Reklama

Felieton Gwiazdowskiego: Niejawność i kuriozalne zarządzenie prezesa NSA

- Nie prawo się liczy, liczy się wyrok - mówił sędzia w jakże pasującej do dzisiejszych czasów powieści Alberta Camusa "Dżuma". Wyroki wydają sądy karne i cywilne - razem nazywane "powszechnymi". Sądy karne karzą obywateli za nieprzestrzeganie prawa, sądy cywilne - rozstrzygają spory między obywatelami. Ale są jeszcze sądy administracyjne. One - nie wiedzieć czemu - nie są "powszechne".

Albert Dicey - dziewiętnastowieczny angielski konstytucjonalista - uważał, że już sam fakt istnienia oddzielnego sądownictwa administracyjnego do rozstrzygania spraw między urzędnikami a obywatelami, a więc innego niż sądownictwo rozstrzygające sprawy między zwykłymi obywatelami, wyklucza uznanie porządku prawnego za zgodny z zasadą rządów prawa. Jest to niebezpieczne o tyle że, jak twierdził z kolei amerykański badacz prawa Rosco Pound, prawo administracyjne ma interes podporządkowywać interesy jednostki interesom urzędnika, umożliwiając "utożsamianie jednej strony sporu z interesem publicznym".

Reklama

Zgodnie z art. 184 konstytucji, "Naczelny Sąd Administracyjny oraz inne sądy administracyjne sprawują, w zakresie określonym w ustawie, kontrolę działalności administracji publicznej".  Sądy mają chronić obywateli przed tym, co Szekspir nazywał  "zuchwalstwem urzędników" i kontrolować, czy administracja narusza prawo. Działalność administracji musi być przy tym zgodna z prawem, a nie z wybranymi wybiórczo przepisami prawa.

Niestety, sądy administracyjne nie kontrolują działalności administracji publicznej tylko raczej działalność obywateli - a już zwłaszcza podatników. W zakresie prawa podatkowego "kontrola działalności administracji" polega na kontrolowaniu tego, czy organ mógł wydać określoną decyzję, a sądy kontrolują, czy podatnik mógł postąpić tak jak postąpił. A przecież to jest zupełnie co innego.

Art. 200 § 1 Ordynacji podatkowej stanowi na przykład, że "przed wydaniem decyzji organ podatkowy wyznacza stronie siedmiodniowy termin do wypowiedzenia się w sprawie zebranego materiału dowodowego". Tymczasem NSA w  uchwale z 25 kwietnia 2005 roku raczył był stwierdzić, że niezastosowanie tego trybu "nie jest wystarczającą przesłanką do uznania, że jest podstawa wznowienia postępowania", a "naruszenie przez organ odwoławczy art. 200 § 1 Ordynacji może doprowadzić do uchylenia zaskarżonej decyzji, jeżeli mogło mieć istotny wpływ na wynik sprawy".

To mniej więcej tak, jakby Sąd Najwyższy oddalił kasację od wyroku w sprawie karnej, w której prokurator nie pozwolił zapoznać się oskarżonemu z materiałem dowodowym, a sąd nie zwrócił mu z hukiem akt sprawy i wydał wyrok bez wysłuchania ostatniego słowa, bo przecież z materiału dowodowego jasno wynika, że nic mądrego oskarżony i tak już nie miał do powiedzenia.

Skoro takie postępowanie sądu karnego uznalibyśmy za skandal, to dlaczego nie uznamy za skandal tego co robi sąd administracyjny?

Jak jednak NSA ma wykonywać swój konstytucyjny obowiązek sprawowania kontroli działalności administracji publicznej pod względem zgodności z prawem - jak stanowi art. 1 § 2 ustawa o ustroju sądów administracyjnych - skoro sam nie działa zgodnie z prawem? Choć, zgodnie z art. 45 Konstytucji każdy ma prawo nie tylko do sprawiedliwego, ale i jawnego rozpatrzenia sprawy, a wyłączenie jawności może nastąpić tylko "ze względu na moralność, bezpieczeństwo państwa i porządek publiczny oraz ochronę życia prywatnego stron lub inny ważny interes prywatny" wyroki wydawane są masowo na posiedzeniach niejawnych - bez dania podatnikom szansy na wypowiedzenie ostatniego słowa, często będącego błaganiem o sprawiedliwość. Mało tego, zgodnie z tymże art. 45 konstytucji, wyroki są ogłaszane publicznie. Sędzia ma konstytucyjny obowiązek patrzeć w oczy skazańca, gdy mu wyrok ogłasza. A podatnik to często taki właśnie "skazaniec". 

Jeszcze wiosną, gdy zaczęła się pandemia, rozpoznawanie spraw w trybie niejawnym było w NSA wyjątkiem - dotyczyło przypadków, w których podatnicy się na to zgodzili. Niejawność stała się normą jesienią na podstawie kuriozalnego zarządzenia nr 39 prezesa NSA z 16 października 2020 roku, wydanego bez podstawy prawnej, zgodnie z którym "odwołuje się rozprawy, kontynuując działalność orzeczniczą Sądu w trybie rozpoznawania spraw na posiedzeniach niejawnych, a sprawy wyznaczone do rozpatrzenia na rozprawie kieruje się do załatwienia na posiedzeniu niejawnym".

Załatwianie spraw w NSA nabrało za to tempa. Podatnicy nie przeszkadzają - wyroków można wydawać więcej. Bardzo jestem ciekawy, czy sędziowie przychodzą do budynku sądu, przebierają się w togi i rozpoznają sprawę - bo przecież wyłączenie jawności nie zwalnia ich ze stosowania ustawowego trybu postępowania? No ale jak nikt nie patrzy, to po co się by mieli aż tak wygłupiać. No i po co w ogóle do sądu przychodzić? Ochocze korzystanie z niejawności, co do konstytucyjności której jest tyle zastrzeżeń, pozwala przypuszczać, że w innych sprawach, w których pojawiają się zastrzeżenia co do konstytucyjności przepisów podatkowych jest tak samo. Ale przynajmniej sędziowie nie muszą patrzeć w oczy podatników przy ogłaszaniu im swoich wyroków.

Robert Gwiazdowski

- - - - - - -

Trwa wielka loteria na 20-lecie Interii!

Weź udział i wygraj! Każdego dnia czeka ponad 20 000 złotych - kliknij i sprawdź

W tym roku świętujemy swoje 20-lecie i mamy dla Ciebie niespodziankę. Masz szansę wygrać wielką gotówkę już dziś! Zapraszamy do udziału w Multiloterii. Każdego dnia do wygrania minimum 20 000 złotych, a w wybrane dni grudnia nawet 40 000 złotych! Dołącz do tysięcy internautów biorących udział w grze! Kliknij link GRAM o duże pieniądze już teraz! 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »