Reklama

Wzrost dynamiki wynagrodzeń bez przełożenia na presję płacową - raport IE NBP

Obserwowane w 2013 roku podwyżki płac nie prowadziły do nadmiernego wzrostu presji płacowej i nie wpłynęły na ograniczenie konkurencyjności kosztowej przedsiębiorstw - wynika z opublikowanego w czwartek przez Instytut Ekonomiczny NBP badania ankietowego rynku pracy.

"Choć w 2013 r. zaczęła rosnąć dynamika wynagrodzeń, nie ma przesłanek do stwierdzenia, że było to skutkiem większej presji płacowej" - napisano w raporcie.

Reklama

"Odsetek firm, w których wzrost płac przewyższał wzrost produktywności pracy wyniósł średnio w ciągu roku 5,5 proc." - dodano.

Autorzy raportu wskazują, że stopniowe ożywienie gospodarcze bardzo powoli przekłada się na poprawę sytuacji na rynku pracy i nie skutkuje wyraźniejszym przyśpieszeniem tempa wzrostu płac.

"Czynnikiem ograniczającym dynamikę wynagrodzeń jest powolny wzrost popytu na pracę i związane z nim utrzymywanie się stopy bezrobocia nadal na relatywnie wysokim poziomie (choć powoli obniżającym się)" - napisali.

"Ponadto istotny wpływ na tempo i sposób dostosowania rynku pracy do zmian koniunkturalnych mają niektóre czynniki strukturalne" - dodali.

W raporcie zaznaczono, że w 2013 roku - podobnie jak przed rokiem - poziom presji płacowej w Polsce utrzymywał się na historycznie najniższych poziomach.

"Presję płacową definiujemy jako sytuację, w której tempo wzrostu wynagrodzeń przewyższa wzrost wydajności. Wprawdzie wraz z ożywieniem gospodarczym zaczęły pojawiać się nieco silniejsze naciski ze strony pracowników na podwyższanie wynagrodzeń, zaś pracodawcy byli też bardziej skłonni spełniać żądania płacowe, jednak podwyżkom tym towarzyszył zazwyczaj adekwatny wzrost wydajności pracy" - napisano.

Autorzy raportu podkreślają, że dynamika wynagrodzeń, będąca faktyczną realizacją tych nacisków, utrzymała się w roku 2013 na relatywnie niskim poziomie 3,4 proc. rdr.

"W tym okresie, dzięki niskiemu poziomowi inflacji (0,9 proc. rdr), wynagrodzenia wzrosły w ujęciu realnym o 2,5 proc. rdr" - napisano w raporcie.

ROŚNIE ROLA USŁUG

Autorzy raportu wskazują, że od końca lat 90. systematycznie rosło zatrudnienie w usługach, a malało w przemyśle. "Obecnie ponad 60 proc. osób pracuje w sektorze usługowym" - napisano w raporcie.

"Miejsca pracy w usługach są mniej podatne na koniunkturę niż w przemyśle, ale większa stabilność miejsc pracy wiąże się z mniejszą stabilnością zatrudnienia (większa rotacja pracowników, umowy czasowe oraz znaczna rola elastycznych składników wynagrodzeń w sektorze usług). Około 60 proc. osób bezrobotnych wcześniej pracowało w usługach - to ok. dwa razy tyle, ile w przemyśle" - dodano.

MAŁE PRZEŁOŻENIE INWESTYCJI NA WZROST ZATRUDNIENIA

Według badania przedsiębiorstwa inwestujące w większości (70 proc.) nie planowały zmieniać zatrudnienia. "Inwestycje sprzyjały głównie ograniczaniu zatrudnienia, ale w miarę, jak rośnie rola sektora usług w gospodarce, w mniejszym stopniu przekładają się na redukcję zatrudnienia; często wiążą się z koniecznością zmiany stanowisk pracy, co zazwyczaj oznacza wymianę pracowników (zwiększa rotację), rzadziej zaś podnoszenie kapitału ludzkiego już pracujących osób" - napisano.

"Na skutek innowacji większość firm wymienia pracowników (nie zmieniając liczby etatów) lub ich zwalnia. Jeśli powstają miejsca pracy, związane jest to ze zwiększaniem mocy wytwórczych (niekoniecznie związanych z innowacjami)" - dodano.

Raport został przygotowany w Instytucie Ekonomicznym NBP we współpracy.

Dowiedz się więcej na temat: presja płacowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »