Reklama

Węgiel a sprawa - nie tylko - polska

Ożywienie gospodarcze po pandemii i skutki rosyjskiej inwazji przyczyniły się do wzrostu popytu na węgiel. W efekcie transformację energetyczną zawieszają nawet ekologiczni przodownicy.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Pozostaje jednak pytanie - czy nie jest już zbyt późno? Czy nader ambitne plany UE wytrzymują w zderzeniu z rzeczywistością?

"Bardzo wysoką produkcję i konsumpcję węgla przyniósł 2021 r. Wówczas bowiem wzrost zużycia energii pierwotnej wyniósł 6 proc. w porównaniu do 2020 r. (gdy świat stanął do góry nogami w związku z pandemią)" - zauważa Spencer Dale, główny ekonomista BP, brytyjskiego przedsiębiorstwa naftowego.

Reklama

Zużycie to przekroczyło nawet poziomy sprzed pandemii (wg wstępnych szacunków - o 1 proc. w porównaniu do 2019 roku).  Okazało się w efekcie najwyższe od 2014 roku. Wiąże się z tym również wzrost zanieczyszczenia wynikającego z emisji CO2 i pokrewnych źródeł o 5,7 proc.

Co ciekawe, po niemal 10-letniej przerwie wzrosła konsumpcja węgla w Europie i Ameryce Północnej. Zwyżka była jeszcze silniejsza w Indiach i Chinach i wyniosła ponad 70 proc. w 2021 roku. Nie dziwi więc, że ceny czarnego złota osiągnęły wysokie pułapy - na przykład na rynku w Azji dotarły do najwyższych poziomów od 2008 roku.

Wojna wzmaga problem

O ile popyt rósł już w 2021 roku, o tyle w 2022 roku doszło do tego ograniczenie podaży, związane z wojną. W odpowiedzi na sankcje nałożone na Federację Rosyjską - Moskwa zdecydowała się na działania odwetowe. Na przykład Gazprom postanowił odciąć od dostaw kraje niezamierzające płacić mu w rublach. Chodzi tu o Polskę, Rumunię, Finlandię, Bułgarię oraz Holandię. Jednocześnie odcięto dostawy energii elektrycznej do Niemiec, Czech, Włoch, Austrii oraz Słowacji. Sytuacja ta zmusiła kraje europejskie do sięgnięcia po własne rezerwy - choć już nie gazu, lecz węgla.

Kraje europejskie zmieniają politykę

Szczególnie szybko węglowa reaktywacja postępuje w Niemczech. Władze tego kraju nakazały 21 elektrowniom węglowym wznowienie działalności lub pracę dłuższą niż do zaplanowanych wcześniej terminów zamknięcia. Powrót do czarnego złota zaplanowano na okres dwóch zim. W tym przypadku ekonomia zwyciężyła z ekologiczną pryncypialnością. Nie wiadomo jednak, na jak długo. Wciąż w mocy pozostaje bowiem ekologiczny cel Niemiec: zmniejszenie emisji CO2 o minimum 65 procent w stosunku do poziomów z 1990 roku.

Inne państwa unijne podążyły w ślady Republiki Federalnej. Limity dotyczące paliw kopalnianych zdjęły chociażby Holandia i Austria. Między innymi dlatego konsumpcja węgla w Unii Europejskiej w 2022 roku według prognoz Międzynarodowej Agencji Atomistyki ma wzrosnąć o o,7 proc.

Tymczasem już w 2021 roku zwiększyła się ona o 14 proc. Choć, jak zauważają analitycy, Europa odpowiada jedynie za 5 procent globalnej konsumpcji węgla, wspomniany trend rosnący trudno jednak przeoczyć.

Węgiel wciąż króluje

Posunięcia krajów UE odsuną więc w czasie odejście światowej energetyki od węgla. Jednak i tak daleka do tego droga. Jak bowiem zauważa Międzynarodowa Agencja Atomistyki (MOA), udział czarnego złota w produkcji elektryczności wynosi według ostatnich danych ok. 37 proc. w skali globu. Jak ponadto widzimy w opublikowanej 28 lipca prognozie MOA, w 2022 roku globalna konsumpcja węgla wzrośnie o 0,7 proc. i osiągnie poziom 8 miliardów ton.

Przewidywania MOA zakładają odbudowę chińskiej gospodarki. Jeśli tak się stanie, globalny popyt na czarne złoto osiągnie w 2022 roku rekord wszech czasów (ex aequo z 2013 rokiem). Agencja ubolewa zarazem, że światowe zapotrzebowanie na węgiel przyczynia się do problemów środowiskowych - związanych z emisją CO2.

W parze z rosnącym zużyciem czarnego złota idzie wzrost jego cen. Na przykład między październikiem 2021 a majem 2022 roku osiągnął on trzykrotnie swoje maksima. To, co cieszy producentów węgla czy inwestorów w spółki wydobywcze, dla wielu ludzi jest ciężkim problemem.

Azja stoi na węglu

To właśnie Azja jest globalnym "zagłębiem" węglowym. Rzut oka na mapę udostępnianą przez Global Energy Monitor pokazuje, że najwięcej elektrowni węglowych czynnych jest właśnie na tym kontynencie (w tym lwia część w Chinach).

Różnica okazuje się jeszcze bardziej istotna, gdy weźmiemy pod uwagę liczbę elektrowni, których konstrukcja znajduje się dopiero na etapie planu.

Sytuację tę potwierdzają też dane portalu Worldometers.

Zgodnie z nimi, krajem z największą produkcją węgla są Chiny. Wydobywa się w nich - bagatela - 3 708 155 408 000 ton. Na drugim miejscu znajdują się Indie z wydobyciem 761 662 038 400 ton. Różnica między obydwoma krajami jest więc ogromna. Co ciekawe na miejscu trzecim znajdują się Stany Zjednoczone, a na szóstym Rosja. Niemcy plasują się zaś na miejscu ósmym, wyprzedzając dziewiątą Polskę.

Dane jasno więc pokazują, że emisja CO2 w skali globalnej niewiele się zmniejszy, bez względu na starania Unii Europejskiej, jeśli radykalnych zmian nie wdrożą również Chiny.

Węgiel a sprawa polska

Spójrzmy teraz na nasze krajowe podwórko. Jak wynika ze wspomnianego raportu "bp Statistical Review of World Energy 2022" w naszym kraju znajduje się 28,4 miliardów ton węgla kamiennego. To 2,6 proc. globalnych zasobów tego surowca. Obecnie wydobycie trwa jedynie w lubelskim i górnośląskim. Na Dolnym Śląsku pozyskiwanie czarnego złota zakończono już w 2000 roku.

Polski rząd zapowiadał wzrost wydobycia w związku z wprowadzeniem embarga na rosyjski węgiel. Pozostaje jednak pytanie, czy to wystarczy. Do zwiększenia pozyskiwania omawianego surowca potrzeba bowiem czasu. Jak zauważa Anna Senderowicz z PKO BP cytowana przez Dziennik Gazetę Prawną, Polska Grupa Górnicza zamierza zwiększyć wydobycie o około 1 miliona ton w porównaniu z 2021 rokiem. Wymaga to jednak 1,5 roku oraz kosztów wynoszących 200 milionów złotych.

Spójrzmy teraz na działania polskich spółek wydobywczych. Zwiększenie pozyskiwania omawianego surowca zapowiadał Tauron Wydobycie (o 50 tysięcy ton w 2022 roku w porównaniu z 2021 rokiem). Z kolei JSW zamierza zwiększyć w 2022 roku wydobycie o 381 tysięcy ton w porównaniu z 2021 rokiem. Natomiast Bumech zapowiada powiększyć pozyskanie czarnego złota o 300 tysięcy ton. Strategię zwiększenia wydobycia realizuje także Bogdanka. Pozostaje jednak pytanie, czy te wzrosty okażą się wystarczające do zaspokojenia potrzeb naszego kraju. Sytuacji raczej nie uratuje także Jastrzębska Spółka Węglowa, gdyż jedynie 20 proc. jej wydobycia służy celom energetycznym.

Ostatnie dostępne dane - dotyczące lipca - nie napawają optymizmem. Według podanych przez media danych Agencji Rozwoju Przemysłu w lipcu polskie kopalnie wydobyły 4 miliony ton węgla. To o 400 tysięcy mniej niż w czerwcu i 300 tysięcy mniej niż w lipcu ubiegłego roku (gdy nie było jeszcze embarga wynikającego z rosyjskiej agresji na Ukrainę). Jeśli spojrzymy na dane od początku roku, to w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 2022 roku produkcja okazała się niższa niż w analogicznym okresie 2021 roku (o 0,2 miliony ton).

Co ciekawe, mniejsza okazała się także sprzedaż (o 0,3 miliony ton). Jednocześnie stan zapasów w lipcu również okazał się niższy niż w poprzednim miesiącu oraz w analogicznym miesiącu 2021 roku.

Co dalej ze strategią klimatyczną UE?

Tymczasem Unia Europejska wciąż planuje osiągnięcie tak zwanej neutralności klimatycznej do 2050 roku. W międzyczasie do 2030 roku emisja CO2 netto ma zmniejszyć się o co najmniej 55 procent w porównaniu do 1990 roku. Gołym okiem widać jednak, że realizacja tych zamierzeń napotyka na poważne problemy.

Część ekspertów pozostaje mimo wszystko pozytywnie nastawiona do szans na poprawę sytuacji w przyszłości. Na przykład według prognostyków z McKinsey popyt na węgiel będzie sukcesywnie spadał. Powinien on obniżyć się do 20 proc. przed końcem obecnej dekady.

Z drugiej strony analitycy firmy konsultingowej twierdzą, że węgiel pozostanie ważnym elementem systemu energetycznego aż do 2050 roku. Spadek popytu na czarne złoto ma zmniejszyć się o 60 proc. do 2050 roku, a przewidywany udział czarnego złota w światowym popycie na energię - o 10 procent.

Rzeczywistość nie zawsze jednak dopasowuje się do prognoz, a przewidywanie przyszłości zawsze obarczone jest ryzykiem błędu. Wiele wskazuje na to, że unijne plany transformacji energetycznej okazały się zbyt ambitne. Błąd kardynalny polegał na zignorowaniu rzeczywistości geopolitycznej i geoekonomicznej. Ambitne plany redukcji emisji CO2 może i brzmią ładnie na papierze, lecz w zderzeniu z rzeczywistością okazują się trudne do przeprowadzenia.

Potrzebna jest zatem strategia energetyczna uwzględniająca liczne aspekty sprawy. A więc nie tylko minimalizację emisji CO2, lecz również konieczność zapewnienia ogrzewania, zmniejszenie kosztów ponoszonych przez gospodarstwa domowe, a także niezależność energetyczną państwa. Ta ostatnia  sprawa jest szczególnie istotna w kontekście zagrożenia płynącego z Moskwy.

Dalsza realizacja dość radykalnej strategii skupionej wyłącznie na klimacie przynosi odwrotny skutek, w sytuacjach niespodziewanych. Tymczasem do 2050 roku może być coraz więcej wydarzeń wymagających wprowadzenia nagłych rozwiązań awaryjnych i tymczasowych. Zbyt ambitny plan prowadzi więc paradoksalnie do chaosu. To zaś środowisku bynajmniej nie pomoże.

Marcin Jendrzejczak, dr nauk ekonomicznych w zakresie ekonomii i finansów; dziennikarz i publicysta

Zobacz również:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »