Reklama

Wysokie stopy procentowe uderzają w finanse Polaków. Wyprzedać, co się da i spłacić kredyt

Rada Polityki Pieniężnej podnosi stopy procentowe już od października. Jak przekonała się Interia, Polacy są świadomi, że kredyty mogą jeszcze zdrożeć. Tylko niektórzy czekają na wakacje kredytowe. Inni obawiają się, że mogą mieć one podwójne dno.

- Spadliśmy z różowej chmurki - żali się Interii Marlena, matka dwojga dzieci, nauczycielka biologii w jednej z podwarszawskich szkół podstawowych. Do niedawna cała rodzina mieszkała na niespełna 40 metrach kwadratowych. - Nie było nam źle, ale dzieci zaczęły rosnąć, ciasno im było w małym pokoiku. Nam też się marzyła własna sypialnia a nie co wieczór rozkładana kanapa - opowiada nauczycielka. Kupili trzypokojowe mieszkanie, niewiele większe, ale nowe. Stare zostawili z myślą o dzieciach.

- Przeprowadziliśmy się niespełna rok temu. Odkąd kredyty zaczęły iść w górę nasza miesięczna rata wzrosła już o dwa tysiące złotych - skarży się Marlena. Ona i mąż zdają sobie sprawę, że to nie koniec podwyżek. Twierdzą, że pewnie "pod młotek" pójdzie mieszkanie, które trzymali dla dzieci. Do wakacji kredytowych podchodzą z dystansem. - Sama nie wiem. Wolę spłacić wcześniej - twierdzi nauczycielka. 

Oddają państwu, to co dostają

Marianna i jej rodzina, podobnie jak rodzice, przez całe życie mieszkała w mieście. - Byłam mieszczuchem, który marzył o ogródku - wspomina. Przed dwoma laty pracę w księgarni zamieniła na kwiaciarnię na prowincji, a mieszkanie - na dom na wsi. - Zamarzyliśmy sobie, że nie będziemy wynajmować lokalu, wpłacać do skarbonki bez dna, tylko go kupimy - opowiada. Pieniędzy ze sprzedaży M3 wystarczyło na lokal, jego remont i dom z ogródkiem. Ale wkrótce potem sąsiad sprzedawał łąkę.

- Postanowiliśmy kupić konie i otworzyć małą szkółkę jeździecką. Wzięliśmy kredyt i nas pokarało - wspomina. W maju, po raz pierwszy, żeby spłacić ratę musieli sięgnąć do 500+.

Reklama

- W życiu nie miałam takich wyrzutów sumienia, to tak jakbym odbierała jedzenie moim dzieciom - twierdzi Marianna i prosi, żeby w tekście zmienić jej imię. - Jeszcze ktoś się domyśli. Wakacje kredytowe? Jak najbardziej. - Oddam to, co wzięłam z pieniędzy na dzieci. Może wystarczy jeszcze na wakacje - cieszy się kobieta.  

Miała być radość a są obawy, co dalej

Marcin, 50-letni muzyk narzeka, że zanim w nowym mieszkaniu zdążył rozpakować z rodziną pudła z rzeczami, miesięczna rata kredytu za kupno wzrosła o 1700 złotych. Ojciec trójki dzieci - jak wielu innych - przed rokiem uznał, że skoro stopy procentowe albo stoją w miejscu albo maleją, to stać go na kupno wygodnego lokum, mimo że żona nie pracuje.

Na ponad 80 metrach kwadratowych ma wszystko, czego potrzebuje, łącznie z wyciszonym miejscem do gry i komponowania. - Mieliśmy dokładnie obliczone, przeanalizowane i wiedzieliśmy, że nas na to stać. Braliśmy pod uwagę, że może zmienić się koniunktura, wzrośnie oprocentowanie ale nie o tyle - zapewnia. Na razie nie widzą wyjścia. Biorą pod uwagę pójście do pracy żony, ale żłobki i przedszkola też kosztują. - Szukam dodatkowej pracy. Jak trzeba to zagram na weselu - mówi Interii muzyk. Nie wierzy, że wakacje kredytowe coś zmienią. - Kredytu to nie zmniejszy. Trzeba go będzie spłacić - mówi.  

Zamienić Polskę na Grecję albo Włochy

Jerzy, do niedawna współwłaściciel agencji reklamowej zapowiada, że wkrótce spakuje walizki. Ma wygodny dom z dużym ogrodem, ale kupił go za kredyt we frankach i mimo upływu lat, wielkość spłaty nie maleje. Przyznaje, że kiedy zaczęła się inflacja a za nią poszedł wzrost oprocentowania kredytów, wystawił dom na sprzedaż. - Liczę, że szybko znajdzie się kupiec. Oddam bankowi, co trzeba i wyjeżdżam - zapowiada.

Celem jest południe Europy, “bo tam też coraz drożej, ale często słońce świeci". - Mamy dorosłe dzieci a swój zawód mogę wykonywać, skąd chcę. Mam nadzieję szybko pozbyć się balastu i zacząć nowy rozdział - zapowiada. Twierdzi, że jego żona już wybrała dom, w którym mieliby mieszkać. - Z tarasu widać morze, czego nam więcej trzeba - twierdzi Jerzy.

Nie tylko właściciele kredytów stoją przed trudnym wyborem, co zrobić, z czego zrezygnować, aby poradzić sobie ze spłacaniem coraz wyższych kwot.  Jak wynika z sondażu United Surveys dla DGP, wielu Polaków zastanawia się czy wyjedzie na wakacje. Co piąty ankietowany rezygnuje z letniego wyjazdu, a co 12. pojedzie ale na krócej. Polacy są też świadomi, że ceny paliw dalej będą rosnąć. Co 4. jest przekonany, że za miesiąc litr benzyny będzie kosztował 8 złotych, niemal tyle samo spodziewa się ceny o złotówkę wyższej a kolejne 22,1 proc. obawia się, że przekroczy ona 10 złotych. 

Ewa Wysocka 

Zobacz również:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »