Reklama

Będą ograniczenia dla e-palaczy?

Projekt ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych, który ma wejść w życie w II kw. 2016 r., jest jednym z najbardziej restrykcyjnych w Europie. Może też przynieść straty gospodarce, a e-palacze mogą wrócić do zwykłych papierosów, także pochodzących z przemytu.

Nowa regulacja ustawowa zakłada, poza charakterystycznym dla zwykłych wyrobów tytoniowych zakazem sprzedaży e-papierosów młodzieży poniżej 18. roku życia, także konieczność wywieszenia w miejscach sprzedaży ostrzeżeń testowych, identycznych jak w przypadku tradycyjnych wyrobów tytoniowych. E-papierosy i ładunki do nich (liquidy) mają podlegać ograniczeniom technicznym dotyczącym maksymalnej dawki nikotyny oraz ograniczeniom dotyczącym reklamy i promocji tego typu wyrobów. Co ciekawe, e-palacze, ale także korzystający z innych nowatorskich wyrobów tytoniowych, zostali potraktowani w ustawie w taki sam sposób jak palacze papierosów: nie wolno będzie używać ich w miejscach publicznych, palenie dozwolone będzie tylko w wydzielonych strefach - palarniach.

Reklama

Dodatkowo, resort zdrowia chce zakazu transgranicznego handlu e-papierosami. Art. 7f.2 zabrania "wprowadzania do obrotu na odległość, w tym transgranicznej sprzedaży na odległość, papierosów elektronicznych i pojemników zapasowych oraz ich części".

Obostrzone zapisy

Resort zdrowia twierdzi, iż nowelizacja jest implementacją w polskich warunkach Dyrektywy Tytoniowej Parlamentu Europejskiego i Rady z kwietnia 2014 r. dotyczącej produkcji, prezentowania i sprzedaży wyrobów tytoniowych i wyrobów powiązanych. Ma ona wejść w życie na terenie państw członkowskich Unii Europejskiej 20 maja 2016 roku. Minister zdrowia, Konstanty Radziwiłł zwraca też uwagę, że zręby obecnego projektu nowelizacji zostały przygotowane jeszcze przez rząd koalicji PO-PSL. Tymczasem jak wynika z porównania projektu PO-PSL i obecnego projektu autorstwa PiS, zapisy nowelizacji poprzedniego rządu zostały jeszcze obostrzone.

Resort zdrowia chce dobrze...

Według analizy CASE z połowy 2015 roku wejście w życie liberalnej wersji ustawy zgodnej z dyrektywą przyniosłoby polskiej gospodarce - ale i także zdrowiu publicznemu - efekty pozytywne. Według tego opracowania, liczba e-palaczy wzrosłaby do 2018 r. do 3 mln, ale kosztem palaczy tytoniu tradycyjnego. Samo przeniesienie części produkcji i wzrost sprzedaży na rynku polskim, bowiem nasz kraj stałby się znacznym rynkiem e-papierosów, mogłoby spowodować wzrost PKB o 1,7 mld zł.

Z kolei restrykcyjna wersja nowelizacji, taka jak proponowana przez resort zdrowia, może oznaczać spadek liczby e-palaczy do 1,5 mln w 2018 roku. Efekt "zdrowotny" byłby niemożliwy do osiągnięcia, bowiem waperzy, czyli palacze e-papierosów wróciliby do papierosów klasycznych i zaczęli palić np. tytoń. Zdaniem ekspertów CASE polski PKB mógłby w tym wariancie spaść o 11,4 mld zł.

Mimo tych wyliczeń resort zdrowia stwierdza iż nowa regulacja ustawowa "będzie miała niewielki wpływ na gospodarkę". Można w to wątpić, gdyż wyliczenia przedstawione przez organizację branżową dystrybutorów i sprzedawców elektronicznych wyrobów do palenia, eSmoking Association, wskazują na to iż z e-papierosów żyje pośrednio lub bezpośrednio 60-80 tys. osób. Są to nie tylko pracownicy firm dystrybucyjnych, ale głównie sprzedawcy w niewielkich punktach sprzedaży, kioskach i stoiskach w centrach handlowych. Organizacja branżowa twierdzi iż straty poniosłyby właśnie te drobne biznesy - restrykcyjna nowelizacja może nawet wymieść z rynku 2/3 z nich. Ubocznym skutkiem nowelizacji może być też wzrost obrotów sklepów internetowych prowadzących sprzedaż liquidów i e-papierosów, posadowionych na zachodnioeuropejskich i rosyjskich serwerach. Resort zdrowia nie jest bowiem w stanie wyegzekwować zakazu internetowego handlu.

Ministerstwo powołuje się na "dobroczynne skutki" dla zdrowia publicznego, jakie może przynieść bardziej restrykcyjne potraktowanie e-palenia. Pytanie czy tak będzie. Opublikowane przez agencję wykonawczą Ministerstwa Zdrowia Wielkiej Brytanii dane w raporcie Public Health England pokazują, że papierosy elektroniczne są około 95 proc. mniej szkodliwe niż palenie tytoniu "tradycyjnego". Co ciekawe, jak wskazuje raport, papierosy elektroniczne w marginalnym stopniu (mniej niż 1 proc.) przyczyniają się do rozpoczęcia palenia wśród dzieci i osób niepalących.

...ale straty mogą być

W Polsce badania prof. dr hab. n. med. Jan Lubińskiego z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego stwierdzają, że w e-papierosach nie występuje fizyczny proces spalania. Brak jest wobec tego związków trujących wytwarzanych w procesie spalania, np. amoniaku, cyjanków, formaldehydu, tlenku węgla. Z kolei ilość substancji smolistych, także toksycznych jest znacznie niższa niż w zwykłych papierosach. Także ilość szkodliwych substancji (formaldehydu, toluenu, acetonu, nitrozoamin, tlenku węgla, metali ciężkich) w składzie liquidu jak i wytwarzanej parze, jest od 9 do 450 razy niższa niż w dymie papierosowym.

Oczywiście nie należy negować, że e-papierosy, przez niektórych naukowców uważane są za równie szkodliwe, co papierosy klasyczne (w Polsce pogląd ten reprezentuje dr Jacek Roik), jednak żadne badania jednoznacznie nie udowodniły iż e-papierosy emitują takie same i w podobnym stężeniu związki trujące, co papierosy klasyczne.

Tymczasem restrykcyjna regulacja, wdrażana przez resort zdrowia, tworzy jeszcze jeden dodatkowy problem. Waperzy, czyli palacze e-papierosów, którym ograniczy się dostęp do e-papierosów i liquidów do nich, zwykle nie rezygnują z palenia, a wracają do papierosów klasycznych - takie są efekty badań z Włoch, gdzie 60 proc. akcyza na e-papierosy, praktycznie zlikwidowała tam rynek elektronicznego palenia. W Polsce, według raportu Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, bardzo silna jest szara strefa wyrobów tytoniowych. Rozrosła się ona ze 192 mld zł w roku 2011 do 224 mld zł w 2015 r. Są województwa przygraniczne, w których nielegalne papierosy z przemytu i produkowane w małych "fabryczkach" w kraju stanowią do 45 proc. wszystkich wypalanych. Waperzy, zwracający uwagę na cenę, raczej zasilą ten, nielegalny, sektor. Oznacza to straty i dla całego budżetu państwa, i resortu zdrowia, który przecież chciałby prowadzić politykę prozdrowotną.

MW

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »