Reklama

Wirus zadał potężny cios amerykańskim bankom

Polskie banki narzekają, że ich zyski są mniejsze o prawie połowę niż przed rokiem. Ale co dopiero dzieje się w USA? Tam zyski wszystkich banków spadły w I półroczu o 70 proc. do 37 mld dolarów. Kryzys zadał im potężny cios, ale jest szansa, że nie będą upadać jak po poprzednim. Ich skarbce zalało tsunami depozytów - 2,3 biliona dolarów.

Co się takiego stało, że zyski banków dramatycznie spadły i czy grozi to sytuacją jak w 2008 i w 2009 roku, kiedy upadł Lehnam Brothers, a rząd ogromnymi pieniędzmi uratował przez katastrofą Citigroup czy Bank of America? Nic takiego im nie grozi - zapewniają amerykańscy nadzorcy. Kapitały banków są dużo wyższe niż w 2008 czy w 2009 roku, choć w ciągu półrocza obniżyły się o ponad punkt procentowy.

Reklama

Na razie kapitały nie topnieją, bo nie widać wielkich strat, choć nieco przybyło instytucji, które już mają straty. W poprzednim kryzysie było inaczej - nagle okazało się, że banki w USA mają potężne straty, dużo większe niż kapitały wielu z nich. I dlatego rząd musiał ratować chwiejące się olbrzymy. Teraz zyski spadają, bo banki od razu tworzą bardzo wysokie rezerwy, zanim straty zaczynają się pojawiać.

Rezerwy tworzone zawczasu na spodziewane straty są powodem załamania się zysków, ale wciąż chronią kapitały banków. Banki w USA utworzyły w I kwartale tego roku 53 mld dolarów rezerw na spodziewane straty, a w II kwartale - 62 mld dolarów, czyli prawie cztery razy więcej niż w tym samym okresie przed rokiem. To był najważniejszy powód spadku zysków - podała Federal Deposit Insurance Corporation, czyli amerykański ubezpieczyciel depozytów, odpowiednik naszego Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Kredyty psują się natomiast umiarkowanie, co oczywiście jest zasługą gigantycznych wydatków rządu na wsparcie przedsiębiorstw i konsumentów. Odsetek niespłacanych kredytów (przez 90 dni lub dłużej) hipotecznych w stosunku do wszystkich udzielonych na ten cel wyniósł na koniec I półrocza 1,37 proc., gdy na koniec zeszłego roku było to 1,12 proc. Kiedy szalał poprzedni kryzys, odsetek ten wynosił nawet ponad 7 proc.

W przypadku kredytów dla przedsiębiorstw odsetek złych wyniósł 1,01 proc. (wobec 0,79 proc. na koniec 2019), a gdy chodzi o kredyty konsumenckie - nawet się poprawił do 0,9 proc. z 1,02 proc. Ale banki amerykańskie utworzyły na koniec I półrocza na niespłacane kredyty rezerwy dwukrotnie większe od całej wartości takich należności. Porównajmy - pokrycie rezerwami niespłacanych kredytów w 2009 roku wynosiło zaledwie 57 proc.

Kryzys się na razie przyczaił i nie pokazuje tak ostrych pazurów jak poprzedni. Rentowność aktywów (ROA) banków w I połowie roku spadła do 0,37 proc. z 1,29 proc. na koniec 2019 roku. Rentowność kapitałów (ROE) obniżyła się do 3,52 proc. z 11,39 proc. przed wybuchem pandemii. Jeśli spłacalność kredytów się bardzo wyraźnie nie pogorszy na razie nie ma powodów do paniki.   

Obniżki stóp procentowych po wybuchu pandemii były drugim powodem spadku zysków i rentowności banków. Marża odsetkowa netto (czyli różnica netto miedzy tym, ile banki zarabiają na udzielonych kredytach, a ile płacą za depozyty) na koniec II kwartału tego roku obniżyła się do 2,81 proc. z 3,36 proc. na koniec 2019 roku. Osiągnęła najniższy poziom w historii.   

Programy pomocowe spowodowały, że skarbce banków zalało natomiast tsunami depozytów. W ciągu I półrocza ich wartość zwiększyła się o prawie 2,3 biliona dolarów. Operacje prowadzone przez bank centralny Fed powodują, że nie ma mowy o braku płynności w sektorze finansowym.    

- Ten napływ (depozytów) świadczy o publicznym zaufaniu do systemu bankowego, a także o zdolności systemu do zaspokojenia bezprecedensowych potrzeb klientów - mówiła Jelena McWilliams, szefowa FDIC na konferencji prasowej.

W swym wystąpieniu podkreśliła, że banki pomimo pandemii nie ustały z udzielaniem kredytów. To oczywiście zasługa pomocy publicznej, a ściśle mówiąc gwarancji rządowej agendy Small Business Administration. Instytucje kredytowe w USA udzieliły dzięki temu 480 mld dolarów kredytów małym i średnim firmom. O taką kwotę wzrosła wartość wszystkich kredytów udzielonych przez banki w USA w ciągu I półrocza tego roku.

Teraz jest pytanie czy i kiedy ludzie i firmy zaczną wydawać te 2,3 biliona dolarów, które przybyły na ich rachunkach w bankach. To ponad 10 proc. rocznego PKB. Jeśli je szybko wydadzą, gospodarka ruszy żwawo i wzrosną ceny. Jeśli zachomikują je na gorsze jeszcze czasy, recesja w USA będzie trwała dłużej.

ram

Dowiedz się więcej na temat: wirus | bankowość | gospodarka światowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »