Reklama

Wojciech Szeląg: Unia Europejska i odpowiedzialność profesorów

Zgódźmy się na początek co do kwestii podstawowych - planeta Ziemia nie jest płaska i krąży wokół gwiazdy Słońce, a nie odwrotnie, w naszych ziemskich realiach obowiązuje prawo powszechnej grawitacji, szczepionki na COVID-19 nie zawierają złowrogich chipów, Holocaust jest faktem historycznym, a dwa razy dwa równa się cztery. Uznanie pewnych prawd za wykazane raz na zawsze nie jest przejawem myślenia stadnego, a przyjęciem pewnych podstawowych sensów, bez których nasz świat stałby się jednym wielkim Relatywizmem. Nie inaczej jest z obecnością Polski w Unii Europejskiej, chociaż ostatnio...

Polityk obozu rządzącego zamówił i przedstawił raport z którego miałoby wynikać, że do członkostwa w Unii Europejskiej Polska dopłaca grube miliardy. Rzecz całą można by po prostu wyśmiać np. stwierdzeniem że pobierając wysoką pensję w Parlamencie Europejskim, Patryk Jaki i jego partyjni koledzy chcą po prostu zmniejszyć finansowe straty Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, robią to z odrazą, ale przecież nie dla siebie, a "dla Polski". 

Można zastanawiać się jak nazwać pobieranie wynagrodzenia od okupanta, skoro jesteśmy pod "brukselską okupacją". Można też zauważyć, że skoro w tym samym czasie inny polityk tego samego obozu rządzącego mówi o niezwykłych wprost korzyściach z udziału Polski w UE, to jeden z panów po prostu kłamie, co powinno mieć - ale mieć nie będzie - efekty w postaci decyzji personalnych. Można by tak długo, ale... sprawa jest poważna.

Reklama

CZYTAJ: Konrad Szymański: Polska zyskuje na członkostwie w UE

Nie miejsce tu na szczegółową analizę zgodności z prawdą tego co przedstawił Patryk Jaki, zrobili to już zresztą eksperci, którzy podane zestawienia liczb i wnioski nie tyle zrównali z ziemią, co wprost je w nią wdeptali. Ważniejsze wydaje mi się co innego: w czasach gdy bombardowani jesteśmy informacjami, których często sami nie potrafimy zweryfikować, w epoce fake newsów, botów, trolli i innych form świadomej, cynicznej dezinformacji, twardym gruntem dla prawdy pozostaje nauka. 

Ileż naszych dylematów przecina stwierdzenie, że "naukowcy uznali / ustalili / stwierdzili / wykazali / udowodnili! Odpowiedzialność przedstawicieli nauki za prawdę wydaje się dziś większa niż kiedykolwiek wcześniej. Brak tej odpowiedzialności powinien zatem mieć równie wyjątkowe konsekwencje.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Raport "Saldo transferów finansowych między Polską a Unią Europejską" - oprócz Patryka Jakiego - sygnują dwaj profesorowie: Tomasz Grzegorz Grosse z Uniwersytetu Warszawskiego i Zbigniew Krysiak ze Szkoły Głównej Handlowej. Zapamiętajcie te nazwiska. 

Tytuły naukowe i nazwy renomowanych uczelni miały oczywiście dodać znaczenia publikacji. Ileż to razy w historii politycy wykorzystywali naukowców by "uzasadnili" ich najdziksze i najbardziej ponure idee. Chciałbym wierzyć, że obaj profesorowie zostali w tej sprawie potraktowani instrumentalnie, ale jakoś nie mieści mi się w głowie że dorośli ludzie mogliby być aż tak naiwni. Wiem jedno - fałsz nie jest "inną opinią" czy "odmiennym punktem widzenia do którego każdy ma prawo". Kłamstwo jest zaprzeczeniem prawdy, atakiem na nią i na nas, na ludzi, którzy mają zaufanie do wiedzy i wykształcenia, do poszukiwania prawdy za wszelką cenę, do wiary że ona istnieje, a nie jest tylko zmiennym efektem gry politycznych interesów. 

Do tej wiary, która czasem wydaje nam się ostatnim szańcem Sensu (właśnie tak, wielką literą) w oszalałym świecie.

Wojciech Szeląg


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »