Reklama

Z impetem za granicę

Polski eksport rok w rok bije rekordy. Dzięki słabej złotówce, niskim cenom surowców i aktywności eksporterów. Różnie jednak ocenia się pomoc i rolę państwa.

W 2015 roku wartość polskiego eksportu przekroczyła 178 mld euro (wzrósł o 7,4 proc. rdr). Dało to nam 19. miejsce na świecie - tuż za Brazylią, a wyraźnie przed Szwecją.

Tendencja nie zmienia się i w tym roku. Jak podaje GUS, po I kwartale eksport miał już wartość 43,9 mld euro i był o 1,7 proc. większy rdr (w złotych o 4,2 proc.). Co więcej, według OECD w 2017 r. tempo wzrostu eksportu towarów i usług w Polsce (6,5 proc.) należeć będzie do najwyższych na świecie, ustępując tylko Indiom (10 proc.) i RPA (7,3 proc.).

Od 1995 r. nasz eksport urósł prawie sześciokrotnie!

Reklama

- Bez dwóch zdań: polski biznes idzie w świat; o tym świadczy też wzrost udziału eksportu w PKB, który wzrósł przez ostatnie 25 lat z 20 do 50 proc. - zauważa Janusz Piechociński, były wicepremier i minister gospodarki.

Mocni w pobliżu

Można też wskazać na co najmniej dwa inne "historyczne" wydarzenia dla naszej gospodarki. Już w roku 2015 obserwowaliśmy dodatnie saldo wymiany towarowej (3,68 mld euro), czego nie notowaliśmy od 1989 r., ale wtedy był to m.in. efekt drastycznych cięć w imporcie. Dodajmy, że po I kwartale br. saldo obrotów też było dodatnie (1,9 mld euro).

Nie ma jeszcze danych za 2015 r., lecz szacunki (np. PAIiIZ) zakładają, że w ub.r. skumulowana wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych naszych przedsiębiorstw też była rekordowa. Według stanu za 2014 r. (dane NBP), ich wartość wynosiła 95,2 mld zł.

Coraz więcej polskich firm stwierdza też, że rynek krajowy jest już zbyt ciasny.

- Na początku chcieliśmy być nr. 1 w Polsce, co się nam udało. Potem naszym celem była pozycja znaczącego gracza na rynkach ościennych - i to także się udało. Teraz jesteśmy trzecim producentem naczep w Europie - podkreśla Mariusz Golec, prezes spółki Wielton, który w zeszłym roku przejął włoską spółkę, a w tym roku otworzył firmę w Niemczech.

Tego rodzaju ekspansja zagraniczna pozwala zyskać i silną pozycję rynkową spółki przejmowanej (często chodzi o uznaną markę lokalną), i jej kluczowych klientów; stwarza też możliwość pozyskania lokalnych menedżerów oraz lepszy dostęp do materiałów czy surowców.

- Chcąc wejść na rynek niemiecki, napotkaliśmy ścianę. Dlatego musieliśmy powołać spółkę na miejscu, gdyż jej pracownicy znają tamtejszą kulturę organizacyjną, są bliżej klientów i zapewniają szybszy serwis - dodał Golec.

Podobnie uważa Zbigniew Palenica, członek zarządu Solaris Bus & Coach: - Obecnie zatrudniamy menedżerów np. z Niemiec; mamy 100 zgłoszeń patentowych, na które pracuje 100 międzynarodowych inżynierów w ośrodku B+R.

Piotr Ambroziewicz, wiceprezes zarządu OT Logistics, przypomina, że bez odwagi i wizji nie da się prowadzić ekspansji zagranicznej. Ale firma musi do tego dojrzeć pod wieloma względami; no i dobrze się przygotować.

- Nie tylko kapitał daje przewagę; najważniejsze jest zaznajomienie się z różnicami kulturowymi. Są kluczowe szczególnie w dalszym rozwoju biznesu za granicą - podkreślał.

We Francji dominuje autorytarny styl zarządzania. We Włoszech czas jest pojęciem względnym, a w Niemczech rynek i relacje biznesowe są bardzo hermetyczne.

- Ale nie trzeba się bać silnej konkurencji, skoro naszym ludziom "bardziej się chce" - uważa Ambroziewicz. - To większe zaangażowanie polskich pracowników widać na każdym kroku. Stanowi ono często o naszej przewadze konkurencyjnej i sukcesie.

Odważnym szczęście sprzyja, jeżeli zachowają przy tym rozwagę. Weronika Achramowicz, z kancelarii prawnej Baker & McKenzie Krzyżanowski i Wspólnicy podkreśla rolę znajomości uwarunkowań prawnych kraju, w którym realizuje się ekspansję.

Jak wynika ze wspólnych badań Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej, PKO BP i kancelarii CMS, rośnie zainteresowanie polskich przedsiębiorstw przejęciami lokalnych firm z sektora MSP na rynku niemieckim. Założone często w okresie pozjednoczeniowego boomu, coraz częściej borykają się z brakiem następcy.

- Dla właścicieli takich firm przekazanie rodzinnej schedy w ręce dużych, anonimowych inwestorów jest często rozwiązaniem, którego pragnęliby uniknąć - mówi Igor Stenzel, prawnik z kancelarii CMS. - Dużo przychylniej spoglądają na inne rodzinne przedsiębiorstwa, które kontynuowałyby działalność według przyjętego modelu.

Trzeba zmian!

Analitycy podkreślają, że polski eksport jest nadmiernie skupiony na krajach bliskich, czyli Unii (79,3 proc. w ub. r.). Obniża to koszty i ryzyka finansowe, ale nadmiernie uzależnia od koniunktury na tych rynkach. Dla dywersyfikacji, ale i nowych możliwości warto wyjść na rynki pozaeuropejskie. Do tego nakłania też rząd. I deklaruje pomoc.

W tym roku kontynuowane są misje rządowo-biznesowe zarówno zgodnie z programami Go India (wyjazdy przedstawicieli Ministerstwa Rozwoju do Indii i Bangladeszu), Go China (podróż polskiego ministra spraw zagranicznych), Go Africa, jak i nowe - Go Iran (wizyta rządowo-biznesowa w marcu). Owocem tej ostatniej jest m.in. spodziewane ratyfikowanie przez Iran umowy o współpracy gospodarczej z Polską z 26 września 2015 r. To zaś otworzy drogę do wznowienia prac międzyrządowej komisji mieszanej ds. gospodarczych.

Pojawienie się na tzw. nowych rynkach nie jest oczywiście takie proste. Spowolnienie przeżywają Chiny, przestawiając się na rozwój bardziej zrównoważony, czyli tnąc wydobycie węgla kamiennego i produkcję stali, a rozwijając technologie OZE i nowoczesnego przetwórstwa przemysłowego. Tempo wzrostu wyraźnie osłabło też w większości krajów Afryki, szczególnie tych uzależnionych od notowań cen paliw i innych surowców. A Brazylia drugi już rok przeżywa gospodarczy regres.

Wiele polskich przedsiębiorstw na dalszych rynkach konkuruje ze sobą w "bratobójczej" walce cenowej.

- I zagraniczny kontrahent, zwracając się do kolejnego polskiego dostawcy, zawsze zaczyna negocjacje od najniższej wcześniejszej oferty - zaznacza Piechociński.

Kierunek Chiny

Nadal niewykorzystany jest potencjał polskiego eksportu do Chin - to truizm, jeśli wziąć pod uwagę dynamikę polskiej gospodarki i skalę chińskiego rynku.

- Chiny realizują globalną ekspansję, eksportują towary, transferują technologię i wiedzę, ale zależy im też na tworzeniu nowych powiązań infrastrukturalnych i gospodarczych - uważa Sue Anne Tay z Pionu Strategii Grupy HSBC. - Zwiększają zatem i wolumen importu, Polska ma więc do odegrania bardzo ważną rolę.

Według niej, w koncepcji Nowego Jedwabnego Szlaku chodzi nie tylko o to, by Chiny miały większy dostęp do Europy i vice versa. To także możliwość, aby Polska zyskała szerszy dostęp do innych, interesujących rynków Azji Środkowej.

- Jesteśmy obecni w Polsce, na Białorusi, w Rosji, w Kazachstanie oraz w Chinach, więc my jesteśmy już na Nowym Jedwabnym Szlaku i wpisujemy się w szansę, jaką stwarza inicjatywa "Jeden pas, jedna droga" - twierdzi Krzysztof Domarecki, przewodniczący rady nadzorczej Seleny.

Zdaniem Edwarda Zhu, wiceprezesa Polish Chinese Business Council, eksport z Polski do Chin to wciąż niewykorzystany potencjał. - Polska eksportuje głównie mięso i owoce, ale małe i średnie przedsiębiorstwa polskie nie mają odpowiedniej wiedzy i środków, które pozwoliłyby się im promować - zauważył Zhu.

W dyskusji o europejsko-chińskich relacjach w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach wskazywano na wiele uwarunkowań, jak bezpieczeństwo obrotu towarowego, przyspieszenie odpraw celnych, rozwój ofert finansowego wsparcia, powstanie instytucji, które pomagałyby rozwiązywać spory na zasadzie polubownych mediacji.

- Powinniśmy stworzyć komitet arbitrażowy, który zajmowałby się problematyką Nowego Jedwabnego Szlaku - powiedział Yintao Cao, przedstawiciel Social Academy of Science Chongqing.

Wsparcie Ministerstwa Rozwoju dla inwestorów w Chinach zadeklarował Adam Brożek, dyrektor Departamentu Współpracy Międzynarodowej.

- Chcielibyśmy, by inwestycje, które przyjdą z Chin do Polski sprawiły, że będą z tego czerpać benefity również nasze firmy. Obecnie toczą się rozmowy w Warszawie, w jaki sposób skoordynować wysiłki związane z inwestycjami infrastrukturalnymi zasilanymi przez chiński kapitał.

Na dalekich rynkach

- Indie to dziś najszybciej rozwijająca się gospodarka świata. Przeżywa też transformację, jesteśmy więc kołem zamachowym dla gospodarki światowej - przypomniał w Katowicach Ajay Bisaria, ambasador tego kraju w Polsce.

W roku fiskalnym 2015-16 PKB Indii urósł o 7,5 proc. Według rządowych prognoz, w następnych dwóch, trzech dekadach powinien notować dwucyfrowe tempo wzrostu.

- Jesteśmy otwarci na polskie firmy, a znaczącą rolę w tej współpracy ma odgrywać program Make in India - podkreślił Bisaria.

Ogłoszono go we wrześniu 2014 r. Cel? Ułatwienia w działalności gospodarczej na rynku indyjskim dla inwestorów krajowych i zagranicznych, a także sprzyjanie budowie infrastruktury produkcyjnej. Szacunki wskazują, że program Make in India zwiększy w 10 lat udział produkcji w PKB z 15 do 25 proc. i zapewni ok. 10 mln nowych miejsc pracy rocznie.

Polskie firmy mają ofertę, która wychodzi naprzeciw oczekiwaniom tamtejszego rynku. Wystarczy wymienić sektor węglowy, energetyczny, obronny, branżę medyczną, meblarstwo czy branżę rolno-spożywczą...

Zdaniem Piotra Kłodkowskiego, rektora Wyższej Szkoły Europejskiej w Krakowie, ambasadora RP w Indiach w latach 2009-14, problemem może być samo wejście na rynek indyjski, głównie dla firm małych i średnich. Dlatego istotne będzie wsparcie ze strony państwa i samorządów. Takim systemem objęto dotychczas trzy branże (meblarska, sprzęt medyczny i żywność); w październiku dojdą maszyny i urządzenia oraz wyroby i materiały budowlane.

- Życzyłbym sobie, by zaangażowanie naszej administracji w Indiach było większe - zaznacza Radosław Domagalski-Łabędzki, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju. - Intencją jest wzmocnienie placówki w New Delhi i otworzenie w przyszłym roku nowej w Bangalore.

A szanse zwiększenia obecności polskiego biznesu w Afryce? I tu pojawia się kilka nowych wątków. Andrzej Polus, prezes Polskiego Centrum Studiów Afrykanistycznych, namawia do stworzenia nowej strategii współpracy z Afryką. Ostatnia, powstała w 2004 r., jest jego zdaniem całkowicie nieaktualna.

Jacek Jankowski, ambasador RP w Etiopii, uważa, że Polska powinna kupić udziały w African Development Bank: - Chodzi o zaangażowanie kilku milionów dolarów, które pomogą zwiększyć możliwości inwestycyjne i informacyjne.

Przedstawiciele krajów afrykańskich podawali w trakcie Kongresu konkretnie przykłady możliwości współpracy i kierunki jej rozwoju. Tidiane Rock Badian Kouyate, doradca prezydenta Mali, przypomniał na przykład, że kraj ten ma bogate złoża rud metali (to m.in. trzeci producent złota w Afryce), ale przemysł wydobywczy rozwija się słabo. Dla gospodarki problemem pozostaje też brak systemów irygacyjnych - do zagospodarowania jest 1,2 mln ha gruntów.

- Potrzebujemy przemysłu metalurgicznego i nowych inwestorów. Na razie inwestują u nas głównie Chińczycy i Koreańczycy. Z Polską prawie nie współpracujemy - podkreślał Kouyate.

Wyjątkiem jest firma Izodom: w Mali stawia domy o świetnych właściwościach izolacyjnych (działa też w Nigerii i RPA).

Przemysław Niesiołowski, dyrektor Departamentu Afryki i Bliskiego Wschodu w MSZ, podkreślał, że Afryka łaknie "wszystkiego" i ten stan potrwa długie lata.

- Potrzebne są zabezpieczenia prawne i instytucje wspierające inwestorów. Ale pamiętajmy też, że polskie firmy potrzebowały czasu po transformacji, by osiągnąć poziom rozwoju pozwalający na inwestycje w Afryce - przekonywał.

Okręt ze wsparciem

Ekspansja zagraniczna jednej firmy polskiej prowokuje też niekiedy sukces mniejszych firm podwykonawczych i dostawczych.

- Duża firma to często okręt flagowy, który prowadzi całą flotę mniejszych jednostek - podkreśla Mirosław Bendzera, prezes zarządu Famur.

Podobnie widzi perspektywy wejścia na rynek indyjski polskich firm okołogórniczych Robert Kwaśniak, wiceprezes Węglokoksu: - One same nie będą w stanie angażować się w większe przedsięwzięcia na tym rynku.

Czy zatem remedium na problemy w usadowieniu się na zagranicznych rynkach może być powstanie czempionów narodowych? Wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński zastrzega, że same firmy muszą chcieć stać się takimi przedsiębiorstwami, bo rząd ich nie wykreuje.

- Czempion to tytuł świetny, jeśli jest zdobyty, a nie darowany. Wierzę, że polskie firmy mogą mieć swą markę, która będzie uznana na świecie, lecz na to potrzeba czasu - przyznaje Maciej Witucki, prezes Work Service.

Jak echo wracała sprawa nie tylko silniejszego wsparcia ekspansji polskich firm, lecz i kompleksowej promocji Polski i jej potencjału gospodarczego. Zgodnie z zapowiedzią wicepremiera Mateusza Morawieckiego do końca czerwca powinien powstać projekt ustawy o promocji polskiego eksportu towarów i usług oraz ekspansji zagranicznej firm. Ma ona m.in. skoncentrować różne instytucje zajmujące się promocją eksportu (a także Polski) oraz ich budżety w instytucji roboczo nazwanej Agencją Wspierania Eksportu.

Kluczem byłaby tu lepsza pomoc dla eksportu poprzez bardziej elastyczne formy (może także eksportu dóbr inwestycyjnych, wymagających 5-10-letniego okresu finansowania), ale też decentralizacja i upowszechnienie systemu komunikacji o środkach i warunkach wsparcia.

Planowana jest też reforma wydziałów promocji handlu i inwestycji ambasad polegająca m.in. na większej motywacji radców handlowych i rozliczania z wyników na polu ekspansji firm polskich, jak i otwarciu nowych placówek. Może powstać ok. 20 nowych WPHI, w tym w Indiach (drugi), Birmie, Singapurze, na Filipinach, w Australii, Angoli, Tanzanii, Etiopii, Senegalu czy Meksyku.

Piotr Stefaniak

Więcej informacji w portalu "Wirtualny Nowy Przemysł"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »