Reklama

Agata: Od ikony do ikony

Salony Agata są najbardziej dochodową firmą meblarską w Polsce. Na sukces przedsiębiorstwa wpłynęła między innymi strategia marketingowa, której częścią był rebranding. O przeszłości i teraźniejszości Agaty opowiada Marek Gonsior, dyrektor marketingu.

Rozpocznijmy rozmowę od historii. Agata jest spadkobierczynią Bytomskich Fabryk Mebli i to fabryk, których wyroby wciąż są cenione. Kilka dni temu widziałam na portalu aukcyjnym komodę z bytomskich fabryk za 3 tys. zł. Czy jakieś wzory przetrwały?

Marek Gonsior, dyrektor marketingu Agata SA: - To prawda - spółka ma bardzo długą historię i po części jest spadkobierczynią tradycji polskiego wzornictwa. Przeszła jednak ogromną transformację i dzisiaj Agata nie zajmuje się już produkcją, ale wyłącznie sprzedażą mebli, akcesoriów i artykułów wyposażenia wnętrz. Marka reprezentuje 250 producentów z kraju i zagranicy. Niemniej, jej współczesna historia, która rozpoczęła się od transformacji jednej z ikon polskiego przemysłu meblowego, czyli Bytomskich Fabryk Mebli, nakłada na nią odpowiedzialność za wygląd i funkcjonalność mieszkań współczesnych Polaków. Zresztą, do odpowiedzialności za kształtowanie gustów nie zobowiązuje tylko historia, ale przede wszystkim wiodąca pozycja rynkowa spółki. A odpowiadając na pytanie: niestety, Agata nie przechowuje wzorów produktów. Niemniej, jestem przekonany, że pozostają one w pamięci wielu Polaków.

Reklama

W pierwszych latach demokracji wielu prywatyzowanym firmom się nie udało, jaki był sposób na sukces Agaty?

- W obecnej formie spółka jest stosunkowo młodą organizacją. Jak słusznie Pani zauważyła, wielu popularnym firmom czy markom nie udało się przetrwać do dzisiaj, pomimo świętowania ogromnych sukcesów w okresie transformacji. Nie ma uniwersalnej recepty na sukces, chociaż jego fundamentalnym elementem zawsze jest szczęście. Do szczęścia należy oczywiście dodać zmysł biznesowy, otwarty umysł, konsekwencję oraz zaangażowanie setek osób. Trzeba przyznać, że Agata w pełni wykorzystała swoją szansę i dzisiaj jest w ścisłej czołówce rynkowej, z powodzeniem konkurując z międzynarodowymi korporacjami.

Najbardziej intensywny rozwój firmy przypada na ostatnie lata. Miał Pan możliwość nie tylko obserwować ten proces od wewnątrz, ale również być jego istotną częścią...

- Tak, pracowałem dla marki prawie siedem lat. W tym czasie Katowickie Przedsiębiorstwo Meblowe Agata stało się po prostu Agatą. Zmiana nie dokonała się tylko w nazwie i logo firmy, ale głęboko w DNA spółki. Z poziomu obojętnego konsumentom sklepu meblowego, salony Agata stały się nowoczesną, ważną dla Polaków marką. Dobre rzeczy inspirują i wierzę, że salony Agata przez te kilka lat inspirowały do zmian na lepsze swojego najbliższego otoczenia, czyli domu. I wierzę, że będą to robić dalej - kawał dobrej roboty wykonany przez cały zespół salonów Agata i partnerów biznesowych w pewnym sensie zdefiniował dalszy rozwój marki. Nie ma co ukrywać - poczucie bycia uczestnikiem tak wielkiej zmiany daje ogromną satysfakcję. Jeśli pyta mnie Pani o to, co czuję po tych kilku latach, to pierwsze słowa, które cisną mi się na usta to "satysfakcja" i "duma". Chociaż oczywiście nie zawsze było łatwo.

No właśnie - pracował Pan dla marki siedmiu lat. To sporo w czasach, w których na podobnych stanowiskach ludzie spędzają średnio 2-3 lata.

- No cóż - funkcjonując w procesie tak ogromnej zmiany zdarza nam się stracić poczucie czasu. Pamiętam moje pierwsze dni w firmie, kiedy jakiekolwiek próby porównywania się do ówczesnych liderów spotykały się co najwyżej z uśmiechem politowania. Cieszę się, że po tych kilku latach mogę powiedzieć, że dałem radę, że Agata - te parę tysięcy zaangażowanych osób wkładających codzienny wysiłek w rozwój firmy, dała radę. Upływ czasu uświadomił mi ostatnio konferansjer podczas jednej z branżowych konferencji. Zapytał mnie, czy się nie zasiedziałem w Agacie. Zdecydowanie nie. Wielu markom tak fundamentalne zmiany zajmują dekady. Agata przez 7 lat nie tylko całkowicie zmieniła swoją strategię marketingową, czego namacalnym symbolem był rebranding, ale stała się zupełnie inną marką. I ja miałem szczęście być integralną częścią tego obszernego procesu, w który nie tylko wniosłem swoją wiedzę i doświadczenie, ale również sporo się nauczyłem.

Jednak się Pan zasiedział. Ale wkrótce pójdzie Pan własną drogą. Rozpoczyna Pan własną działalność...

- Siedem lat to ogrom czasu, szczególnie w marketingu. To, czego udało się dokonać w ostatnich latach wiele mnie nauczyło i przede wszystkim dodało mi odwagi. Myślę, warto spróbować swoich sił poza strukturami dużych organizacji. Szczególnie, że od dłuższego czasu dostaję zapytania z zakresu szeroko rozumianego doradztwa. W karierze przychodzi taki czas, że trzeba rozwinąć skrzydła i pójść dalej - w moim przypadku spojrzeć nieco szerzej i przestać wiązać się jedynie z jedną organizacją. Szczególnie, że wyjście na rynek otwiera szereg wcześniej pozamykanych, często nieznanych drzwi. Jest wiele marek, dla których mogę i chcę być wsparciem. Postanowiłem pomagać markom osiągać sukcesy i na tę okoliczność stworzyłem nawet dość obszerną listę. Wiele marek mi zaufało, dlatego już dziś prowadzimy dość zaawansowane rozmowy na temat współpracy. Co ciekawe, doradztwo strategiczne, audyt marketingowy i wsparcie merytoryczne to nie wszystko. Moje wyjście na rynek otworzyło szereg nowych możliwości jak biznes konferencyjny, agencyjny, czy nowoczesne technologie: sztuczna inteligencję i machine learnig. Czy nie brzmi to fascynująco na co najmniej siedem kolejnych lat?

Rozmawiała Ewa Wysocka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »