekun może też zaproponować formułę współpracy z ubezpieczycielem na dożycie - wypłaty rocznej renty w zamian za przejęcie nieruchomości po śmierci właściciela. BRE Wealth Management ma w planach również fundusze dające możliwość zmniejszenia wymaganych aktywów do minimalnej wysokości, żeby było to opłacalne dla większej liczby osób (np. dla osób dysponujących 20 - 30 mln złotych). Byłaby to taka funkcja funduszu zamkniętego parasolowego - z subfunduszami dedykowanymi dla poszczególnych klientów, w których koszty rozkładałyby się na większą liczbę podmiotów.

Przełomem w polskim private bankingu będzie pojawienie się pierwszego family office, usługi oferowanej przez światowe tuzy wealth managementu (Deutsche Bank Private Wealth Management z Luksemburga czy UBS). W jej ramach bank może zająć się nie tylko prywatnymi inwestycjami finansowymi czy też zarządzaniem nieruchomościami, ale również prowadzeniem szeroko pojmowanych spraw rodzinnych, np. kwestii spadkowych, podatkowych, prowadzeniu fundacji.

Dowiedz się więcej na temat: Lynch | bank | w polsce | UBS | fundusze | doradca | dostęp | nieruchomości | firmy | Minimum | 100 | przedsiębiorcy | reguły | majątek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »