Żywność: Drogo pozostanie do 2012 roku?

W 2011 roku nie należy spodziewać się spadku cen żywności na rynkach światowych - uważa minister rolnictwa Marek Sawicki. Jego zdaniem, częściowe zalanie upraw w Polsce na pewno odbije się na tegorocznych plonach.

Niepokojące są zdarzenia w Australii, gdzie obszar upraw został zalany. Wcześniej można było spodziewać się spadku cen zbóż ze względu na zapasy, jakimi świat dysponuje, jednak ze względu na to, co się dzieje w Australii, to ci, którzy te zapasy mają, będą czekać z ich sprzedaniem. Wobec tego nie należy spodziewać się spadku cen żywności w 2011 roku na rynkach światowych - powiedział w środę na konferencji prasowej Sawicki.

Według niego, drugim elementem wpływającym teraz na wzrost cen żywności na świecie jest czynnik demograficzny. W roku 2030 świat musi zwiększyć produkcję żywności o 70 proc. - powiedział.

Reklama

Jeśli chodzi o Polskę, to skutki nadmiernego uwilgotnienia, a gdzieniegdzie powodzi, z pewnością będą odbijały się na plonach w 2011 roku. Ciężko jest powiedzieć, w jakim procencie, i jaka będzie dalej zima - dodał Sawicki.

IERiGŻ prognozuje

W najbliższych miesiącach wzrost cen żywności nie powinien przekroczyć poziomu 5 - 6 proc.

- W najbliższych miesiącach spodziewamy się, że tempo wzrostu cen żywności nie powinno przekraczać 5 proc. - powiedział Andrzej Kowalski, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w TVN CNBC.

Dodał, obserwowany wzrost cen jest wynikiem sytuacji pogodowej na świecie, m.in. powodzi w Australii. - 5-6 proc. to jest nasza prognoza do połowy roku. Dalej nie odważyliśmy się snuć prognoz, sytuacja jest bardzo dynamiczna, musimy poczekać przynajmniej na przebieg wiosny - powiedział PAP.

W czwartek o godz. 14.00 GUS poda dane o inflacji w grudniu 2010 roku.

Według szacunków MF w styczniu inflacja przyspieszy zarówno w ujęciu rocznym, jak i miesięcznym, jednak jest mało prawdopodobne, aby przekroczyła 3,5 proc.

_ _ _ _ _

ONZ alarmuje

Zdaniem analityków Saxo Banku - Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) opublikowała ostatnio swoją grudniową aktualizację światowego indeksu żywnościowego - okazuje się, że globalne ceny żywności osiągnęły w zeszłym miesiącu maksimum, przebijając poziomy widziane ostatnio w trakcie kryzysów żywnościowych z lat 2007 - 2008. Komponent zbożowy, obejmujący pszenicę i ryż, nadal znajduje się mniej więcej 14% poniżej szczytu z 2008 r. Te dwa zboża są najważniejszymi składnikami żywności - sam ryż jedzą trzy miliardy ludzi w Azji i w Afryce.

Cukier, notujący trzydziestoletnie maksimum, był głównym komponentem przyczyniającym się do osiągnięcia przez indeks rekordowego poziomu - z punktu widzenia bezpieczeństwa żywnościowego nie jest on już jednak tak istotny, jak podstawowe zboża. Tak czy inaczej uwidacznia on ryzyko inflacji żywnościowej, które w 2011 r. będzie wielokrotnie powracającym motywem. Zwłaszcza w gospodarkach wschodzących, gdzie obecnie wynosi ona 10% i w najbliższych miesiącach będzie nadal rosnąć.

Ropa naftowa WTI zaczęła rok od krążenia wokół poziomu 90 dolarów, który uważany jest za środek potencjalnego dwudziestodolarowego zakresu cenowego na 2011 r. Spekulacyjna pozycja długa osiągnęła czteroletnie maksimum, co o tej porze roku ma istotne znaczenie, ponieważ korekta praktycznie na pewno wyzwoli dodatkową falę wyprzedaży. Prognozy danych fundamentalnych na najbliższy rok pokazują, że należy się spodziewać zwiększonego popytu - z drugiej strony, dostępna będzie spora nadwyżka zdolności wydobywczych (sam OPEC ma rezerwę w wysokości 5 mln baryłek dziennie).

Wracając do rynku zbóż i roślin oleistych - w środę 12 stycznia Departament Rolnictwa USA wyda cztery ważne raporty, które mogłyby w najbliższych tygodniach nadawać ton tradingowi. Jeżeli dotychczasowy brak sztucznych ograniczeń dla popytu na rynku kukurydzy utrzyma się, to pod koniec sezonu 2010/11 niski poziom zapasów będzie nadal sprzyjać wzrostom cen, z którymi mamy do czynienia od kilku miesięcy. Oczekuje się, iż kiepska pogoda w Ameryce Południowej wpłynie na produkcję argentyńskiej soi, co z kolei mogłoby skierować większą część globalnej presji popytowej w kierunku rynku Stanów Zjednoczonych. Inwestorzy przyjmują na razie podejście "poczekamy - zobaczymy", zachowując względną bierność.

INTERIA.PL/PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »