Reklama

Wojna gospodarcza Zachodu z Rosją? Najbardziej skorzystają Chiny

Zaostrzenie sankcji gospodarczych sprawi, że Rosja odwróci się od Europy w inną stronę - twierdzą przedstawiciele niemieckich kół gospodarczych.

Przewodniczący Komisji Wschodniej Gospodarki Niemieckiej Eckhard Cordes ostrzegł w poniedziałek (17.03) w Berlinie, że w razie nałożenia ostrzejszych sankcji gospodarczych na Rosję za jej politykę wobec Ukrainy "Rosja zacznie w coraz większym stopniu odwracać się od Europy, a głównym wygranym w kryzysie krymskim będą Chiny, co nie leży w naszym interesie". Komisja Wschodnia reprezentuje około 6200 firm niemieckich, prowadzących działalność gospodarczą w Rosji. W tej roli działa także na Ukrainie, Białorusi, w państwach kaukaskich, w Europie Południowej i Wschodniej oraz w Azji Środkowej i Wschodniej.

Reklama

Nie chcemy wojny gospodarczej z Rosją

Niemieccy eksperci obawiają się skutków otwartej wojny gospodarczej z Rosją i liczą na to, że wprowadzone już sankcje ograniczą się do czysto symbolicznych kroków, takich jak restrykcje wizowe i zamrożenie kont rosyjskich i ukraińskich oficjeli uwikłanych w rosyjską politykę wobec Krymu.

- Państwa zachodnie nie mają żadnego interesu w tym, aby wdać się w konflikt gospodarczy z Rosją - oświadczył Jörg Krämer, naczelny ekonomista Commerzbanku w wywiadzie udzielonym Deutsche Welle. - Dlatego też najprawdopodobniej zdecydują się na sankcje, które będą miały charakter drobnych nakłuć szpilką. - Nie muszą one pociągnąć za sobą automatycznie negatywnej spirali złożonej z kolejnych, coraz surowszych, sankcji i retorsji - twierdzi Krämer.

- Kryzys krymski już w obecnym stadium wyrządził wystarczająco dużo zła - wtóruje mu Volker Treier, ekspert ds. handlu zagranicznego w centrali Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (DIHK). - Niemiecko-rosyjskie stosunki gospodarcze mocno na nim ucierpiały, o czym świadczy zamrożenie planowanych, dużych inwestycji dotyczących także gospodarki energetycznej - powiedział w rozmowie z reporterem DW.

- W Rosji zainwestowaliśmy ponad 20 mld euro - przypomniał Treier. Nie wszystkie nasze inwestycje są zagrożone w tym samym stopniu. Niektóre firmy podjęły działania, mające je uchronić przed skutkami możliwej wojny gospodarczej. Na przykład należąca do koncernu BASF duża firma energetyczna Wintershall z siedzibą w Kassel chce przekazać rosyjskiemu Gazpromowi całą działalność w zakresie dystrybucji gazu ziemnego i jego magazynowania na terenie Niemiec. Prezes spółki Wintershall Rainer Seele powiedział, że dysponuje już wszystkimi, niezbędnymi zezwoleniami na to i teraz trzeba jedynie podjąć odpowiednie działania operacyjne.

- Nie wszystkim musi się podobać myśl, że część niemieckich zbiorników do magazynowania gazu znajduje się w rosyjskich rękach - stwierdził Volker Treier. - Z drugiej strony także w obecnej sytuacji czynnikiem pozytywnym jest wzrost wzajemnego uzależnienia gospodarczego, gdyż staje się ono dodatkowym czynnikiem nacisku na podjęcie rozmów - uważa ekspert DIHK.

Mamy wystarczające zapasy gazu

Wspomniany wcześniej naczelny ekonomista Commerzbanku Jörg Krämer stoi na stanowisku, że Rosja nie zdecyduje się na zakręcenie Niemcom kurka z gazem. - Niemcy importują z Rosji jedną trzecią gazu ziemnego, co może sprawiać wrażenie, że są w dużym stopniu od niej uzależnione. Z drugiej strony jednak mamy zawsze do dyspozycji innych dostawców gazu. Możemy go sprowadzać z Bliskiego Wschodu i z Afryki Północnej. Poza tym dzięki łagodnej zimie, nasze zbiorniki gazu są pełne po brzegi i dysponujemy wystarczającymi rezerwami tego nośnika energii - podkreśla.

- Wojna gazowa? To bzdura! - twierdzi szef wielkiej spółki energetycznej E.ON z siedzibą w Düsseldorfie Johannes Teyssen. - Rosja od 40 lat dostarcza nam punktualnie i niezawodnie gaz i w tym czasie nie było ani jednego dnia, w którym użyłaby go w charakterze broni strategicznej.

- Rosja użyła już gazu jako broni - zaprzecza mu Krämer, ale, jak tłumaczy, postąpiła tak wobec państw leżących w jej bezpośredniej sferze wpływów, na przykład wobec Ukrainy. Faktem jednak jest, że na Zachód zawsze dostarczała gaz bez najmniejszych zakłóceń, w czym nie ma nic dziwnego, gdyż 70 procent rosyjskich wpływów dewizowych płynie z eksportu gazu i ropy naftowej. Rosja jest gospodarczo słaba i nie może sobie pozwolić na utratę klientów na Zachodzie.

Kryzys krymski nie zaciąży zatem na większą skalę na jej współpracy gospodarczej z Zachodem, twierdzą niemieccy eksperci. Świadczy o tym podana w niedzielę (16.03) informacja o tym, że niemiecki koncern energetyczny RWE chce sprzedać za ponad 5 mld euro swój dział wydobywczy DEA rosyjskiemu funduszowi inwestycyjnemu LetterOne, należącemu do holdingu Alpha Group, którego głównymi udziałowcami są rosyjscy oligarchowie z multimiliarderem Michaiłem Fridmanem na czele.

Rząd w Berlinie oznajmił w poniedziałek (17.03), że nie dostrzega w tym zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego kraju, ale zastrzega sobie prawo sprawdzenie planów sprzedaży firmy DEA rosyjskim inwestorom. Szefostwo koncernu RWE odniosło się do tej informacji ze spokojem i oznajmiło, że nie spodziewa się żadnych przeszkód ze strony polityków.

Rolf Wenkel / Andrzej Pawlak, red. odp.: Elżbieta Stasik, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »