Reklama

Większe podatki albo długi

Aż 11,7 proc. produktu krajowego brutto wyniosły w następstwie pandemii koronawirusa deficyty budżetowe najbardziej rozwiniętych krajów świata. Dług publiczny zbliżył się do granicy 100 proc. PKB. Większego zadłużenia świat łatwo się nie pozbędzie, chociaż kryzys zwiększa akceptację wzrostu opodatkowania.

Ekonomiczne, w tym przede wszystkim finansowe skutki trwającej już ponad rok pandemii COVID-19, dalekie są wciąż jeszcze do pełnego oszacowania. Wiadomo już jednak, że straty poniesione w gospodarkach, zwłaszcza w branżach, w których nastąpiło załamanie popytu liczone są już w setkach miliardów dolarów. Dziury budżetów dotkniętych z jednej strony spadkiem wpływów, a z drugiej zmuszonych do wzrostu wydatków, sięgają bilionów dolarów.

Z szacunków dokonanych przez MFW przy okazji wiosennej projekcji światowego wzrostu gospodarczego oraz w przygotowanej w tym samym czasie ocenie stabilności finansowej (World Economic Outlook oraz Global Financial Stability Report) wynika, że światowa gospodarka skurczyła się w 2020 r. o 3,3 proc. Finansowym skutkiem tego spadku jest wzrost publicznego zadłużenia. Najbogatsze, najbardziej rozwinięte kraje świata powiększyły swój dług w relacji do PKB o 9,8 pkt. proc., państwa z grupy rynków wschodzących - o 5,5 pkt. proc., najbiedniejsze kraje świata - o 3,1 pkt. proc.

Reklama

Jakie będą tego dalsze konsekwencje - zastanawiają się eksperci MFW w Fiscal Monitor, trzecim ze swoich flagowych raportów powstających przy okazji sporządzania jesienią lub wiosną rewizji ocen koniunktury gospodarczej w świecie. Optymistycznie można zakładać, że gospodarka światowa po głębokim kryzysie w 2020 r. w tym roku wzrośnie aż o 6,0 proc. (taką prognozę zawiera najnowszy World Economic Outlook). W 2022 r. tempo wzrostu miałoby pozostać w świecie na wysokim poziomie 4,4 proc. Przyspieszenie rozwoju w tym i w kolejnych latach miałoby zapewnić najbardziej rozwiniętym krajom 1 bilion dodatkowych (w perspektywie do 2025 r.) wpływów podatkowych.

Wydatki nie będą maleć

Problem w tym, że oczekiwania na wzrost wydatków budżetowych i związane z tym potrzeby redystrybucyjne maleć raczej nie będą, nawet po wygaśnięciu pandemii koronawirusa. Wręcz przeciwnie, mogą one nawet jeszcze wzrosnąć. COVID-19 unaocznił, prowadzone są zresztą w tej sprawie badania naukowe, jak dalece poziom zachorowań i ich zdrowotne konsekwencje zależne są nie tylko od stanu służby zdrowia, ale także od poziomu wykształcenia, rodzaju wykonywanej pracy, indywidualnie osiąganych dochodów, a nawet płci i koloru skóry.

Przykładowo w USA - podają autorzy Fiscal Monitor - liczba śmiertelnych przypadków COVID-19 okazuje się dwukrotnie wyższa w hrabstwach, w których udział ubogich mieszkańców sięga 20 proc. niż w lokalnych społecznościach, gdzie nie przekracza on 5 proc. Podobnie we Francji - najwyższy poziom śmiertelności po zachorowaniu na COVID-19 zanotowano w regionach o najniższych dochodach. Czarnoskórzy mieszkańcy Sao Paulo w Brazylii mają o ponad 60 proc. wyższe ryzyko zachorowania na koronawirusa niż biali obywatele tego samego miasta.

Nierówni wobec koronawirusa

Dystans społeczny, możliwość wykonywania pracy zdalnie, izolacja w przypadku zachorowania to nie tylko kwestia świadomości społecznej, ale przede wszystkim dobrych warunków bardziej dostępnych osobom lepiej wykształconym, wykonującym bardziej popłatne zawody, majętniejszym. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku osób pracujących fizycznie, żyjących w ciasnych mieszkaniach i poruszających się - tak jak np. w Indiach - zatłoczonymi pojazdami komunikacji publicznej. W krajach wielokulturowych, takich jak USA, Brazylia, czy Francja nakładają się na to jeszcze wyraźne różnice sytuacji osób białych i o innych kolorach skóry.

Raport Fiscal Monitor zwraca w tym kontekście uwagę na dochodowe i majątkowe różnice występujące w większości społeczeństw współczesnego świata. W Chile 10-procentowa część najbogatszych mieszkańców kraju uzyskuje ponad 36 proc. osiąganych w tym kraju dochodów. W USA udział w dochodach 10-proc. grupy najbogatszych przekracza poziom 30 proc. W Polsce - dla porównania - wynosi on 23,5 proc. Nierówności jeszcze bardziej widoczne są w przypadku posiadanych majątków i innych aktywów. W USA 10 proc. najbogatszych posiada blisko 80 proc. łącznych aktywów należących do osób prywatnych. W Polsce - dla porównania - udział ten jest znacznie niższy i wynosi 41,8 proc.

Wiedza o dysproporcjach jest powszechnie znana. Mówi o nich notowany od wielu lat współczynnik Giniego, który mierzy poziom nierówności dochodów w społeczeństwie. W większości krajów świata w ostatnich latach systematycznie on wzrasta, co oznacza, że różnice te powiększają się. Wśród krajów europejskich w ostatnich trzech dekadach najsilniej wzrosły one w Bułgarii (o ponad 10 pkt. na skali od 1 do 100). W Luksemburgu i Rumunii - o ponad 7 pkt., w Finlandii - o 5,7 pkt. W Polsce - dla porównania - według danych podawanych przez MFW, wzrosły one w tym czasie o 1,3 pkt.

Pandemia zmienia optykę

Wybuch pandemii zmienił optykę. Wedle ocen MFW na skutek utraty pracy i innych źródeł dochodów 95 mln ludzi w skali globalnej znalazło się w 2020 r. w sferze ekstremalnego ubóstwa. Pogorszyła się sytuacja materialna całych społeczeństw. A w sytuacji powszechnego zagrożenia bezpieczeństwa zdrowia, a nawet życia, właśnie stan posiadania zaczyna decydować, kto ma większe szanse na uchronienie się przed wirusem i jego skutkami.

Dlatego dysproporcje dochodowe i majątkowe stają się mniej akceptowalne. W wymiarze ekonomicznym i publicznym zmiana optyki oznaczać będzie większą społeczną skłonność do wydatków budżetowych gwarantujących lepsze bezpieczeństwo zdrowia wszystkich, a zwłaszcza biedniejszych: na publiczną służbę zdrowia, infrastrukturę, zagwarantowanie wyższego poziomu edukacji tym, którzy obecnie mają do niej utrudniony dostęp często m.in. z powodów materialnych.

Wydatki te oznaczają wyższe koszty budżetów, których nie rekompensują dodatkowe wpływy podatkowe. Rządom pozostaje zwiększanie zadłużenia publicznego - ryzykowne, gdyby gospodarki nie powróciły do dawnej aktywności - albo zwiększanie opodatkowania, co z kolei wcale nie musi oznaczać fizycznego wzrostu wpływów podatkowych. Osoby majętne i osiągające wyższe dochody - pokazują to doświadczenia wielu krajów - mają także większe możliwości unikania wzrostu opodatkowania.

Rozmowy o podatkach

MFW spodziewa się, że jedną z konsekwencji koronawirusa będzie rozpoczęcie, zwłaszcza w krajach bogatszych, publicznych dyskusji na temat rodzaju i wysokości płaconych podatków, a także równomierności ich rozłożenia.

Wzrok w pierwszej kolejności kieruje się w stronę podatków dochodowych. Długoterminowym trendem było ich obniżanie. Najwyższe, marginalne stawki PIT zmalały w okresie ostatnich czterech dekad w krajach należących do OECD z przeciętnie 65 proc. w roku 1980 do 43 proc. w 2016 r. Wpływy z podatków dochodowych są tymczasem podstawowym środkiem wykorzystywanym przez rządy do transferów socjalnych służących wyrównywaniu różnic dochodów w społeczeństwach.

Obecnie, zwłaszcza u osób, które osobiście zetknęły się z COVID-19, wzrasta oczekiwanie wprowadzenia bardziej progresywnego opodatkowania dochodów. Niektóre kraje - zauważają eksperci MFW - mogą obecnie pod tym naciskiem skłaniać się do podnoszenia podatków od najwyższych dochodów, chociaż wyższe podatki wcale nie gwarantują wyższych wpływów podatkowych. Obniżają one jednocześnie skłonność do oszczędzania i inwestowania.

Jeśli PIT miałby wzrosnąć - podpowiadają eksperci - uwaga rządów powinna skupić się na przeciwdziałaniu możliwościom unikania wyższych podatków. Powinny też być jasne strategie rządowe na przyszłość. Wymieniane są w tym kontekście przykłady Niemiec, Australii czy Japonii, które w przeszłości, w nadzwyczajnych okolicznościach, wprowadzały dodatkowe obciążenia podatkowe najwyższych dochodów. Określony był jednak czas ich obowiązywania.

Inne podpowiedzi związane z podatkami mogą dotyczyć podatków majątkowych. Są one dziś mało rozpowszechnione w świecie m.in. z powodu trudności w mierzeniu wartości aktywów, które miałyby podlegać opodatkowaniu, np. nieruchomości. Wśród krajów należących o OECD jedynie cztery - zauważają autorzy raportu w Fiscal Monitor - Francja, Norwegia, Hiszpania i Szwajcaria - wprowadziły opodatkowanie majątków, ale osiągane z tego tytułu wpływy podatkowe przynoszą rocznie zaledwie od 0,2 do 1,0 proc. PKB tych krajów. Można powiedzieć - skórka nie warta wyprawki.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Kolejny typ w podpowiedziach dotyczących wzrostu opodatkowania to podatek spadkowy. Hasło zwiększenia opodatkowania międzypokoleniowej zmiany własności może zyskiwać na popularności w sytuacji utrzymujących się, a nawet powiększających dysproporcji w posiadanych aktywach pomiędzy bogatymi a biednymi. Jeszcze większych niż w przypadku dochodów. Jak wynika z badawczych obserwacji, na które powołuje się Fiscal Monitor, wzrost wpływów z opodatkowania spadków czy darowizn jest możliwy (świadczą o tym przykłady Belgii i Francji), ale podobnie jak w przypadku opodatkowania majątków budżetowe korzyści są dzięki temu niewielkie, sięgają zaledwie 0,7 proc. PKB.

Eksperci MFW skłaniają się raczej ku takim rozwiązaniom podatkowym, których wprowadzenie przynosiłoby jednocześnie inne, wymierne i bardziej powszechne korzyści, np. ku większemu opodatkowaniu emisji dwutlenku węgla. Największe nadzieje pokładają jednak w ograniczaniu wyjątków w systemach podatkowych (np. w zmniejszaniu liczby stawek VAT), likwidacji ulg i odstępstw. Zalecają szukanie rozwiązań, które pozwoliłyby uprościć systemy nakładania i ściągania podatków.

Tak, czy inaczej - zdaniem MFW - zmiany w systemach podatkowych wymagać będą zainicjowania dyskusji i debat parlamentarnych. Po koronawirusie klimat społeczny do zmian podatkowych może być lepszy, ale większe szanse na przeforsowanie autentycznych zmian bez wzbudzania oporów społecznych, czy wywoływania ucieczki najbogatszych podatników przed fiskusem będą miały rządy, które przedstawią wiarygodne, kilkuletnie plany wyjścia z kryzysu wywołanego przez COVID-19. Przy braku zaufania społecznego najbardziej prawdopodobnym scenariuszem może być dalszy wzrost publicznego zadłużenia.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

***

Dowiedz się więcej na temat: koronawirus | koronakryzys

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »