Reklama

Zabawa w Pana Boga

Biotechnologie. 29 lat temu Genentech jako pierwszy przetworzył teorię modyfikacji komórek na produkt rynkowy - rekombinowaną insulinę. Dzisiaj globalny przemysł biotechnologiczny rośnie jak na drożdżach.

Ten, kto inwestuje w biotechnologie - zarabia dziś dużo i szybko. W 2005 r. światowy przemysł biotechnologiczny zanotował 18-proc. wzrost przychodów, rok wcześniej - 17-procentowy. Co pięć, sześć lat podwaja przy tym sprzedaż, a tak wysokie tempo rozwoju branży bio-tech utrzyma się przez co najmniej trzy najbliższe dekady - zapewniają eksperci.

Jeżeli w dodatku (np. w produkcji tanich biopaliw) dojdzie do technologicznego przełomu, ten wzrost może być jeszcze szybszy. Już kilka krajów, np. Brazylia, na masową skalę wytwarza takie paliwa, ale zazwyczaj metodą drogiego, dwuetapowego procesu rozkładu celulozy na glukozę, a następnie fermentacji glukozy na etanol. Obecnie testuje się natomiast jednoetapowy proces rozkładu i fermentacji celulozy, dzięki czemu można wykorzystać nie tylko drogie ziarno, ale i łodygi roślin.

Reklama

Jednak udział w boomie i perspektywa zjedzenia własnego kawałka biotechnologicznego tortu nadal są zarezerwowane dla ograniczonej liczby krajów (około 30). Do tego elitarnego klubu nie wchodzą przy tym wyłącznie państwa OECD. W czołówce plasują się już Chiny, Indie, RPA i wspomniana Brazylia. Kraje starej Unii Europejskiej, do których niegdyś należał prymat w odkryciach biotechnologicznych, pozostają daleko w tyle za liderami - USA i Kanadą.

A Polska? Nie figuruje w fachowych zestawieniach albo poświęca się jej w nich... siedem zdań, jak w najnowszym raporcie Ernst & Young "Beyond Borders 2006". Paradoksalnie - właśnie dlatego warto się zainteresować możliwościami stwarzanymi przez naszych naukowców. Bo czego jak czego, lecz projektów biotechnologicznych rodzi się u nas sporo. Finansowanie niektórych z nich może się okazać doskonałą inwestycją. Ryzykowną na wstępnych etapach rozwoju projektu, ale za to dającą superpremię. Na razie mamy co prawda tylko jeden taki spektakularny przykład - inwestycję Prokom Investment w Biotonie.

Dotychczas biotechnologie znajdują najbardziej widoczne zastosowanie właśnie w lecznictwie. Przełomy w leczeniu wyznaczają obecnie biofarmaceutyki, czyli leki wytwarzane nie w procesie syntezy chemicznej, lecz kontrolowanego rozmnażania biologicznych, odpowiednio zmodyfikowanych organizmów. W sprzedaży są już np. biofarmaceutyki drugiej generacji. Cechuje je wyższa skuteczność terapeutyczna niż leków tradycyjnych i możliwość podjęcia terapii na wczesnych etapach choroby. Do tej grupy należą choćby przeciwciała monoklonalne.

- W chorobach zapalnych jelit działają one nie na objawy choroby, ale na tak zwaną kaskadę zapalną - uściśla Mirosław Fila, dyrektor medyczny w UCB-Pharma.

Według jednej z teorii, jeszcze nieudowodnionej statystycznie, rozpoczęcie leczenia preparatami biologicznymi chorób, których przyczyną jest rozchwianie układu immunologicznego, może doprowadzić do "zresetowania" tego układu, a więc powstrzymania rozwoju choroby już na jej starcie.

Przed produktami bio-tech otwierają się zatem wielkie perspektywy także dlatego, że terapie oparte na lekach chemicznych natrafiają coraz częściej na bariery. Zewsząd dochodzą sygnały o wzroście odporności mikroorganizmów na "zwykłe" antybiotyki. Tymczasem biofarmacja oferuje produkty bliższe ludzkiej natury, działające na organizm nie ogólnie, ale wybiórczo, czyli trafiające celniej w konkretne schorzenie (tzw. leki celowane).

No i pozostaje jeszcze sprawa genetyki oraz jej "poprawiania". Na dziesięcioro noworodków troje ma wady genetyczne, które wcześniej lub później doprowadzą do uzewnętrznienia się choroby. W dodatku człowiek sam wytwarza 100 tys. białek, a każde z nich może zacząć źle działać, ulec mutacji i będzie wymagało naprawy defektu, np. biofarmaceutykami.

- Dlatego przed biotechnologią jest tyle furtek do otwarcia, że to praca na sto lat - mówi prof. Magdalena Fikus z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN.

Stale zresztą któraś z tych furtek jest uchylana. W tej dziedzinie dosłownie nie ma tygodnia bez publikacji dotyczącej kolejnego odkrycia. Także w Polsce bazują na tym firmy branży, m.in. spółka Celon Pharma.

A przecież - chociaż światowy rynek biofarmaceutyczny rozwija się tak dynamicznie, w zasadzie nie wyszedł poza fazę dziecięcą. Dotychczas nawet w USA zarejestrowano dopiero około 200 leków biologicznych i szczepionek, a w trakcie badania znajduje się kolejnych 300 produktów. Inna sprawa, że często niosą one nową jakość i prowadzą w wielu terapiach do przełomów. Dzięki temu jeszcze w tym dziesięcioleciu można oczekiwać postępu w zwalczaniu chorób uznawanych dotychczas za trudne do leczenia lub nieuleczalne: nowotworów, AIDS, chorób wirusowych i wieku starczego. Zarazem przemysł biofarmaceutyczny pozostaje wciąż elitarny. Tylko siedem światowych firm stricte bio-tech osiąga rocznie przychody przekraczające miliard dolarów.

Z czasem na pewno ich przybędzie, dlatego że w istocie biotechnologia służąca ochronie zdrowia daleko wykracza poza produkcję leków. W USA najprężniej rozwijają się np. biotechnologiczne metody diagnostyki zdrowia.

- To nie tylko profesjonalna charakterystyka stanów chorobowych, ale przede wszystkim doskonalsza prewencja - wyjaśnia dr Zbigniew J. Pietrzkowski, wiceprezydent Future Ceuticals USA.

Ponieważ przyczyną tylu zachorowań są wady genetyczne, analizy DNA - testy molekularne, markery genetyczne - pozwalają wykryć chorobę na wczesnym etapie rozwoju, co ma podstawowe znaczenie m.in. w terapiach onkologicznych. Identyfikację markerów genetycznych stosuje się także w nowoczesnej diagnostyce prenatalnej czy choćby w kryminalistyce.

- Powszechniejsze używanie markerów pozwoli zidentyfikować osobiste potrzeby chorych, co da początek tworzeniu leków o indywidualnym zastosowaniu - uważa dr Pietrzkowski. Gotowy nowy lek to jedno oblicze przemysłu bio-tech. A drugie?

GMO

Ponad 100 mln hektarów przekroczyła w 2006 r. na świecie powierzchnia upraw roślin zmodyfikowanych genetycznie (GMO). Informująca o tym The International Service for the Ac- quisition of Agri-biotech Applications (ISAAA) monitoruje nie tylko rosnący klub krajów i farmerów je uprawiających, ale też gospodarcze następstwa upowszechnienia się GMO. Dzięki zmianie kilku genów w kukurydzy, nadzwyczajnie wzrosła wydajność jej upraw - w USA z 80 buszli na 1 akr w 1970 r. do 150 obecnie, czyli z 50 do 95 kwintali z hektara. W mniejszym stopniu, jednak wyraźnie, zwiększyły się plony innych roślin GMO: soi, bawełny, rzepaku (kanoli), ryżu, a nawet popularnych u nas ziemniaków.

Naukowcy z branży bio-tech przyczynili się więc do kolejnej "zielonej" rewolucji - po tej z początku lat 60. XX w. - zwiększającej plonowanie. Znaczna część ludzkości kupuje sobie w ten sposób polisę. Jeżeli nie taką, która chroni przed głodem, to oszczędzającą ograniczone dobro, jakim jest ziemia. Ale większość farmerów czyni to po prostu z wyrachowania.

Przy uprawach roślin GMO zużywa się mniej paliw, herbicydów i pestycydów (tych ostatnich w latach 1996 - 2006 kupiono na świecie mniej aż o 224 mln ton), bowiem jednym z celów modyfikacji genów było uodpornienie roślin na szkodniki i choroby. Poprawiło to niepomiernie, przy wyższych plonach, rentowność produkcji rolnej i możliwość oferowania płodów rolnych po konkurencyjnych cenach. To właśnie dlatego farmerzy w USA, Argentynie, Brazylii, Kanadzie, Chinach, Indiach i 17 innych krajach stali się tak groźni dla unijnych rolników. Ci ostatni przyjęli w tej sytuacji postawę tkaczy z początku XIX w., broniących się przed wprowadzeniem krosien mechanicznych. Przejawem tego są z jednej strony rosnące dopłaty unijne do upraw, a z drugiej np. wymuszenie przez lobby farmerów ograniczeń w imporcie ziarna roślin GMO. Front łamią farmerzy hiszpańscy (60 tys. hektarów pod uprawami GMO), a także rumuńscy (100 tys. hektarów).

- Ponad 90 proc. spośród 9,3 mln farmerów uprawiających na świecie rośliny GMO reprezentuje małe, ubogie w zasoby gospodarstwa rolne, a w biotechnologii upatrują oni szansy na pewną redukcję swojej nędzy - skomentował Clive James, przewodniczący i założyciel ISAAA, prezentując w styczniu w Delhi najnowszy poświęcony tej tematyce raport.

Ta sama organizacja prognozuje, że do 2015 r. powierzchnia upraw roślin GMO może wzrosnąć dynamiczniej niż w ostatnich dziesięciu latach, pod warunkiem wcześniejszego opracowania nowych metod produkcji biopaliw. Norman Borlaug, noblista, ojciec pierwszej "zielonej rewolucji", uważa, że w ciągu następnych czterech dekad ludzkość będzie mogła znów podwoić produkcję roślinną, operując w dodatku w gorszych warunkach naturalnych.

Można także zakładać, że inżynieria genetyczna przyczyni się do zmian jakościowych w uprawach roślin GMO. Na rynek wchodzi tzw. żywność funkcjonalna. Na przykład odpowiednio zmodyfikowana kukurydza może uzupełniać brak żelaza w organizmie, a dzięki zwiększeniu zawartości witaminy E w rzepaku zwiększają się właściwości antyrakowe oleju. Już uprawia się ryż, który zawiera witaminę C.

Szacunki globalnej wartości produkcji przemysłu biotechnologicznego są bardzo rozbieżne. Wynika to z zaliczania do niej różnych produktów (np. wyrobów, których nie oparto na modyfikacji genetycznej, jak piwo, wino i sery) oraz surowców. Sama produkcja roślin GMO w 2006 r. szacowana jest przez ISAAA na 27 mld dolarów.

Warto przyjąć tu dane, jakie przytacza w swym raporcie Ernst & Young, uwzględniając zmodyfikowane produkty finalne. Według E&Y, światowy przemysł bio-tech w 2005 r. dostarczył wyrobów wartych ponad 63 mld dolarów. Raport nie podaje wprost danych opisujących struktury jego przychodów. Z charakterystyk dotyczących niektórych regionów można wnioskować, że wśród ośmiu jego sektorów dwa mają dominujące znaczenie i blisko 75-proc. udział w globalnych przychodach przemysłu biotechnologicznego. Są to przedsięwzięcia służące ochronie zdrowia (terapie genowe, diagnostyka chorób, przemysł biofarmaceutyczny, inżynieria tkanek) oraz produkcja rolna.

Teorie biotechnologiczne najskuteczniej zamieniają na dolary Stany Zjednoczone. Partycypują w 75 proc. przychodów globalnego przemysłu bio-tech, na ich terenie działa ponad 30 proc. wszystkich firm tego sektora, w USA patentuje się prawie 45 proc. związanych z nim wynalazków.

Dla porównania - Europa w 2005 r. miała 15,5-proc. udział w światowych przychodach bio-tech. Na początku lat 90. na Starym Kontynencie patentowano ponad 40 proc. wynalazków tej dziedziny, teraz tylko 30 - 33 procent. Od tamtej pory lepsze warunki dla innowacyjnego biznesu stworzyły właśnie Stany Zjednoczone, na teren których wyprowadziło się sporo firm europejskich. Powstały też nowe centra bio-tech, np. w Kanadzie, Australii oraz kilku krajach azjatyckich.

W Polsce jako dyscyplina naukowa biotechnologia prezentuje się dość okazale. Badania podstawowe prowadzi w tym zakresie 10 instytutów i zakładów PAN, badania stosowane - prawie 200 jednostek, a biotechnologów kształci 21 wyższych uczelni, których mury opuszcza co roku 1,5 tys. - 1,6 tys. magistrów i magistrów inżynierów.

A jednak tylko w małym stopniu przekłada się to na sukces gospodarczy. Znamienne jest, że zaledwie 20 proc. absolwentów różnych kierunków biotechnologii znajduje w kraju pracę zbliżoną do profilu swojego wykształcenia. To ważny barometr stanu polskiego przemysłu i usług bio-tech.

Źródła tej mizerii niektórzy upatrują w tym, że ośrodki naukowe realizują głównie albo badania podstawowe, albo projekty rozwiązań cząstkowych, doprowadzane do wczesnych etapów rozwoju. Na palcach obu rąk można policzyć przykłady powszechnie znane np. z USA, gdy polski pracownik naukowy bierze urlop w celu rozwinięcia własnego projektu. Zrobił tak Jarosław Dastych, obecnie prezes Proteon Pharmaceuticals z Warszawy, rozwijający projekt testu FCC (Fluorescent Ceel Chip), wykrywającego in vitro substancje wywołujące alergie i choroby.

Świat nauki twierdzi, że brakuje mu pieniędzy na rozwinięcie projektów. Pewien młody polski doktor biotechnolog narzekał niedawno, że mógłby dojść aż do etapu końcowych wyników badań, lecz jego uczelnia nie ma pieniędzy na zakup myszy humanizowanych (z wszczepionymi genami ludzkimi).

Z pewnością brakuje w Polsce i kapitału startowego, i venture capital gotowych włożyć pieniądze w ryzykowne inwestycje. Ale przedstawiciel jednego z nich powiedział niedawno, że to polski świat nauki nie daje mu szansy i nie wypełnia "kuponu totolotka". Przecież rocznie patentuje się u nas od siedmiu (2003 r.) do 41 (2002 r.) krajowych wynalazków z dziedziny bio-tech. Patent jest niezbędnym warunkiem rozpoczęcia prac nad wdrożeniami.

Najbardziej kosztowne badania oraz procesy wdrożenia produkcji leków spadają więc na barki zainteresowanych, czyli może kilkunastu firm.

22 marca z inicjatywy czterech podmiotów (Biomed Kraków, Celon Pharma, Gnexo i Pol-pharmex) zawiązała się biotechnologiczna spółka Mabion, której celem jest rozwijanie, wytwarzanie, a także sprzedaż przeciwciał monoklonalnych, na co udziałowcy przeznaczają 50 mln złotych. Rzecz godna odnotowania - po raz pierwszy w sektorze bio-tech w Polsce doszło do dobrowolnego połączenia sił intelektualnych z potencjałem firm produkcyjnych.

Są także pierwsze przykłady wspierania badań w początkowym ich okresie. W marcu Fundacja na rzecz Wspierania Polskiej Farmacji i Medycyny, istniejąca przy Polpharmie, przyznała dwa granty o łącznej kwocie 655 tys. zł dla dwóch zespołów bio-tech. Powstał też pierwszy w Polsce kapitał zalążkowy aniołów biznesu BAS, utworzony przy Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". Szlachetne, piękne przykłady. Tyle że w międzyczasie czołówka znów nam odjedzie. My wciąż bawimy się w Janka Muzykanta, a tam grają całe biotechnologiczne orkiestry.

Piotr Stefaniak

Kontrowersyjna zabawa genami

Ekolodzy podnoszą argument, że możliwa jest samoistna replikacja genów roślin transgenicznych i chwastów, w efekcie czego powstaną mutanty odporne na tradycyjnie używane środki chwastobójcze. Uważają również, że spożywanie nasion z roślin GMO powoduje nienaturalne przenoszenie genów między gatunkami i jest, albo może być, przyczyną rozwoju niebezpiecznych chorób, przekraczających bariery gatunkowe.

Najbardziej fundamentalne są dyskusje o manipulowaniu w genach człowieka. Wątpliwości moralne budzą niektóre rodzaje klonowania, np. z wykorzystaniem zygot ludzkich. W roku 2003 Komisja UE rozstrzygnęła dylemat, czy w celu leczenia śmiertelnych chorób można pobierać z ludzkich zarodków komórki macierzyste, a nawet specjalnie je w tym celu produkować. Ustaliła, że produkcja komórek macierzystych nie może być źródłem dochodu, natomiast wyniki takich badań nie będą podlegać patentowaniu, czyli mogą być powszechnie dostępne.

Zarazem badania nad wykorzystaniem komórek macierzystych formalnie są zakazane w tych krajach, w których prawodawstwo uznaje to za nielegalne. Wśród nich jest Polska...

Bioton globalny

Na świecie produkuje się rocznie 12 ton insulin, o wartości blisko 6 mld dolarów. W końcu ub.r. w tej globalnej produkcji 2,5-proc. udział miała spółka Bioton z Macierzysza pod Warszawą. Dzięki uruchomieniu w roku 2008 linii wytwórczej w zależnej spółce w Indiach i w drugiej fabryce, budowanej właśnie w Polsce, już w 2009 r. Bioton stanie się piątym dostawcą insuliny, dostarczając 10 proc. obecnej produkcji światowej.

- Idziemy zgodnie z wieloletnimi planami - powiedział nam Adam Wilczęga, prezes Biotonu. Spółka ta, założona w 1989 r. przez Instytut Biotechnologii i Antybiotyków oraz Zakład Włókien Chemicznych "Anilana", tworzy swoją historię od roku 1993. Uruchomiła wtedy produkcję antybiotyków, które zapewniały wysoką rentowność i pozwoliły myśleć o własnych badaniach nad nowymi produktami. Zaczęto rozwijać projekt wytworzenia insuliny rekombinowanej. Okazał się on na tyle kosztowny, że Bioton poszukał inwestora. Poważne rozmowy podjęli polsko-amerykański fundusz Enterprise Investors i Prokom Investments, przy czym na inwestycje zdecydował się Ryszard Krauze. Planowany pierwotnie budżet 5 mln dol. przekroczono czterokrotnie.

To z niego sfinansowano m.in. zakup w 1997 r. licencji na wytwarzanie ludzkiej insuliny (w skali laboratoryjnej), z zastosowaniem genetycznie zmodyfikowanego szczepu bakterii E.coli. Jednak to zespół badawczy IBA oraz Biotonu samodzielnie opracował i opatentował technologię przemysłowej produkcji insuliny, która ma handlową nazwę Gensulin. W 2001 r. znalazła się ona na półkach w pierwszych polskich aptekach. Obecnie Grupa Bioton S.A. składa się z pięciu spółek, w tym trzech za granicą (Rosja, Chiny i Singapur), jest także udziałowcem w joint venture w Indiach, Chinach i Izraelu. Bioton stawia przede wszystkim na nowe biofarmaceutyki. Wspólnie z kanadyjską firmą realizuje prace badawcze nad lekiem leczącym raka płuc. A we własnym laboratorium w Macierzyszu pracuje nad analogiem insuliny długodziałającej.

Celon Pharma nabiera rozpędu

Andrew Z. Fire i Craig C. Mello w roku 1998 ogłosili wyniki badań nad "zjawiskiem interferencji RNA, które polega na wyłączaniu genów za pomocą dwuniciowych fragmentów RNA", a w roku 2006 otrzymali za nie Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii. Już w roku 2004 próbę badań nad praktycznym wykorzystaniem tego zjawiska podjął zespół badawczy spółki farmaceutycznej Celon Pharma z Kiełpina pod Warszawą.

Interferujące RNA (nazywane siRNA), to krótkie fragmenty RNA. Za pomocą siRNA, które można otrzymywać syntetycznie, udaje się blokować choroby na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Metoda jest prosta pod warunkiem, że znane jest białko, które powoduje chorobę. Kilkadziesiąt firm na świecie stanęło więc do badań nad wprowadzeniem tej technologii, ale sprawdzanych jest najwyżej 20 takich związków.

Celon Pharma już opracował własną technologię modyfikacji chemicznych RNA w leczeniu komórek nowotworowych. Spółka opatentowała też grupę leków, które skuteczniej od dotychczas stosowanej chemioterapii blokują rozrost komórek raka.

- W badaniach laboratoryjnych i przedklinicznych uzyskaliśmy potwierdzenie wszystkich hipotez - mówi Maciej Wieczorek, prezes Celonu.

Do komercjalizacji produktu spółce potrzeba jednak od pięciu do sześciu lat. Znów kluczem są tu pieniądze na badania. Dotychczas Celon finansuje je z własnych środków, ze sprzedaży produkowanych leków generycznych.

- Nie wykluczam publicznej emisji akcji spółki lub związania się z inwestorem kapitałowym - stwierdza Wieczorek.

Strategią zarządu Celonu jest rozwinięcie projektu do początku lub środka II fazy badań klinicznych. A potem - poszukanie potencjalnych silnych partnerów zainteresowanymi dokończeniem badań i wprowadzeniem gotowego produktu na rynki światowe.

Agnieszka Tałasiewicz
partner w Ernst & Young

Pomimo postępującej globalizacji, w przemyśle biotechnologicznym wyraźnie utrzymują się różnice między rynkiem amerykańskim a krajami europejskimi. Jednak podstawowe wyzwanie, z którym przyjdzie się zmierzyć firmom bio-tech, bez względu na kraj pochodzenia, jest podobne i sprowadza się do zapewnienia odpowiednich zasobów finansowych na inwestycje.

Polski przemysł biotechnologiczny znajduje się we wczesnym, relatywnie, stadium rozwoju, ale swoją szansę wyraźnie dostrzegają firmy zajmujące się wytwarzaniem leków. W grze o jak największy udział w tym rynku Polska powinna wykorzystać swoje najważniejsze atuty, czyli dobrze wykształconych ludzi, a także umiejętność pozyskiwania dofinansowania z unijnych programów rozwojowych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »