Reklama

Wróci wiatrakowe eldorado? Polskie gminy zacierają ręce

Wprowadzenie w 2016 r. tzw. ustawy odległościowej niemalże powstrzymało rozwój energetyki wiatrowej w Polsce. Dwa lata po jej wdrożeniu rząd obiecuje złagodzenie ograniczeń dla wiatraków. Czy to zahamuje rosnące ceny energii? Taki jest cel podjętych działań. Ale nie jedyny. Dla wielu gmin wpływy z podatków od farm wiatrowych były największą pozycją w budżecie. Nowe przepisy mocno ograniczyły te wpływy. Czy ich liberalizacja poprawi sytuację samorządów?

Zasada 10h, nad której złagodzeniem pracuje obecnie Ministerstwo Energii, ustanowiła minimalną odległość instalacji wiatrowych od zabudowań i terenów chronionych. Nie można ich było budować bliżej niż 10-krotność wysokości całej turbiny.

Reklama

Wprowadzenie ograniczenia doprowadziło do wyłączenia spod inwestycji ok. 99 proc. powierzchni Polski, spowodowało powstanie luki inwestycyjnej, wyhamowało rozwój całego sektora OZE w Polsce, w tym mocy z wiatru, a także zagroziło realizacji celu OZE na 2020 r. i dało gorszy punkt wyjścia do realizacji celu na 2030 r.

Z punktu widzenia małych gmin, bo głównie na takich terenach przed wprowadzeniem ustawy stawiano wiatraki, nowe przepisy zainicjowały powolny koniec tej gałęzi odnawialnych źródeł energii w Polsce. Niewielki odsetek terenów oraz zmienność przepisów nie zachęcały też potencjalnych inwestorów, co odbijało się na kondycji gmin.

- Wiatraki w naszym powiecie rozwijały się bardzo dynamicznie. W momencie, gdy zwiększono odległość między wiatrakiem a zabudowaniami, praktycznie uniemożliwiono tworzenie nowych farm. To była dla nas ogromna szansa. Mieliśmy czystą energię, korzystali mieszkańcy, bo wydzierżawiając pole, korzystała gmina, bo miała podatki. To było korzystne dla wszystkich. Teraz nie ma możliwości stawiania na terenie powiatu wiatraków, bo spełnienie restrykcyjnych wymogów wprowadzonych w 2016 r. jest niemożliwe - mówi Bogdan Jarota, starosta zgierski.

Jak ocenia Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW), liberalizacja ograniczeń odległościowych dla farm wiatrowych jest krokiem w dobrym kierunku.

- To właśnie gminy i społeczności lokalne, które są bezpośrednimi beneficjentami wpływów np. podatkowych od inwestorów, powinny mieć możliwość decydowania, czy chcą mieć taką instalację w pobliżu - uważa. - Jeśli chcemy, by inwestorzy odzyskali zaufanie do państwa, to musimy zapewnić im stabilne i przejrzyste przepisy określające warunki, po spełnieniu których inwestor ma możliwość skorzystać z liberalizacji zapisów odległościowych - dodaje Gajowiecki.

Liberalizacja przepisów to dobra informacja dla potencjalnych inwestorów. Plany rządu chwali skupiająca przedsiębiorców Konfederacja Lewiatan, która wyraża nadzieję, że chętni do inwestowania w farmy wiatrowe wrócą do naszego kraju. Entuzjazm wobec ministerialnych planów jest jednak umiarkowany.

- Sposób odejścia od zasady 10h będzie można ocenić, gdy będą gotowe konkretne przepisy. Ze wstępnych informacji wynika, że liberalizacja tej zasady będzie możliwa przy projektach, które zyskają akceptację społeczną. Można domniemywać, że decyzję podejmować będzie rada gminy. Pytanie, czy uchwała rady gminy będzie aktem prawa miejscowego i w jaki sposób będzie modyfikowała miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego - zastanawia się Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Niepokojąca jest, jak dodaje, informacja, że każda inwestycja, która będzie w odległości 600 m i będzie miała akceptację społeczną, będzie mogła być realizowana.

- To, czy inwestycja może być realizowana i na jakich warunkach, powinno wynikać z oceny oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko, w trybie ustawy "ocenowej" i z decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach, a nie ze sztywno wpisanej w ustawie odległości - zaznacza Gajewski.

Przeciwnicy farm wiatrowych nie wierzą, że liberalizacja przepisów przełoży się na większą liczbę wiatraków. Nie spodziewają się bowiem powszechnego entuzjazmu mieszkańców gmin, na których terenach miałyby stanąć wiatraki.

- Nie przypuszczam, żeby zmniejszenie odległości do 600 metrów spotkało się z akceptacją społeczną, bo to będzie praktycznie to samo, co miało miejsce przed wprowadzeniem ustawy z 2016 r. Wiadomo, że wiatraki są częściowo w zawieszeniu - część zdążyła uzyskać decyzje środowiskowe, część poszła dalej i otrzymała pozwolenia na budowę. Przyglądając się temu, co w tej chwili się dzieje, uważam, że rząd szuka pieniędzy wszędzie, gdzie to możliwe i niemożliwe. W przypadku wiatraków to źródło poszukiwań jest w mojej opinii kontrowersyjne. Mam nadzieję, że rząd nie zapomni w tych poszukiwaniach o mieszkańcach okolic "przywiatrakowych" i nie zadzieje im się krzywda - mówi Aleksandra Kruszyna-Ksepko ze Stowarzyszenia Razem dla Mazowsza, które walczy z inwestycjami wiatrowymi na Mazowszu.

Na wiatraki kilka lat temu postawiła mazurska gmina Korsze. Decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę. Od 2011 r. na jej terenie 35 obiektów produkuje energię z wiatru.

- Za chwilę będą budowane kolejne wiatraki, w sumie 18 sztuk. Powstaną jeszcze w tym roku, ale to jeszcze na starych zasadach, bo inwestycje te na czas uzyskały pozwolenie na budowę. Na nowych zasadach, wprowadzonych w 2016 r., nie byłoby to możliwe. Gdyby rząd wcześniej wprowadził ograniczenia odległościowe, nie mielibyśmy nic - ani tych 35 wiatraków, które pracują od 2011 r., ani kolejnych w planach. Terenów, na których przy takich dużych odległościach można lokalizować elektrownie wiatrowe, po prostu nie ma - mówi Ryszard Ostrowski, burmistrz gminy Korsze.

Jego zdaniem mieszkańcy doceniają korzyści, jakie wynikają z faktu, że na terenie ich gminy ulokowana jest elektrownia wiatrowa.

- Na początku, dopóki ludzie byli buntowani przez jakieś nieodpowiedzialne osoby czy grupy, trochę się obawiali rzekomego oddziaływania wiatraków na ich zdrowie, ale tu nie ma o tym mowy. Straszono, że krowy nie będą dawały mleka, a kury nie będą niosły jajek i podobne bzdury rodem ze średniowiecza. Tymczasem inwestor przeprowadził badanie, które potwierdziło, że nie ma żadnych powodów do obaw i obecnie mieszkańcy ze spokojem podchodzą do informacji o kolejnej inwestycji - mówi burmistrz Ryszard Ostrowski.

IAneta Kaczmarek

Więcej informacji na portalu wnp.pl

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2018

Dowiedz się więcej na temat: farmy wiatrowe | ekologia | energetyka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »