Reklama

Sprzedaż nowych mieszkań spadła o jedną piątą

Sprzedaż nowych mieszkań na sześciu największych rynkach w Polsce spadła w dotkniętym pandemią koronawirusa 2020 roku o 19 proc., do 53 tys. Decydujące było kwietniowe załamanie, drugie półrocze przyniosło już jednak zdecydowaną poprawę. Według ekspertów firmy JLL, kolejne dwa lata powinny przynieść lekkie wzrosty sprzedaży. Mniejsze jest co prawda zainteresowanie zakupami pod wynajem, ale wiele osób chce zwiększyć metraż ze względu na zdalną pracę i naukę.

Eksperci firmy JLL, zajmującej się doradztwem nieruchomościowym, wzięli na warsztat sześć głównych rynków w Polsce (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań i Łódź) odpowiadających za około połowę rynku deweloperskiego w Polsce. Analizy dotyczą mieszkań nowych.

Reklama

- W kwietniu zeszłego roku wydawało się, że pandemia minie w ciągu kilku miesięcy i że jesienią wrócimy do normalności, ale jej przebieg i skutki gospodarcze oraz społeczne rozciągnęły się w czasie. Z tego, co dzieje się w Europie, wynika, że prawdopodobnie będziemy musieli zmierzyć się z kolejną falą zachorowań. Rynek zdaje się jednak reagować na te obawy dużo spokojniej, zarówno po stronie podaży jak i popytu - powiedział na konferencji prasowej Kazimierz Kirejczyk, wiceprezes JLL.

Wiceprezes podkreślił, że po najsłabszym drugim kwartale zeszłego roku, kiedy nastąpił wyraźny spadek zakupów mieszkań, nastąpiło szybkie odbicie w kształcie litery V. Drugie półrocze przyniosło poprawę sprzedaży.

Mniej nowych mieszkań na rynku

W całym 2020 roku sprzedało się więcej mieszkań niż zostało wprowadzonych do oferty. Spadek nowej podaży wyniósł 24 proc. - Od 7 kwartałów deweloperzy wprowadzali na rynek mniej mieszkań niż w analogicznych kwartałach rok wcześniej. Nowa podaż pozostaje od końca 2018 r w delikatnym trendzie spadkowym - poinformowała Katarzyna Kuniewicz, dyrektor działu badań rynku mieszkaniowego JLL.

Spółka podkreśla dobre wyniki sprzedaży nowych mieszkań w czwartym kwartale. W ostatnich trzech miesiącach 2020 roku do sprzedaży wprowadzono ponad 12 tys. mieszkań, sprzedano natomiast więcej, aż 14 tys. W efekcie oferta delikatnie spadła, obecnie jest na poziomie 48 tys. Niemal w 40 proc. są to mieszkania, które będą oddane w tym roku, a w prawie 41 proc. zaplanowane do oddania w 2022 roku.

Średnia cena w ofercie deweloperskiej na koniec 2020 roku na poszczególnych rynkach była dość zróżnicowana. Najdrożej było w Warszawie, 11 tys. zł za metr kwadratowy, na kolejnych pozycjach uplasował się Kraków z ceną 10 tys. zł, Trójmiasto 9,9 tys. zł, Wrocław 8,8 tys. zł, Poznań 7,9 tys. zł i Łódź 6,7 tys. zł.

Dla porównania na koniec 2019 roku w Warszawie średnia cena w ofercie wynosiła 10,5 tys. zł, w Trójmieście ok. 9,9 tys. zł, w Krakowie blisko 9 tys. zł, we Wrocławiu 8,1 tys. zł, w Poznaniu 7,4 tys. zł, a w Łodzi 6,4 tys. zł. 

Wartość pierwotnego rynku mieszkaniowego na sześciu największych rynkach wyniosła w zeszłym roku ponad 27 mld zł wobec 30,2 mld zł w 2019 roku i 27,3 mld zł w roku

2018. Dość dobre perspektywy

Jak wygląda dostępność finansowania? Jak podaje JLL, deweloperzy wskazują, że dłużej trwają procedury w banku, ale sam proces przyznawania kredytów się normalizuje. - Banki wracają do poziomów wkładu własnego sprzed pandemii - informuje Kuniewicz. To w połączeniu z utrzymującym się popytem pozwala pozytywnie patrzeć na kolejne okresy.

Przedstawiciele spółki oceniają, że sprzedaż mieszkań w najbliższych dwóch latach będzie delikatnie rosła - w 2021 roku zwiększy się do 54,6 tys., a w 2022 do 56,8 tys.

- Jesteśmy umiarkowanymi optymistami. Doświadczenia z 2020 roku pokazują, że rynek mieszkaniowy w trudnej sytuacji radzi sobie nieźle. Odpłynęli co prawda nabywcy inwestycyjni i oni pojawią się ponownie nieprędko, bo trzeba zmiany trendu jeśli chodzi o rynek pracy i napływ kolejnej fali migrantów, gdy przyspieszy wzrost. Z drugiej jednak strony ludzie poszukują mieszkań o lepszej jakości, które będą mogły łączyć funkcję mieszkaniową, ale też nauki i pracy zdalnej - mówi Kirejczyk.

Covid zmienił preferencje

Pandemia koronawirusa wyraźnie przełożyła się na nasze preferencje dotyczące mieszkań. - Istotnie wzrosło zapotrzebowanie na prywatna przestrzeń zewnętrzną - na ogródek, balkon, taras, miejsce, gdzie można być na zewnątrz, mimo restrykcji. Druga różnica związana jest z home office. Pojawia się zapotrzebowanie na dodatkową przestrzeń do pracy. Tu widoczny jest bardzo wyraźny skok. Jeśli praca hybrydowa w przyszłości pozostanie z nami na dłużej, to ten czynnik pozostanie jednym z kluczowych przy decyzjach zakupowych nabywców - informuje wiceprezes JLL.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Mniej istotne jest też, jak blisko transportu publicznego znajdują się mieszkania. Jeśli okaże się, że obecne trendy związane z pracą zdalną przynajmniej częściowo zostaną utrzymane, część nabywców będzie bardziej skłonna kupować mieszkania na obrzeżach miast, bliżej natury, w obszarach bardziej zielonych.

Ale eksperci wskazują też na ewentualne ryzyka, które mogłyby zakłócić równowagę między popytem a podażą - pojawienie się na rynku lokali kupowanych w ostatnich latach pod wynajem czy napływ do Polski kapitału spekulacyjnego liczącego na dalszy wzrost cen nieruchomości. Dodatkowo w czasach kryzysu nie można wykluczyć ryzyka legislacyjnego.

Dodatkowo deweloperzy skarżą się też na niewystarczający dostęp do terenów i problemy samorządów ze wspieraniem inwestycji o charakterze infrastrukturalnym. - Te obowiązki spadną na deweloperów, oni z kolei i przerzucą je na nabywców. A to oznacza, że nie będzie pola do zmniejszania kosztów inwestycji - mówi Kirejczyk.

Monika Borkowska


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »