Reklama

Wirusowe straty odrobimy dopiero pod koniec przyszłego roku

Spadek PKB w II kwartale sięgnie 8-10 proc. - przewiduje prezes Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys, zastrzegając, ze szybkość zmian powoduje bardzo dużą niepewność prognoz. Jego zdaniem dopiero na koniec 2021 roku nasz PKB powinien osiągnąć wartość ubiegłorocznego, czyli wyjdziemy na "zero" i przejdziemy kryzys.

Na jakiej podstawie możliwe są takie prognozy? Polski Instytut Ekonomiczny co dwa tygodnie prowadzi badania próbie ważonej 400 przedsiębiorstw na temat tego jak polskie firmy zareagowały na pandemię i lockdown. Piąta edycja przeprowadzona pod koniec maja pokazuje stopniową poprawę sytuacji przedsiębiorstw. Od początku maja następuje stopniowe "odmrażanie" kolejnych sektorów gospodarki i przedpandemicznych kontaktów międzyludzkich. Paweł Borys dodaje, ze poprawa sytuacji to także efekt działań antykryzysowych rządu.  
  - Podstawowy cel działań antykryzysowych wydaje się, że jest osiągany. Było nim zabezpieczenie strony podażowej gospodarki, a więc funkcjonowania przedsiębiorstw i ochrona miejsc pracy - powiedział Paweł Borys na zdalnej konferencji prasowej PIE.

Głębszy oddech firm

Reklama

To, że sytuacja w przedsiębiorstwach stopniowo wraca do normy pokazują badania PIE. Mniej firm niż w poprzednim badaniu (35 proc.) deklaruje spadek liczby nowych zamówień w porównaniu do końca kwietnia. Maleje także odsetek przedsiębiorstw odnotowujących spadek sprzedaży, choć jest ich wciąż 43 proc.

- Cieszy nas trochę to, że spada odsetek firm, które odnotowują spadek sprzedaży. Jest to mniej o 6 punktów procentowych niż w badaniu realizowanym dwa tygodnie wcześniej. Najważniejsze jest, że od badań z początku kwietnia rośnie odsetek firm, które mają wzrost sprzedaży (...) Najgorzej było w połowie kwietnia (...) Następuje poprawa zamówień zwłaszcza wśród firm produkcyjnych - powiedział Piotr Arak, prezes PIE.

54 proc. firm twierdzi, że dostępne im środki, czyli płynność finansowa, pozwoli im przetrwać okres powyżej trzech miesięcy, gdy w połowie kwietnia uważało tak 39 proc. przedsiębiorstw. Zaledwie 5 proc. mówi o zupełnym braku płynności, ale w połowie kwietnia odsetek ten był ponad dwa razy wyższy.

- Brak płynności dotyczy tylko i wyłącznie 5 proc. przedsiębiorstw. To bardzo ważne i  pokazuje, że gospodarka ma już jakieś tętno - mówił Piotr Arak.

Jeszcze na początku kwietnia aż 28 proc. badanych przedsiębiorstw zapowiadało, że będzie zwalniać pracowników, a tylko 2 proc. planowało zwiększenie zatrudnienia. W najnowszym badaniu kondycji firm zwolnienia planuje już tylko 5 proc. Dwukrotnie wzrósł odsetek przedsiębiorstw firm zamierzających zwiększyć liczbę pracowników - z 7 proc. do 14 proc.

- Plany redukcji zatrudnienia deklaruje najniższy odsetek ze wszystkich badań do tej pory (...) Duże firmy ewidentnie nastawiają się na to, że będą znowu zatrudniać, żadna z nich nie planuje zwolnień i cięć - mówił Piotr Arak.

- Ewentualne redukcje w zatrudnieniu już się dokonały. W kolejnych miesiącach będziemy mogli zobaczyć te osoby w rejestrach bezrobotnych. Ten wzrost nie będzie tak bardzo wysoki, jakby zakładała część analityków - dodał.

- Wydaje się, że Polska uniknie bardzo znaczącego skoku bezrobocia (...) Będzie to miało wpływ na popyt i na konsumpcję w najbliższych miesiącach - skomentował Paweł Borys.

Coraz mniej przedsiębiorstw chce także ciąć płace. Udział przedsiębiorstw planujących utrzymanie dotychczasowego poziomu wynagrodzeń wzrósł z 36 proc. na początku kwietnia do 78 proc. na koniec maja. Obniżki planuje już tylko 9 proc. firm.

31 proc. firm uznaje, że ich sytuacja poprawiła się po "odmrożeniu" gospodarki, a dla 49 proc. sytuacja nie uległa zmianie. W ostatnich badaniach 18 proc. firm deklaruje, że powróciło już do sytuacji finansowej sprzed pandemii. 24 proc. badanych przedsiębiorstw nie było w stanie określić, kiedy nastąpi pełna odbudowa ich sytuacji finansowej, wskazując terminy dłuższe niż rok.

- Tu już takiego optymizmu nie widać. Połowa firm mówi o tym, że ich sytuacja poprawi się w końcówce tego roku, a duża część, ze dopiero w następnym. Znaczy to, że pandemia odcisnęła swoje piętno na kondycji finansowej przedsiębiorstw - powiedział Piotr Arak.

- Pomimo tego, że sytuacja poprawia się, to odbudowa nam zajmie trochę czasu - dodał.

W jakiej sytuacji jest teraz polska gospodarka?

Z danych potwierdzonych przez badania PIE widać, ze dno kryzysu osiągnęliśmy około połowy kwietnia. Od początku maja coraz większa liczba branż wraca do aktywności. Jednak odbudowa popytu może zająć nawet kilka miesięcy.

- Widać powrót do aktywności wielu branż po odmrażaniu gospodarki. Jesteśmy teraz na poziomie ok. 85 proc. tego sprzed wybuchu kryzys, czyli przełomu lutego i marca - skomentował Paweł Borys.

Zerwane łańcuchy dostaw powodują, ze przemysł ma wciąż problemy. Branża motoryzacyjna zmaga się z ogromnym spadkiem popytu, a odpowiada za 10 proc. polskiego PKB. Paweł Borys mówi, że działania antykryzysowe okazują się jednak skuteczne. Dodaje, że po dwóch miesiącach od ich uchwalenia do gospodarki wpłynęło ok. 70 mld zł. "Tarcza" - poprzez fakt, że umożliwia umorzenie subwencji jeśli przedsiębiorstwa utrzymają zatrudnienie - przeciwdziała chęci do zwalniania pracowników.  

Prezes PFR poinformował, że Fundusz w ramach "tarczy finansowej" wypłacił do tej pory blisko 43 mld zł dla ok. 230 tys. firm. Trzy czwarte z nich były to mikroprzedsiębiorstwa. Najwięcej dostała branża handlowa, potem przetwórstwo przemysłowe oraz budownictwo.

- Odsetek firm, którym się poprawiło, jest związany z działaniem tarczy - powiedział.

Ryzyko eksportowe i inwestycyjne

Wzrostowi bezrobocia przeciwdziałają dopłaty do "postojowego" oraz wynagrodzeń do skróconego czasu pracy. W obu tych trybach zatrudnienie utrzymuje ok. milion osób, na co poszło ok. 16 mld zł. Zwolnienia ze składek na ubezpieczenia społeczne to kolejne ok. 12 mld zł. Drugi milion osób jest na zasiłkach opiekuńczych w ramach których ZUS wypłaca 80 proc. wynagrodzenia.

- W tych danych widać wyraźnie, ze sektor przedsiębiorstw został zabezpieczony przed największym ryzykiem masowych upadłości - powiedział Paweł Borys.

- Kolejnym wyzwaniem na najbliższe kwartały staje się pytanie jak pobudzić popyt - dodał.

Jego zdaniem, największymi czynnikami ryzyka są eksport oraz spadek inwestycji w sektorze prywatnym. Natomiast przy stabilnej sytuacji na rynku pracy konsumpcja prywatna powinna stabilizować wzrost gospodarki w najbliższych miesiącach. Sposobem na pobudzenie popytu mają być inwestycje publiczne, na które - według deklaracji rządu - ma pójść 30 mld zł.

- Bardzo ważne jest, żeby inwestycje publiczne mogły zrekompensować spadek inwestycji prywatnych - powiedział.   

Prognozy obarczone są w czasie wybuchu pandemii ogromnym ryzykiem - zastrzega Paweł Borys. Przede wszystkim nie wiadomo było jaka jest dynamika epidemii i jak długo będzie trwać lockdown. Ale "odmrożenie" gospodarki i tempo poprawy jej pulsu pozwala już mówić o pewnych scenariuszach.

Z tymi zastrzeżeniami mówi, że spadek PKB w II kwartale może wynieść ok. 8-10 proc., a dno nastąpiło w II połowie kwietnia. Od III kwartału dynamika gospodarki będzie się poprawiać kwartał do kwartału, choć rok do roku będą to wciąż wartości ujemne. Do końca 2021 roku nasz PKB powinien powrócić do poziomu sprzed kryzysu, czyli do wartości z 2019 roku.

Jacek Ramotowski


Dowiedz się więcej na temat: koronawirus | kryzys gospodarczy | PKB | PKB Polski | PREMFOOD | Paweł Borys

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »