Pustostany to problem państwowy
Rząd PiS pracuje nad podatkiem od niezamieszkanych mieszkań (pustostanów). Robi to w myśl popularnej wśród części publicystów tezy, że ważnym czynnikiem odpowiadającym za wysokie ceny mieszkań jest zjawisko kupowania ich "spekulacyjnie" czy "inwestycyjnie" i pozostawiania pustymi, aby ich wartość rosła wraz ze wzrostem cen nieruchomości.
Zwolennicy tezy, że ludzie kupują mieszkania, aby stały puste, nie przedstawiają na jej poparcie żadnych dowodów. Właściciel w ten sposób pozbawiałby się sam strumienia przychodu z tytułu najmu, a na wartości mieszkania zarabia się jedynie w momencie jego sprzedaży. Co więcej, ceny mieszkań nie rosną zawsze - przykładowo w Polsce po bańce na rynku nieruchomości ceny spadały w latach 2007-2013. W poniższej analizie pokazujemy, że teza ta jest w Polsce wprost nieprawdziwa.
Większość pustostanów jest państwowa. 58 proc. pustostanów w Polsce znajduje się w zasobie państwowym, to mieszkania komunalne, zakładów pracy, Skarbu Państwa i towarzystw budownictwa społecznego.
Struktura ta nasuwa pytanie, czy ewentualny podatek od pustostanów w przeważającej większości nie spadnie na władze lokalne (mieszkania komunalne i TBS).
Jednocześnie w ich przypadku taki bodziec nie ma większego sensu, ponieważ wysoki odsetek pustostanów wynika z faktu, że czynsze lokatorów komunalnych nie pokrywają kosztu utrzymania ich zasobu mieszkaniowego i z tego powodu niszczeją. Gminy i miasta na prawach powiatu mają jednak bardzo ograniczone możliwości podnoszenia tych czynszów czy weryfikacji dochodów lokatorów.
Pustostany to więc problem zasobu państwowego, a nie prywatnego. Odsetek pustostanów w zasobie osób fizycznych we wspólnotach mieszkaniowych wynosi 1,2 proc., a spółdzielni mieszkaniowych 0,2 proc. Inaczej w zasobach państwowych -w zasobie Skarbu Państwa jest to aż 13,8 proc , zakładów pracy 8,5 proc., komunalnym 7,4 proc., a TBS 1,4 proc.
Ceny mieszkań w Polsce najwyższe są w dużych miastach oraz na obszarach turystycznych: nad morzem
czy w górach. Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie Warszawy, w której ceny mieszkań są wysokie (czerwony kolor), a w coraz bardziej odległych powiatach stopniowo niższe.
Reasumując, pustostany w Polsce nie determinują cen mieszkań. Są zjawiskiem marginalnym i szczególnie rzadkim w powiatach, w których mieszkania są najbardziej wartościowe. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego - tam, gdzie mieszkania są najdroższe, pozostawianie mieszkań pustych i pozbawianie się z tego tytuł strumienia dochodu jest najmniej racjonalne ekonomicznie. Jednocześnie zwraca uwagę fakt, że większość pustostanów jest w zasobie państwowym, gdzie stanowią one dużo wyższe odsetki niż we wspólnotach mieszkaniowych i spółdzielniach.
Budzi to pytanie, czy w takim razie ewentualny podatek od pustostanów nie byłby głównie płacony przez władze lokalne, które już i tak tracą na spadku dochodów z podatku PIT po wejściu w życie Polskiego Ładu.
Rafał Trzeciakowski
EkonomistaFOR