Reklama

Nieruchomości. Pandemia odcisnęła piętno na rynku

Pandemia odcisnęła swoje piętno na branży nieruchomości. Największa rewolucja czeka rynek biurowy.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Rok 2020 zmienił rynek nieruchomości, jak niemal wszystkie dziedziny życia. Deweloperzy wciąż nie mają pewności, w którym kierunku będzie on podążał w najbliższej przyszłości, ale liczą się z poważnymi zmianami. Będą one najbardziej odczuwalne w segmencie biurowym.

Opustoszałe, przynajmniej częściowo, kompleksy biurowe, przerzedzona klientela centrów handlowych, przyspieszony wzrost e-commerce - wszystkie te skutki pandemii i kolejnych, bardziej lub mniej restrykcyjnych lockdownów przekładają się na popyt na rynku nieruchomości.

- Branża nieruchomości zamyka ten rok z dużym niepokojem i obawami o to, co będzie długofalowo. To, co było, na pewno już nie wróci i cokolwiek się wydarzy, będzie zupełnie inne. W różnych segmentach rynku to będzie wyglądało inaczej - mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Styś, prezes zarządu OPG Property Professionals. - Branża handlowa stoi przed dużymi wyzwaniami, które częściowo są rekompensowane w branży logistycznej przeżywającej dziś swój renesans.

Sukcesy segmentu logistycznego dają się łatwo wytłumaczyć rozwojem handlu online, przyspieszonym przez pandemię. Główny Urząd Statystyczny policzył, że w listopadzie w porównaniu z poprzednim miesiącem odnotowano wzrost wartości sprzedaży detalicznej przez internet w cenach bieżących o 47,9 proc. Udział tej sprzedaży zwiększył się z 7,3 proc. w październiku do 11,4 proc. w listopadzie. Jak informuje CBRE, popyt na powierzchnie magazynowe był rekordowy, a cały rok zamknie się prawdopodobnie z wynikiem ok. 4,8-5 mln mkw. wynajętej przestrzeni magazynowej.

Według CBRE w trzecim kwartale 2020 roku odwiedzalność centrów i parków handlowych osiągnęła poziom o ok. 10-15 proc. niższy niż w tym samym czasie 2019 roku. W tygodniach przedświątecznych - według Polskiej Rady Centrów Handlowych - spadki wynosiły 25-30 proc. Szacunki dotyczące przychodów galerii handlowych mówią o nawet 3,6 mld zł strat, a nie uwzględniają one jeszcze listopadowego zamknięcia. Zamiast myśleć o rozwoju, zaczęły więc walczyć o przetrwanie. COVID-19 spowodował, że wśród klientów wzrosło zainteresowanie ulicami handlowymi czy mniejszymi centrami, typu convenience.

W dużo gorszej sytuacji jest rynek hotelowy. Dla hotelarzy cały rok zamknie się znaczącymi spadkami, których nie zrekompensowało kilka miesięcy odmrożenia w podróżach i wprowadzenie Polskiego Bonu Turystycznego. Nie pomaga im także utrzymanie możliwości służbowego podróżowania. Z ankiety przeprowadzonej w listopadzie br. przez Izbę Gospodarczą Hotelarstwa Polskiego wynika, że prawie 90 proc. hoteli po wprowadzeniu rządowych obostrzeń ma frekwencję niższą niż 20 proc., a blisko 60 proc. - niższą niż 10 proc. Sytuację utrudnia fakt, że od 28 grudnia obowiązują jeszcze bardziej rygorystyczne obostrzenia, które w dodatku nakładają się na szczyt sezonu zimowego, czyli w okresie noworocznym i ferii szkolnych.

Praca zdalna w skali kraju dotyczy wprawdzie tylko kilku procent zatrudnionych, ale np. w regionie warszawskim w ten sposób wykonuje swoje obowiązki co szósty pracownik. Oznacza to, że wiele stanowisk pracy w biurach pozostaje nieobsadzonych, a firmy będą chciały optymalizować powierzchnię i czynsze najmu. Według Colliers International wzrost udziału renegocjacji w strukturze zawieranych umów najmu jest znaczący. W trzecim kwartale stanowiły one niemal połowę wszystkich podpisanych umów na rynku warszawskim. W porównaniu do analogicznego okresu 2019 roku jest to wzrost aż o 19 pkt proc. Najemcy wstrzymują decyzje o przeprowadzkach i przedłużają umowy o trzy-pięć lat na korzystnych warunkach w obecnych lokalizacjach. Pojawiło się także zjawisko podnajmu części swojej powierzchni biurowej innym firmom.

Co czeka rynek nieruchomości? Inwestorzy mają od miesięcy problem ze znalezieniem inwestycji, która nie tyle da zarobić, co przynajmniej nie przyniesie realnych strat. Zerowe stopy procentowe (od końca maja referencyjna jest na poziomie 0,1 proc.) sprawiają, że oprocentowanie depozytów oferowane przez banki jest bardzo niskie i w zależności od okresu, na jaki klient powierza bankowi pieniądze, wynosi ok. 1 proc., a w większości banków mniej. Przy inflacji oscylującej wokół 3 proc. oznacza to realne straty. Inwestowanie w obligacje przy niskich rentownościach (czyli wysokich cenach) również nie daje perspektywy zarobku, zaś akcje jako aktywo ryzykowne odstrasza wielu posiadaczy oszczędności. Warszawska giełda ponadto radzi sobie słabo na tle innych parkietów, głównie ze względu na skład indeksu największych spółek. Dlatego też inwestujący szukają szans na rynku nieruchomości.

***

Dowiedz się więcej na temat: nieruchomości komercyjne | mieszkanie | domy | biura | deweloper

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »