Reklama

Nadchodzi era wodoru z roślin

"Wierzę, że gdy zasoby węgla się wyczerpią powinniśmy opalać i ogrzewać wodą" - twierdził Juliusz Verne, a dzisiaj już na pewno wiemy, że paliwo wodorowe ma największą wartość opałową. Problemem zasadniczym jest wciąż stworzenie opłacalnej technologii pozyskiwania tej energii.

Wodór jest wszechobecny. Jest w gwiazdach, roślinach i organizmach żywych. Wielu wierzy, że będzie doskonałym paliwem przyszłości. Póki co, jest pozyskiwany przede wszystkim z gazu ziemnego. Jest to wielce kosztowne i mało ekologiczne. Prawda jest taka, że w obecnych czasach wodór jest towarem luksusowym, przy czym cały rynek wodoru jest wart w przybliżeniu 100 mld dol. Profesor Zhang z Instytutu Technologicznego w stanie Virginia ogłosił światu, że wykorzystywanie nieodnawialnych źródeł do produkcji wodoru nie ma żadnego sensu. - Uważamy, że nasze odkrycie zmieni reguły gry w świecie energii alternatywnej - powiedział.

Reklama

Czym można obronić tak odważne wystąpienie? Profesor Zhang, który od lat pracuje nad idealną formułą produkcji wodoru twierdzi, że teraz będzie w stanie pozyskiwać duże ilości pierwiastka z każdej dostępnej rośliny. Nie dość tego, dodaje, że nowa metoda jest w pełni przyjazna dla środowiska, bo nie zachodzi nawet najmniejsza emisja gazów cieplarnianych, a nadto, przy produkcji nie wykorzystuje drogich kruszców - nowa technologia całkowicie bazuje na naturalnych źródłach odnawialnych. Profesor Zhang wreszcie przełamał problem, z którym zmagał się w swoich badaniach od wielu lat - do tej pory otrzymywał niską jakość gazu przy ogromnym nakładzie kosztów produkcyjnych. Teraz jest w stanie otrzymać wysokiej czystości gaz przy standardowym ciśnieniu atmosferycznym i temperaturze 50 stopni Celsjusza.

W opinii Jonathana Mielenza, który jest "wodorowym specem" w renomowanym laboratorim Oak Ridge, Zhang osiągnął sukces, bo użył drugiego najbardziej powszechnego w roślinach cukru (ksylozy), przez co uzyskał wodór. Właśnie dzięki temu zmniejszyły się koszty uzyskania wodoru z biomasy.

W dużym uproszczeniu, rewolucyjny eksperyment polegał na tym, że naukowcy najpierw testowali mikroorganizmy, żeby doszło do zakładanej reakcji. Rezultaty nie były dla nich zadawalające, więc postanowili wyekstrahować z różnych bakterii enzymy, które posłużyły im jako biokatalizatory. Enzymy zostały zmieszane ze sobą, tworząc unikatową kombinację w przyrodzie. Naukowcy musieli też znaleźć stosunkowo tani element, który pozwoli im na wiązania z resztą foforanową. Brakujący enzym udało się im uzyskać przez wszczepienie specjalnego genu z mikroba bakterii Thermatoga maritima do E. Coli. W ostatniej fazie dodano ksylozę oraz polifosforany - w takim "gumisoczku" doszło do uwolnienia dużych ilości wodoru (trzykrotnie więcej niż w jakichkolwiek innych metodach). To wystarczająco dużo, żeby euforycznie ogłosić światu zmianę reguł gry. Jest to pierwsza w historii niskotemperaturowa technologia produkcji wodoru o takich wynikach.

Tani wodór na rynku może zrobić spore zamieszanie. Jonathan Mielenz ocenia, że profesor Zhang ze swoim zespołem badawczym potrzebuje jeszcze co najmniej trzech lat żeby wyeliminować wszelkie pomyłki w procesie produkcyjnym i zwiększyć jego atrakcyjność handlową. W ostatnich latach coraz częściej słyszy się o "rewolucyjnych" odkryciach w walce o biopaliwa, które zastąpią ropę. Świat staje na głowie żeby tego dokonać; ekstrahuje coraz to inne enzymy, przeszczepia je bakteriom, modyfikuje genetycznie rośliny, by uzyskać wydajniejszą biomasę etc. Wygląda na to, że jesteśmy tuż, tuż... Nadchodzi era wodoru.

Michał Mądracki

Dowiedz się więcej na temat: wodór | ogrzewanie | wodór | Ero

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »