Wielka Brytania i Niemcy w strachu, globalne firmy szacują straty. Kto oberwie najmocniej cłami Trumpa?

Downing Street 10 przygotowuje się "na najgorsze", a brytyjski premier Keir Starmer nie wyklucza ruchów odwetowych; Porsche i Mercedes prognozują straty w miliardach euro, a niemiecka prasa nowe amerykańskie cła nazywa "niegodziwymi"; brukselscy biurokraci grzmią, że UE musi adekwatnie odpowiedzieć na nowe taryfy Trumpa, które - jak straszą niektórzy komentatorzy - mogą wywrócić światowy porządek gospodarczy. Świat czekał na "jeden z najważniejszych dni w historii współczesnej Ameryki" (właśnie tak moment ogłoszenia ceł wzajemnych nazwała sekretarz prasowa Białego Domu Karoline Leavitt). Dzisiaj wieczorem Donald Trump ogłosił je - jak na ironię - w ogrodzie różanym Białego Domu.

Jakby jednak nie liczyć, wprowadzenie nowych taryf wywoła rewolucję w światowym handlu, uderzy w łańcuchy zaopatrzenia, wreszcie zmieni cenniki producentów. Nawiasem mówiąc, jak przewidują ekonomiści, wzrost cen spodziewany jest także w USA. Kto więc oberwie najmocniej?

Kto oberwie najmocniej? Kuczyński: cła uderzą w samych Amerykanów

- Wbrew pozorom, nie jest trudno odpowiedzieć na pytanie, kto na pewno ucierpi po "dniu wyzwolenia Ameryki" - mówi w rozmowie z Interią Biznes Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych. - Otóż na pewno ucierpią Amerykanie - wyjaśnia przypominając, że ekonomiści za oceanem już próbowali wyliczać konkretne finansowe skutki polityki gospodarczej Trumpa dla przeciętnej amerykańskiej rodziny. - Z tych obliczeń wynika, że roczne koszty ceł Trumpa dla przeciętnej amerykańskiej rodziny sięgną 7, może nawet 8 tys. dolarów. - Najpewniej będzie to mniej, ale jednak Amerykanie powinni się przygotować na wyższe ceny - mówi Interii Piotr Kuczyński.

Reklama

Analityk zwraca jednak uwagę na ewentualne długoterminowe skutki wojny celnej prowadzonej przez USA ze światem. - Już teraz ośrodki analityczne prawdopodobieństwo wystąpienia recesji w USA zwiększyły do 35-40 proc. Coraz głośniej mówi się, że ostatecznie USA może czekać stagflacja (ponadprzeciętna inflacja połączona z hamowaniem gospodarki - red.) - wyjaśnia Piotr Kuczyński w rozmowie z Interią, choć nie wyklucza także scenariusza, w którym dzisiejszy "dzień wyzwolenia Ameryki" będzie (jak to już w przypadku Donalda Trumpa bywało) elementem nacisku na partnerów gospodarczych USA. - Może być tak, że teraz pod presją będą prowadzone jakieś negocjacje, a nałożone cła nie będą trwałe - przewiduje Piotr Kuczyński.

"Dzień wyzwolenia Ameryki". Rogalski: USA nie unikną kosztów wojny celnej

W podobnym tonie komentuje Marek Rogalski, analityk DM BOŚ. - Ameryka nie uniknie kosztów wojny celnej, a pamiętajmy, że na razie w medialnym przekazie dominują analizy dotyczące motoryzacji, a przecież mamy choćby wielki, międzynarodowy rynek żywności, czy inne branże - zwraca uwagę w rozmowie Interią. - Już teraz pojawiają się doniesienia, nie wiem na ile prawdziwe, że niemieckie koncerny motoryzacyjne szykują "odchudzanie" marek premium z przeznaczeniem na rynek amerykański, aby ograniczyć koszty i w ten sposób zmniejszyć skokowy wzrost ceny gotowego auta - mówi Marek Rogalski tłumacząc, że w ten sposób ucierpią konsumenci oczekujący produktu z wysokiej półki. - Ktoś nawet ostatnio spekulował, że Amerykanie obudzą się z tego snu dopiero wtedy, gdy na półkach zabraknie papieru toaletowego, bo nie będzie się opłacać sprowadzać drewna z Kanady - Marek Rogalski zwraca uwagę, że jeszcze do niedawna taki scenariusz uznalibyśmy za absurdalny, ale wydarzenia niebezpiecznie przyspieszyły i "wszystko jest możliwe".

- Mówiąc całkiem poważnie, nawet jeżeli w tym wszystkim doszukiwalibyśmy się ukrytej logiki, to jak w takim chaosie i nieprzewidywalności poczynań administracji Trumpa potężne koncerny mają przenosić produkcję do USA - pyta Marek Rogalski, odnosząc się do deklarowanego celu Trumpa, jakim jest powrót fabryk do Stanów Zjednoczonych.

Wielka Brytania w strachu. Będzie mocna odpowiedź?

Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer jest gotowy na najgorsze, a Downing Street szykuje się, aby odpowiedzieć na "brutalne" cła nałożone przez Amerykanów - w takim tonie komentuje "dzień wyzwolenia Ameryki" brytyjska prasa. 

"Wielka Brytania podejmie gorączkowe działania dyplomatyczne, aby doprowadzić do zniesienia części lub całości ceł obawiając się, że osłabią one wzrost gospodarczy i zniszczą rządową poduszkę finansową w wysokości 10 miliardów funtów" - taki scenariusz kreśli "The Sun", zastanawiając się, co się stanie gdy USA rzeczywiście uderzą w brytyjską gospodarkę nowymi taryfami.

Wydaje się, że Brytyjczycy podchodzą do poczynań Trumpa "ze specjalną troską" i raczej stawiają na dyplomację niż na buńczuczne wymachiwanie szabelką. Premier ma unikać "nerwowych taktyk" i udzielić Ameryce "spokojnej i opanowanej odpowiedzi". "The Sun" cytuje liderkę torysów Kemi Badenoch, która przekonuje, że umowa handlowa jest najlepszym sposobem na uniknięcie taryf i wzywa do "znaczącej dyplomacji".

"Niektórzy będą chcieli, abyśmy podjęli odwet handlowy. To tylko sprawi, że wszyscy będą biedniejsi" - przekonuje Badenoch.

Dodajmy, że handlowe stosunki USA i Wielkiej Brytanii od lat nazywane są "specjalnymi relacjami" (współpraca gospodarcza i kwestie bezpieczeństwa). USA są głównym kierunkiem brytyjskiego eksportu (grubo ponad 150 mld funtów wartości eksportu brytyjskich towarów i usług). Z kolei Wielka Brytania jest także ważnym odbiorcą towarów i usług amerykańskich (ok. 140 mld USD w 2022 roku).

Niemcy boją się o firmy motoryzacyjne. Porsche i Mercedes wyliczają potencjalne straty w miliardach euro

Porsche i Mercedes-Benz wyceniają na prawie 3,5 mld euro koszty wprowadzenia 25-proc. ceł na importowane samochody, które mają wejść w życie od 3 kwietnia, Jak informuje Bloomberg, jedna czwarta prognozowanych zysków wspomnianych firm w 2026 r. "wyparuje" w wyniku wojny celnej. Sytuacja dla niemieckich koncernów jest wyjątkowo niewygodna - amerykański rynek jest lukratywny - za oceanem sprzedają się marki premium. W ubiegłym roku Niemcy wysłali do USA pół miliona aut. Oczywiście rykoszetem oberwą dostawcy koncernów motoryzacyjnych. Do liczenia strat przygotowuje się Bosch czy Continental.

Niemieckie media grzmią na alarm i ganią amerykańską administrację. "Polityka celna Trumpa jest niegodziwa, lekkomyślna i będzie kosztować miejsca pracy i dobrobyt w Europie i USA. Ale może również przynieść spóźnioną korektę kursu w niemieckim przemyśle motoryzacyjnym, który przekonany o swoich ponoć unikalnych zaletach, zbytnio skupił się na luksusie" - napisał niemiecki "Handelsblatt", komentując ogłoszenie przez prezydenta USA Donalda Trumpa ceł na import samochodów.

Nawiasem mówiąc, strach w Niemczech przed "dniem wyzwolenia Ameryki" narasta i sięga fundamentalnych wartości. Lewicowy "Junge Welt" cytowany przez "Deutsche Welle" pisze: "Pieniądze i życie? Na razie nadrzędny celnik w Białym Domu zadowala się pieniędzmi i obcymi terytoriami (...). Niezależnie od tego, jakie będą cła odwetowe ogłoszone przez UE i jakkolwiek zareaguje administracja Trumpa, transatlantycka rywalizacja będzie nadal narastać. To będzie wszystkich kosztować pieniądze - miejmy nadzieję, że nie życie".

Tylko dla porządku dodajmy, że w 2024 roku to USA były największym partnerem handlowym Niemiec. Agencja DPA przytaczała dane, z których wynika, że niemiecka wymiana z USA w 2024 roku przekroczyła znacznie 250 mld euro (w poprzednich latach wyższe wartości osiągał niemiecki handel z Chinami, ale w ub.r. jego wartość zmalała). Niemcy miały nadwyżkę w handlu z USA sięgającą 70 mld euro.

Amerykańskie cła. Handel Chin z USA już się kurczy

Zanim Donald Trump ogłosi w ogrodzie różanym "dzień wyzwolenia Ameryki", skutki wojen handlowych prowadzonych przez amerykańską administrację już można ocenić na podstawie handlu USA z Chinami (Chińczycy odpowiedzieli na cła Trumpa swoimi cłami odwetowymi). Wyrywkowe dane podał Bloomberg - w pierwszych dwóch miesiącach roku Chińczycy kupili w Stanach Zjednoczonych 80 proc. mniej bawełny niż rok wcześniej. Zakupy amerykańskich aut z silnikami o dużej pojemności spadły w Państwie Środka o 70 proc. Zakupy ropy i gazu zmniejszyły się o 40 proc.

Ale uwaga: wojny celne (nawet sama ich zapowiedź) mogą zmienić łańcuchy dostaw i owocować nieoczekiwanymi zmianami w niektórych sektorach. Jak podał Bloomberg, w tym samym czasie (dwa pierwsze miesiące roku) do Chin trafiło prawie 50 proc. więcej soi oraz... procesorów i chipów.

Cytowany wcześniej Marek Rogalski (DM BOŚ) zwrócił uwagę w rozmowie z Interią, że globalizacja produkcji i zapętlone łańcuchy dostaw (także niejasne informacje z Białego Domu) praktycznie uniemożliwiają precyzyjne prognozowanie skutków ceł nakładanych przez USA. Dla przykładu, analitycy mBanku zauważyli, że USA unikają nakładania ceł na farmaceutyki. Eksperci zastanawiają się, czy i tym razem będzie podobnie.

Cła wzajemne uderzą w UE? Wspólnota ma nadwyżkę w handlu z USA

Dla Unii Europejskiej amerykańskie cła mogą być szczególnie bolesne. Warto pamiętać, że w 2023 r. państwa Unii Europejskiej wyeksportowały do USA towary o wartości ok. 502 mld euro, a import towarów z USA do UE osiągnął wartość 344 mld euro. Od lat w handlu UE z USA występuję nierównowaga pozwalająca Trumpowi na retorykę oskarżającą UE o wykorzystywanie USA.

W 2023 roku kraje UE odnotowały nadwyżkę w handlu z USA sięgającą 158 mld euro, ale od skali deficytu ważniejszy może być w tym wypadku udział eksportu do USA w całym unijnym eksporcie. Stany Zjednoczone przyjmują (w ujęciu wartościowym) prawie 20 proc. całego eksportu UE. UE odcięta od amerykańskiego konsumenta wpadłaby w poważne tarapaty. USA są najważniejszym odbiorcą unijnych towarów.

Dodatkowo, wymiana UE i USA odpowiadają łącznie za niemal 30 proc. światowego handlu towarami i usługami.

***

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »