Reklama

Wirus oczyszcza chińskie powietrze, ale pustoszy gospodarkę

Wstrzymanie pracy wielu zakładów przemysłowych w wyniku epidemii koronawirusa spowodowało, że w Chinach gwałtownie spadło zapotrzebowanie na energię elektryczną. Z drugiej strony ograniczenia w transporcie przełożyły się na spadek zużycia ropy naftowej. Dzięki temu emisja CO2 spadła w ostatnich dwóch tygodniach o 100 mln ton - szacuje Carbon Brief. Ale to jedyne dobre wieści.

Reklama

W tym roku Chińczycy nie mogli po przerwie związanej ze świętowaniem Nowego Roku wrócić do pracy. Musieli pozostać w domach, by zapobiec rozprzestrzenianiu się groźnego wirusa. Wprowadzono też ograniczenia w transporcie, szczególnie kołowym. Problematyczny stał się przewóz ludzi i towarów. Nastąpił drastyczny spadek połączeń lotniczych. Loty krajowe spadły nawet o 70 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem.

Reklama

W ciągu trzech tygodni od 3 lutego średnie zużycie węgla w elektrowniach spadło do poziomu najniższego od czterech lat. Nic dziwnego, środki zapobiegawcze, które miały powstrzymać rozprzestrzenianie się epidemii koronawirusa, spowodowały zmniejszenie produkcji nawet o 15-40 proc. w kluczowych sektorach przemysłu. A to przemysł odpowiada w największym stopniu za zużycie energii. W efekcie nastąpił spadek emisji dwutlenku węgla, z ok. 400  mln ton w analogicznym okresie zeszłego roku do ok. 300 mln ton.

Pytanie, jak sytuacja będzie się kształtować w długim terminie. Bezpośredni efekt w dłuższej perspektywie może być znacznie bardziej ograniczony. Jak podaje Carbon Brief, zmniejszenie zużycia energii i emisji o 25 proc. przez dwa tygodnie oznaczałoby spadek zaledwie o 1 procent w skali roku. Trzeba też pamiętać, że Chiny mają znaczącą nadwyżkę zdolności produkcyjnych we wszystkich głównych branżach emitujących CO2. A to oznacza, że jeśli sytuacja się poprawi, wolumeny produkcji, a w ślad za nimi emisje, mogą szybko nadrobić zaległości.

Wirus zaatakował gospodarkę

Tymczasowe ograniczenie emisji to jedyny pozytywny aspekt tej sytuacji. Skutki epidemii są opłakane, zarówno jeśli chodzi o liczbę ofiar, jak i ekonomiczne następstwa epidemii. Produkcja wielu branż stanęła w miejscu, wstrzymane są wypłaty, mniejsze firmy walczą o przetrwanie, istnieje realna groźba, że gospodarka chińska drastycznie spowolni, a w ślad za nią podąży gospodarka globalna.

Jeśli popyt nie ruszy choćby ze względu na ograniczające konsumpcję niewypłacone wynagrodzenia,  produkcja może nie wrócić szybko do dawnych poziomów. Poza tym problemy mogą być wciąż odczuwane na przykład przez sektor budowlany opierający się na migrujących pracownikach. Gdyby utrzymane zostały ograniczenia w przemieszczaniu się, branża nie mogłaby działać normalnie.

Problemem mogą okazać się budżety gospodarstw domowych, które mają pozaciągane długi. Brak przepływu pieniędzy w czasie zamknięcia zakładów może sprawić, że część długów stanie się niespłacalna. Podobnie w przypadku niedużych firm. Zdarza się, że zaciągają one krótkoterminowe zadłużenie, by spłacać należności długoterminowe.

Rząd widzi ryzyka

Władze mają świadomość zagrożeń, jakie niesie za sobą obecny stan rzeczy. Wzywają banki do rolowania pożyczek, a samorządy do obniżania czynszów i innych kosztów ponoszonych przez firmy. Ten rok miał być przecież rokiem pokazowym chińskich osiągnięć gospodarczych.

Pekin zachęca lokalne władze, by miały na uwadze skutki gospodarcze podejmowanych przez siebie decyzji. Te jednak najwyraźniej bardziej boją się rozwoju epidemii niż zamrożenia biznesu jeszcze przez jakiś czas.

Teoretycznie na początku marca rząd chiński powinien podać cel PKB na 2020 rok. Ze względu na epidemię podanie szacunków może przeciągnąć się w czasie.

Bardzo niepokojące dane z chińskiej gospodarki napłynęły już w zeszłym tygodniu. Indeks PMI dla przemysłu w Chinach spadł w lutym do 35,7 pkt., podczas gdy jeszcze w styczniu wynosił 50 pkt. Natomiast PMI dla usług spadł do 29,6 pkt. z 54,1 pkt poprzednio. To największe miesięczne spadki tych wskaźników w historii. PMI powyżej 50 pkt. oznacza ożywienie w sektorze.

COVID-19 uderzy w światowy PKB

OECD w najnowszej projekcji szacuje spadek chińskiego PKB w tym roku poniżej 5 proc. Obniża jednocześnie swoje szacunki globalnego wzrostu PKB w 2020 r. do 2,4 proc. z 2,9 proc. wcześniej, o ile szczyt epidemii w Chinach wystąpi w I kwartale, a epidemie w innych krajach będą miały łagodny przebieg i będą ograniczone w skutkach. W samym I kwartale może światowy PKB może być nawet ujemny.

Epidemia rozpoczęła się w grudniu zeszłego roku na targu w Wuhan w środkowych Chinach. Od tego czasu rozprzestrzeniła się na ok. 50 krajów. Od 31 grudnia 2019 r. do 1 marca tego roku zanotowano ponad 87 tys. potwierdzonych przypadków COVID-19, w tym prawie 3 tys. zgonów. Pojawia się jednak światełko w tunelu - w centrum epidemii, w Wuhan, zamknięto jeden z 16 tymczasowych szpitali dla zakażonych. Liczba nowych infekcji wykrytych w mieście była najniższa od 26 stycznia. Już osiemnaście chińskich regionów obniżyło poziom alertu epidemiologicznego.

Monika Borkowska

Dowiedz się więcej na temat: gospodarka światowa | koronawirus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »