Reklama

Wprowadzić cła na import z Rosji

Europejski Kongres Finansowy rekomenduje wprowadzenie specjalnej opłaty na rosyjskie towary i usługi importowane przez kraje Unii. Pieniądze z tej opłaty miałyby być przeznaczone na specjalny europejski fundusz odbudowy Ukrainy. Wcześniej obłożenie rosyjskiego gazu specjalnymi taryfami zaproponowali słynni światowi ekonomiści.

Propozycję wprowadzenia specjalnej opłaty na importowane z Rosji przez kraje Unii towary i usługi przedstawił były premier Jan Krzysztof Bielecki podczas odbywającej się podczas EKF debaty na temat powojennej odbudowy Ukrainy. Przypomnijmy, że to właśnie polski rząd, którego premierem był Jan Krzysztof Bielecki, jako pierwszy na świecie uznał w grudniu 1991 roku niepodległość Ukrainy.

Według ekspertów EKF opłata nałożona na import z Rosji do Unii powinna być na tyle wysoka, aby koszt importowanych rosyjskich towarów i usług przewyższał koszt podobnych towarów i usług importowanych z innych krajów. Kwoty z tej opłaty specjalnej powinny być przeznaczane na europejski fundusz odbudowy Ukrainy.

EKF proponuje również mechanizm zapobiegający obchodzeniu opłat z pomocą państw trzecich poprzez wprowadzenie świadectwa pierwotnego pochodzenia towarów i usług.

Unia Europejska zgodziła się nałożyć do końca roku embargo na import rosyjskiej ropy, które obejmie 90 proc. sprowadzanego dotąd surowca z Rosji. Embargo nie będzie dotyczyć Węgier, Czech i Słowacji, na które przypada pozostałe 10 proc. importu. Przyjęta w maju strategia REPowerEU zakłada całkowite uniezależnienie się od rosyjskich paliw kopalnych, a więc także od gazu, do 2027 roku.

Reklama

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

W jaki sposób nie dotować rosyjskiej wojny

Niedawno światowej sławy ekonomiści Olivier Blanchard i Jean Pissany-Ferry opublikowali na stronach Peterson Institute for International Economics studium na temat polityki fiskalnej i monetarnej w warunkach wojny oraz sankcji. Uważają oni, że łagodzenie szoku cenowego ropy poprzez dotacje czy też obniżki podatków, VAT lub akcyzy, nie są skuteczne - z punktu widzenia sankcji - gdyż przeciwdziałają obniżeniu popytu. A sankcje dadzą efekty, jeśli nie będzie popytu na to, co eksportuje Rosja.

- Dotacja tego typu (jak obniżka VAT lub akcyzy) nie wpłynie na zwiększenie podaży, ale też nie obniży popytu, który powinien osłabnąć pod wpływem wzrostu cen. Jeśli dotacja utrzymałaby popyt na ropę, nie będzie powodu do obniżenia jej cen. To znaczy, że - w skrajnym przypadku - dotacja tego rodzaju pozwoli cenom jeszcze wzrosnąć - napisali Olivier Blanchard i Jean Pisani-Ferry.

Dlatego właśnie tego typu "dotacja" w ostatecznym rachunku trafia do producenta ropy, czyli do Rosji, wspierając jej agresję i prowadzoną wojnę. Może też oczywiście wspierać równocześnie Rosję i monopol na lokalnym rynku, jeśli taki występuje. Przypomnijmy, że polski rząd w ramach tzw. tarczy antyinflacyjnej dokonał obniżek podatków na gaz czy ropę subsydiując w ten sposób prowadzoną przez Rosję wojnę (póki Rosja nie wstrzymała dostaw gazu). Polska nie była jedynym krajem, który popełnił ten błąd, bo VAT na ropę obniżyła także np. Francja, a akcyzę - np. Niemcy.

Ekonomiści argumentują ponadto, że wprowadzenie opłaty nałożonej na gaz importowany do Europy z Rosji byłoby bardzo dobrym rozwiązaniem wspierającym sankcje. Dlaczego właśnie na gaz, a nie na ropę? Bo Rosja może sprzedawać swoją ropę w Azji, jak zresztą robi to, po znacznie niższych cenach. Tania rosyjska ropa wypiera innych dostawców z Azji, co powinno wpływać na spadek cen na światowych rynkach.

Trzeba zapłacić cenę za przeciwdziałanie szantażowi

Z gazem jest inaczej niż z ropą, bo cała rosyjska infrastruktura zbudowana została po to, żeby tłoczyć go właśnie do Europy. Rosja jest nie mniej uzależniona od sprzedaży gazu w Europie niż część państw Europy od zakupu rosyjskiego gazu. Ale wskutek nałożenia dodatkowych opłat, ceł czy podatków na gaz z Rosji popyt na surowiec z tego kierunku dodatkowo by malał sprzyjając poszukiwaniu i kontraktowaniu dostaw z innych źródeł. Byłoby to zgodne ze strategią REPowerEU.          

Faktem jest, że Gazprom ograniczył dostawy surowca do 12 unijnych krajów, a do całej Wspólnoty wysyła jedynie połowę tego, co eksportował w ubiegłym roku i na rynkach nie ma wystarczającej ilości gazu, by ten z Rosji zastąpić. Ale to kolejny element taktyki szantażu i reguły postępowania w takich sytuacjach mówią, że nie wolno mu ulec nawet jeśli cena tego będzie wysoka.

W tej sytuacji tym bardziej wskazana byłaby taryfa na importowany z Rosji gaz. Olivier Blanchard i Jean Pisani-Ferry tłumaczą, iż rządy nie powinny wykorzystywać dochodów z taryfy na rosyjski gaz na dotowanie zużycia energii w sposób, który obniża krańcową cenę gazu na rynku europejskim. Rozwiązanie proponowane przez EKF polegające na przeznaczeniu pieniędzy z dodatkowych opłat na fundusz odbudowy Ukrainy przychodzi tu z pomocą.

Jacek Ramotowski

Zobacz również: 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »