Reklama

Wielka Brytania po Brexicie: szlaban dla polskich pracowników?

Wielka Brytania przedstawiła plany dotyczące systemu przyjmowania imigrantów zarobkowych po Brexicie. Proponowane rozwiązania premiują pracowników wysoko wykwalifikowanych i utrudniają podjęcie pracy tym gorzej wykształconym. To może oznaczać problem dla Polaków, którzy chcą wyjechać do pracy na Wyspy.

Rząd Borisa Johnsona chce wprowadzić punktowy system przyjmowania migrantów zarobkowych. Zgodnie z propozycją konserwatystów, żeby móc legalnie pracować w Wielkiej Brytanii po 31 grudnia 2020 roku, a więc po zakończeniu okresu przejściowego związanego z Brexitem, trzeba zdobyć 70 punktów. Znajomość języka angielskiego to 10 punktów. Posiadanie oferty pracy na Wyspach - 20 punktów. Praca na stanowisku dostosowanym do kwalifikacji - kolejne 20, co łącznie daje 50 punktów. Żeby dobić do możliwości podjęcia zatrudnienia w Wielkiej Brytanii po Brexicie, brakuje ich jeszcze dwudziestu. Mogą one zostać przyznane za wyższe kwalifikacje i lepsze wykształcenie, wyższy poziom zarobków, czy za zawód "deficytowy" z punktu widzenia brytyjskiego rynku pracy.

Reklama

Brytyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zapowiedziało, że po 31 grudnia 2020 r. obywatele Unii Europejskiej i obywatele krajów spoza Unii, będą traktowani na takich samych zasadach, jeżeli chodzi o możliwość podjęcia pracy na Wyspach. Słowem, po unijnej swobodzie przepływu pracowników - ani śladu, a obywatele UE nie będą mieli żadnej przewagi nad innymi kandydatami do pracy.

Co z Polakami na Wyspach?

W Wielkiej Brytanii przebywa obecnie ok. 900 tys. obywateli polskich. Zgodnie z informacjami podanymi przez brytyjskie MSW, ok. pół miliona z nich złożyło wniosek o status osoby osiedlonej, który jest niezbędny do pozostania na Wyspach po Brexicie. Co proponowane zmiany oznaczają dla Polaków, którzy chcą pracować, albo już pracują w Wielkiej Brytanii?

- Dla osób, które dopiero myślą o wyjeździe do pracy na Wyspy, to duża bariera, żeby wejść na rynek. Dla osób, które już uzyskały status osoby osiedlonej, to okazja żeby zastanowić się nad tym, czy chcą zostać w Wielkiej Brytanii, czy może wolą wrócić do kraju - mówi Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Do końca roku zmieni się niewiele. - Obecnie nadal mamy swobodę przepływu pracowników do Wielkiej Brytanii, ale od 1 lutego tego roku, a więc daty wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE - do 31 grudnia 2020 roku imigranci zarobkowi mogą wnioskować jedynie o 3-letnie przedłużenie okresu pracy. Osoby, które przyjechały przed 31 stycznia 2020 r. mają prawo do występowania o zezwolenie na pobyt stały, bez ograniczenia czasowego - wyjaśnia Kubisiak. I jak dodaje, proponowany system jest nakierowany głównie na nowych migrantów zarobkowych, którzy będą chcieli przyjechać do pracy na Wyspy po 31 grudnia 2020 roku.

- To może być duże ograniczenie, jeżeli chodzi o polską migrację zarobkową. To bardzo duża zmiana, której spodziewaliśmy się, jeżeli chodzi o kierunek wprowadzonych ograniczeń, ale nie jeżeli chodzi o szczegóły. Spodziewano się modelu czysto australijskiego, a więc punktowo-kwotowego, a Brytyjczycy dołożyli jeszcze próg zarobków - mówi Kubisiak. W Australii podjęcie zatrudnienia przez obcokrajowca jest uzależnione od wysokich kwalifikacji i sumy zebranych punktów. Władze ustanawiają też kwoty przyjmowanych migrantów, a więc stawiają ograniczenia w liczbach. Brytyjczycy maja inny plan. Nie będzie kwot, co w teorii oznacza, że Wielka Brytania będzie mogła przyjąć nieograniczoną liczbę pracowników wykwalifikowanych z całego świata, za to pojawi się próg zarobków.  

- Proponowane przez Brytyjczyków progi mocno ograniczą możliwość wyjazdu do pracy na Wyspy. Jeżeli zostaną wprowadzone, to trzeba będzie załatwić szereg formalności, wystąpić o wizę, przejść przez procedurę systemu punktowego. Premiowane będzie posiadanie oferty pracy przed wyjazdem. To wiele zmienia, bo do tej pory wiele osób podejmowano decyzję o wyjeździe do Wielkiej Brytanii spontanicznie, poszukując dla siebie nowych możliwości - twierdzi Andrzej Kubisiak z PIE.

Progi nie do przeskoczenia

Nowy plan przyjmowania imigrantów zarobkowych to wezwanie dla pracodawców, żeby odeszli od taniej siły roboczej z Europy kontynentalnej, inwestowali w automatyzację i utrzymanie dotychczasowych kadr. Zdaniem brytyjskich ekspertów nowy system może jednak mocno uderzyć w niektóre segmenty rynku pracy. Bo co na przykład z opiekunami osób starszych i niepełnosprawnych? Większość osób zatrudnionych w tym sektorze, to pracownicy o niskich zarobkach, a braki są odczuwalne już teraz. Szacuje się, że jedno na jedenaście stanowisk w domach opieki nie jest obsadzone. A migranci zarobkowi to jedna szósta wszystkich pracowników sektora.

Przykłady pracowników nisko opłacanych, czy o niższych kwalifikacjach można mnożyć - to osoby zatrudniane do tej pory w gastronomii, rolnictwie, przy pracach sezonowych, czy w budowlance. Teraz, nawet jeśli uznać ich za wykwalifikowanych, albo "deficytowych", to pojawia się problem poziomu zarobków. Zgodnie z projektem rządu torysów, próg wynagrodzenia konieczny do otrzymania wizy dla pracownika "wykwalifikowanego" zostanie obniżony z 30 tys. funtów do 25,6 tys. funtów rocznie, ale druga strona medalu jest taka, że osoby bez kwalifikacji i poniżej tego progu, w ogóle nie dostaną wizy i nie podejmą pracy na Wyspach. Próg jest niższy tylko dla migrantów zarobkowych wykonujących zawody "deficytowe" i wynosi 20,48 tys. funtów rocznie. Jak wskazują eksperci, w przypadku zawodu opiekuna niewiele to zmienia, bo zarobki na tym stanowisku i tak są niższe.

Skąd pomysł na wprowadzenie kryterium zarobkowego? - Mówi się, że próg finansowy został przewidziany, bo brytyjskie władze chcą zyskać pewność, że osoby które przyjadą do pracy, same się utrzymają i nie obciążą brytyjskiego systemu opieki - wyjaśnia Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Jak dodaje, to element racjonalny, gdyby nie fakt, że jeśli spojrzeć na obywateli Unii Europejskiej, którzy pracują na Wyspach, to w 80 proc. są to osoby aktywne zawodowe i takie, które utrzymują się samodzielnie. - Mało który Polak jeździ na Wyspy, żeby korzystać z socjalu. Dla nas może wydawać się to argument populistyczny - mówi Kubisiak.  I dodaje, że przez ostatnie 50 lat Wielka Brytania była otwarta na imigrantów. Brytyjczycy nie opóźniali także wejścia na rynek Polaków po 2004 roku, kiedy przystąpiliśmy do Unii Europejskiej. - Do tej pory gospodarka brytyjska w dużej mierze opierała się na pracy migrantów - wskazuje ekspert. Jak będzie w po 31 grudnia 2021 roku, trudno przewidzieć.  

Dominika Pietrzyk

Dowiedz się więcej na temat: brexit | praca za granicą | praca na Wyspach | Wielka Brytania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »