Reklama

Więcej gazu od Gazpromu? Tylko w ramach umów wieloletnich

Rosja może zwiększyć dostawy gazu do Europy, ale potrzebuje kontraktów długoterminowych - mówi rosyjski wicepremier Aleksanrd Nowak. Inwestycje w wydobycie są kosztowne i wymagają zabezpieczeń w postaci wieloletnich umów na dostawy surowca. Koncern ma pewne rezerwy, ale w tej chwili stanowią one zabezpieczenie dla rosnącego popytu wewnętrznego. Nowak spodziewa się certyfikacji Nord Stream 2 najpóźniej do połowy roku. Sygnalizuje, że tranzyt przez Ukrainę możliwy jest też po 2024 r.

Zdaniem wicepremiera Federacji Rosyjskiej certyfikacja gazociągu Nord Stream 2 nastąpi w pierwszej połowie 2022 r. - Jeśli nasi partnerzy przyspieszą certyfikację gazociągu, dostawy gazu rozpoczną się szybciej - powiedział w wywiadzie dla rosyjskiej gazety RBC. Podkreślał, że gazociąg jest zgodny z unijnymi przepisami, a wszelkie wymagania wykraczające "poza obowiązujące prawodawstwo" będą miały charakter polityczny. Jest on przekonany, że nie da się zakłócić uruchomienia gazociągu.

W tej chwili projekt oczekuje na wznowienie procesu certyfikacji przez niemieckiego regulatora, a następnie swoją opinię w tej sprawie wyrazi jeszcze Komisja Europejska. Proces się opóźnia ze względów formalnych - Niemcy uznali, że Nord Stream 2 AG, spółka zarejestrowana w Szwajcarii, musi założyć podmiot zależny w Niemczech. Procedura jest w toku.

Reklama

Konieczna dłuższa perspektywa

W wywiadzie dla "RBC" Nowaka pytano o obecną sytuację na rynku gazu. Wicepremier zaprzeczał powszechnym w Europie opiniom, że to Rosja odpowiada w dużej mierze za kryzys cenowy na rynku błękitnego paliwa. I przerzucił odpowiedzialność na UE, która odchodzi od kontraktów długoterminowych na rzecz dużo droższych zakupów spotowych.

- Kontrakty długoterminowe nadal obowiązują, Gazprom w pełni je realizuje, dostawy realizowane są w całości. Zarzuca się nam, że nie dostarczamy dodatkowych ilości gazu do Europy. Niech nasi kontrahenci zawierają kontrakty długoterminowe, wówczas będziemy gotowi dostarczać więcej. Ta oferta jest zawsze ważna - mówił.

Przekonywał, że Gazprom jest gotów zwiększyć produkcję i dostawy. - Baza surowcowa w Rosji umożliwia zaspokojenie zapotrzebowania konsumentów europejskich w dowolnej wielkości - podkreślał, choć przyznał, że nie jest to szybki proces i wymaga dużych inwestycji. W związku z tym, że rozwój produkcji jest kosztochłonny, koncern potrzebuje kontraktów długoterminowych, by zabezpieczyć sobie wpływy w dłuższym terminie.

Popyt wewnętrzny rośnie

Nowak informował, że każdy projekt inwestycyjny, od rozpoczęcia zagospodarowania złoża do uruchomienia dostaw, trwa kilka lat. Dodał, że Gazprom dysponuje rezerwami, ale na dziś firma koncentruje się przede wszystkim na dostawach gazu na rynek krajowy, gdzie popyt na surowiec także rośnie, m.in. w wyniku gazyfikacji kolejnych obszarów kraju.

- Ostatnia zima była mroźna, więc latem firma musiała pompować gaz do swoich podziemnych magazynów gazu w Rosji. Dla Gazpromu najważniejsze jest niezawodne przejście jesienno-zimowego sezonu grzewczego - poinformował wicepremier.

- Trudno powiedzieć, kiedy skończy się okres wysokich cen - powiedział. - Moim zdaniem by tak się stało powinna wzrosnąć podaż gazu, by w pełni mogła ona zaspokoić zapotrzebowanie w Europie. W magazynach gazu należy stworzyć odpowiednie rezerwy, które są niezbędne do niezawodnego przetrwania okresu zimowego. Jeżeli większość konsumpcji w Europie pochodzić będzie z długoterminowych dostaw z Rosji, Algierii i Norwegii, to sytuacja cenowa będzie bardziej stabilna - dodał.

Tranzyt przez Ukrainę może być przedłużony

Rosyjski wicepremier Aleksander Nowak nie wykluczył, że Rosja będzie rezerwować moce ukraińskiej infrastruktury gazowej także po 2024 roku, czyli po wygaśnięciu obecnej umowy tranzytowej. - Uwzględniając korzystne warunki ekonomiczne i właściwy stan techniczny, myślę, że po 2024 roku zostaną zarezerwowane odpowiednie przepustowości ukraińskiej infrastruktury - powiedział w rozmowie z gazetą RBC.

Obecna umowa tranzytowa obowiązuje do końca 2024 roku i zakłada przesył na poziomie 40 mld m sześc. gazu rocznie. Obserwatorzy rynku pamiętają nerwowość panującą na rynkach w związku z kończącą się w 2019 roku poprzednią umową między Gazpromem a Ukrainą. Europa zaopatrywała się wówczas w gaz, wypełniając magazyny po brzegi, by zabezpieczyć się na wypadek fiaska rozmów.  

Istniały obawy, że strony nie będą w stanie porozumieć się na czas. A był to środek zimy. Eksperci podkreślali, że po uruchomieniu gazociągu Nord Stream 2 Gazprom będzie mógł docelowo zaprzestać przesyłania gazu przez terytorium Ukrainy. I zaznaczali, że Rosja będzie chciała zawrzeć umowę krótkoterminową, tylko na czas budowy gazociągu biegnącego po dnie Bałtyku (wówczas był on jeszcze w budowie). Tymczasem Ukraina chciała, by był to długoterminowy kontrakt na maksymalną ilość wolumenów.

Ostatecznie nową umowę, zawartą na pięć lat, zawarto na dwa dni przed końcem roku, co było niewątpliwie sukcesem strony ukraińskiej. Kijów w ramach opłat za tranzyt miał otrzymać w tym czasie co najmniej 7 mld dol. z opcją przedłużenia na kolejne dziesięć lat. W 2020 r. Rosjanie mieli przesłać minimum 65 mld m sześc. gazu, a  w kolejnych latach po 40 mld m sześc.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »