Reklama

Zakręcić kurek, by wymusić pokój

Prawie miesiąc docierało się stanowisko UE w kwestii szóstego pakietu sankcji przeciwko Rosji, którego najważniejszym elementem jest odcięcie się od dostaw rosyjskiej ropy. By zerwać z dyktatem Kremla potrzeba czasu i pieniędzy, a Europejczycy muszą zmienić nawyki i sposób myślenia.

Surowce, zwłaszcza energetyczne, to potężny oręż służący realizacji imperialnych aspiracji Rosji. Od dawna konsekwentnie wykorzystywała swoje zasoby, by uzależniać Europę, a w ubiegłym roku podbiła stawkę - na fali rosnącego po pandemii popytu, ograniczyła dostawy, gwałtownie podbijając ceny.

Grupa Polsat Plus i Fundacja Polsat razem dla dzieci z Ukrainy

Reklama

Surowcowa broń

Atak na Ukrainę w lutym 2022 r. nastąpił  w momencie, gdy wpływy Moskwy ze sprzedaży surowców biły rekordy. W ubiegłym roku przekroczyły plany tamtejszego ministerstwa finansów o ponad 51 proc., osiągając 9,1 bln rubli (119 mld dol.). Tym samym stanowiły niemal 36 proc. budżetu państwa. Można zatem przypuszczać, że rekordowe ceny gazu i globalny kryzys energetyczny, na którym zarabiają dostawcy ze Wschodu, znacznie ośmieliły Putina do agresji. Jak wyliczył think tank Transport&Environment, rosyjski rząd mógł liczyć w ubiegłym roku nawet na 400 mln dol. wpływów z krajów Starego Kontynentu za dostawy ropy i gazu... dziennie!

Panika związana z wybuchem wojny dodatkowo zadziałała w interesie agresora, ponieważ ceny dalej szły w górę, a jednocześnie rósł popyt, bo wszyscy starali się w ekspresowym trybie zapełnić puste magazyny. Wpływy Moskwy ze sprzedaży węglowodorów już po  agresji są liczone w dziesiątkach miliardów dolarów, choć wszyscy mają świadomość, że oznacza to finansowanie nowych rakiet i czołgów zabijających ludzi i niszczących Ukrainę.

Surowce to ok. 60 proc. wartości importu, jaki trafia z Rosji do Europy - a to oznacza, że inne sankcje nakładane przez Unię - jakkolwiek dotkliwe i odbijające się na gospodarce agresora - nie są dla niej bezpośrednio aż tak dolegliwe jak mogłoby być pełne embargo na ropę i gaz. Trudno będzie jednak przeciąć tę pępowinę, a na pewno nie jest to możliwe w krótkim czasie.

Rosyjski gaz stanowi ok. 45 proc. importu błękitnego paliwa do Unii. Jednocześnie do UE trafia stamtąd ok. 3 mln baryłek dziennie ropy naftowej, czyli ok. 25 proc. dostaw z zagranicy. Ze Wschodu pochodzi również 46 proc. sprowadzanego do Europy węgla. W tym przypadku Unia już wcześniej zdecydowała się na wstrzymanie dostaw, na czym Moskwa ma stracić ok. 4 mld euro rocznie.

Embargo na ropę będzie dla Kremla znacznie bardziej dotkliwe, bo wpływy ze sprzedaży to sporo ponad 60 proc. budżetu Rosji. Jeśli uda się zrealizować wszystkie zaplanowane działania - czyli wstrzymać odbiór surowca poprzez porty morskie, a Polska i Niemcy zrezygnują z odbioru północną nitką rurociągu Przyjaźń - do końca roku import z Rosji zostanie zmniejszony o ponad 90 proc. Nadal ropa będzie płynąć południową odnogą Przyjaźni, z której korzystają głównie Węgry, Czechy i Słowacja.

Polska da radę

Dla Polski, od początku naciskającej na jak najbardziej dotkliwe sankcje surowcowe, najtrudniejsze może być odejście od rosyjskiej ropy. Dla wielu państw Unii - większym problemem będzie rezygnacja z gazu. Nasz kraj jeszcze do niedawna był jednym z największych importerów rosyjskiej ropy w Europie. W latach 2019-2020 byliśmy pod tym względem numerem dwa po Niemczech. W 2019 r. sprowadzono do kraju 195 mln baryłek surowca, w tym 133,4 mln baryłek z Rosji (68 proc.), rok później niecałe 183,3 mln baryłek, z czego 131,2 mln baryłek z Rosji (72 proc.).

Jak wskazywał niedawno Goldman Sachs, przede wszystkim z powodu uzależnienia Polski od rosyjskiej ropy, nasz kraj może być jednym z najbardziej poszkodowanych gospodarczo przez wojnę w Ukrainie. Obok nas, z podobnych powodów wskazano na Turcję, Finlandię i Holandię. I choć Polska radziła już sobie bez rurociągu Przyjaźń w trakcie tzw. kryzysu chlorkowego w 2019 r. (gdy przez 46 dni wstrzymano dostawy z powodu zanieczyszczenia surowca) to i tak w tym czasie korzystała wówczas z rosyjskich dostaw drogą morską z Primorska.

Czy taką lukę da się wypełnić? Polski Instytut Ekonomiczny twierdzi, że tak. Choć trzeba liczyć się z wyzwaniami. Wskazuje, że Naftoport w Gdańsku jest w stanie przyjąć nawet 40 mln t ropy naftowej rocznie. I wciąż ma duże niewykorzystane moce - w 2021 r. wykorzystano 17,9 mln t, co do tej pory było najwyższym wynikiem w historii.

Obecnie rząd oraz PKN Orlen twierdzą, że uniezależnienie będzie możliwe za sprawą dostaw z Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu. Najlepiej już od początku przyszłego roku - tak jak planują m.in. Wielka Brytania czy Niemcy.

PKN Orlen przypominał z końcem marca, że od początku wojny w Ukrainie, nie realizuje zakupów spotowych rosyjskiej ropy Ural. Na potrzeby rafinerii Koncernu w Polsce, Czechach i na Litwie zamówiono kilkadziesiąt tankowców z alternatywnymi gatunkami surowca.

Cena derusyfikacji

Międzynarodowa Agencja Energetyki (MAE) przedstawiła 10 prostych kroków zmniejszających popyt na rosyjską ropę naftową "od ręki". Zaproponowano m.in. ograniczenie prędkości na autostradach, zachęty do transportu publicznego czy pracę zdalną. Zdaniem MAE wprowadzenie zmian tylko w gospodarkach rozwiniętych może obniżyć popyt na ropę o 2,7 mln baryłek dziennie w ciągu najbliższych czterech miesięcy w stosunku do obecnego poziomu.

Sama ropa to jednak nie wszystko. Polska, podobnie jak inne państwa UE, importuje z Rosji także paliwa - m.in. diesla. W 2019 r. do UE sprowadzono z Rosji 25,5 mln t oleju napędowego, czyli ok. 10 proc. całego zapotrzebowania. W Polsce rosyjskie paliwo pokrywało nawet ok. 23 proc. zużycia. Rosja była także istotnym dostawcą LPG, odpowiadającym nawet za połowę krajowego zapotrzebowania. Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że od przyszłego roku Polska zaprzestanie importu LPG ze Wschodu.

Ile będzie kosztować kierowców zaprzestanie sprowadzania rosyjskich paliw i ropy? Trudno stwierdzić, bo rynek jest bardzo rozchwiany. Choć z pewnością będzie drożej - jak szacuje JP Morgan, za sprawą wojny cena baryłki może osiągnąć w tym roku nawet 185 dol.

Trzeba też pamiętać, że Polska nie jest jedynym krajem, który będzie poszukiwał ropy z innych kierunków - a to sprawia, że alternatywni dostawcy będą mieli większą możliwość dyktowania wyższych cen. Istotne w tym aspekcie jest też ewentualne wpuszczenie na rynki ropy z Iranu. To kraj, który jest w stanie dostarczyć od 700 tys. do 1 mln baryłek ropy dziennie. To ok. 1 proc. globalnego zapotrzebowania. Uwolnienie surowca zależne jest jednak od dalszych rozmów na linii Teheran-Waszyngton.

Polska nie powinna mieć natomiast problemów w związku z zakończeniem odbioru rosyjskiego gazu. Nie godząc się na rublowe rozliczenia, co zaakceptowało wiele stolic, wbrew deklaracjom o gotowości nałożenia sankcji, znaleźliśmy się w nielicznej grupie państw, którym Moskwa zakręciła kurek. Stało się to jednak już po zakończeniu sezonu zimowego i w sytuacji kiedy mieliśmy jedne z najbardziej zapełnionych magazynów na kontynencie. Systematyczne dostawy LNG oraz gazociągami od sąsiadów pozwoliły wypełniać je dalej do ponad 90 proc. Gwarantowałoby to niezakłócone dostarczanie surowca odbiorcom przez 2-3 miesiące, nawet gdyby napływ paliwa został wstrzymany, co jest mało prawdopodobne.

Pod koniec roku ma zostać uruchomiony gazociąg Baltic Pipe, łączący Polskę z zasobami na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Jego pełna przepustowość ma odpowiadać zasobom odbieranym w ramach kontraktu jamalskiego. Uruchomiono już gazociąg Polska-Litwa, którym płynie do nas paliwo z terminalu LNG w Kłajpedzie. Wkrótce zacznie się normalna eksploatacja właśnie ukończonego połączenia ze Słowacją.

Słabe punkty

Większość krajów UE nie ma wielkich problemów z dostawami ropy spoza Rosji, jednak jest w dużo mniej korzystnym położeniu w kwestii gazu. Dla aż 10 państw członkowskich w pierwszym półroczu 2021 r. import gazu z Rosji stanowił ponad 75 proc. To Bułgaria, Czechy, Estonia, Łotwa, Węgry, Austria, Rumunia, Słowenia, Słowacja i Finlandia.

Polski Instytut Ekonomiczny  wskazuje jednak, że tylko w 2022 r. UE mogłaby ograniczyć import rosyjskiego gazu nawet o 91 proc. Główną rolę miałoby odgrywać zwiększenie dostaw skroplonego gazu ziemnego, który zrekompensowałby nawet 50 mld m sześc. z 137,5 mld m sześc. przesyłanych z Rosji. Ubytek rosyjskiego gazu mogłaby też rekompensować czasowa zwiększona produkcja energii z węgla, czy wstrzymanie wygaszania elektrowni jądrowych. Ważnym aspektem miałaby być również zmiana stylu życia obywateli i funkcjonowania biznesu. Według analityków PIE, obniżenie temperatury w pomieszczeniach o 1 stopnień Celsjusza przyniosłaby nawet 14 mld m sześc. gazu oszczędności.

Według wyliczeń PIE, trudno będzie jednak zastąpić w tym roku ok. 13,5 mld m sześc. paliwa ze Wschodu. Bolączką jest m.in. mało efektywne połączenie między Francją, a Hiszpanią czy też brak jakiegokolwiek gazoportu na terenie Niemiec. Na takie inwestycje potrzeba czasu.

Trudno dokładnie oszacować jak na zmianę status quo zareagują światowe rynki surowców, pewne jest natomiast to, że trzeba się liczyć z ogromnymi wahaniami i zakłóceniami, które będą oddziaływać na całą gospodarkę. Polska postuluje np. obłożenie surowców z Rosji dodatkowym podatkiem, który z jednej strony zniechęcałby do sprowadzania ich, z drugiej zapewniał konkurencyjność między państwami sprowadzającymi kopaliny od agresora a tymi, którzy tego zaniechali.

Embargo może odbić się na wolniejszym tempie wzrostu gospodarczego. Jak wylicza niemiecki think tank ECONtribute, obostrzenia dotyczące gazu mogłyby pozbawić tamtejszą gospodarkę ok. 0,5-3 proc. PKB. Szacunki Bundesbanku są jednak znacznie mniej optymistyczne - jak wyliczył pod koniec kwietnia, embargo przełożyłoby się na zmniejszenie niemieckiego PKB nawet o 5 proc.

Z drugiej strony korzyścią z embarga, oprócz pozbawienia Moskwy ogromnych wpływów żywej gotówki w twardych walutach, pozwalających na finansowanie zbrojeń i prowadzenie wojny, ma być pozbawienie rosyjskiego dostawcy możliwości manipulacji dostawami i notowaniami strategicznych surowców. W długiej perspektywie nagłe zerwanie z rosyjskimi węglowodorami oznacza też korzyści klimatyczne. Bo choć przejściowo zwiększy się rola m.in. węgla, to Europa chce przyspieszenia transformacji energetycznej, która na stałe uniezależni nas od ropy i gazu ze Wschodu.

Grzegorz Kowalczyk, Piotr Buczek

Grzegorz Kowalczyk - dziennikarz gospodarczy przez ostatnich kilka lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną (od niedawna w Business Insider). Absolwent dziennikarstwa i medioznawstwa oraz politologii na Uniwersytecie Warszawskim, doktorant Szkoły Doktorskiej Nauk Społecznych UW z dyscypliny nauk politycznych i administracji, członek zespołu Laboratorium Badań Medioznawczych UW.

Piotr Buczek  - redaktor w DGP od 2009 r. Wcześniej m.in. w "Dzienniku" (dodatek "Wall Street Journal"),  "Rzeczpospolitej", "Życiu Warszawy", "Dzienniku Prawa i Gospodarki", "Nowej Europie" i Polskiej Agencji Prasowej. Zajmuje się głównie tematyką gospodarczą. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Zobacz również:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »