Reklama

Felieton Gwiazdowskiego: O podatku przychodowym raz jeszcze

Po zeszłotygodniowym felietonie o tym, czego Pan Jezus nauczał o podatkach, dziś miał być kolejny etap ewangelizacji o tym, czego nauczał o ekonomii i wolnym rynku. Ale muszę to przełożyć na następny tydzień bo wybuchł temat podatku przychodowego.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Minister Finansów gdzieś tam na korytarzu rzucił, że nie jest co prawda jego zwolennikiem, ale nie wyklucza jego wprowadzenia. No i się zaczęło. O podatku przychodowym już tu pisałem, ale widzę, że jeszcze raz muszę. Nie o tym co widać, ale o tym, czego nie widać - jak radził Jean Baptiste Say.

Ponoć był to "sztandarowy projekt Samoobrony". Otóż był to projekt Centrum Adama Smitha z roku bodajże 2000. Kilka lat później miałem w samolocie miejsce obok Andrzeja Leppera i usłyszałem od niego różne zarzuty pod adresem tego podatku, które przez godzinę odpierałem. Był chyba piątek. W poniedziałek na pierwszej stronie zdaje się Pulsu Biznesu pojawił się artykuł, że Samoobrona chce wprowadzić podatek przychodowy "a Gwiazdowski to popiera". Z tym, że Samoobrona chciała wprowadzić ten podatek obok dochodowego a nie zamiast, dla niektórych, a nie dla wszystkich, no 5 proc. a nie 1,5 proc.

Reklama

Czytam też, że podatek przychodowy zatrzyma inwestycje. Pewnie z powodu konieczności zapłacenia podatku nie zbudują w Polsce fabryki ani sieci sklepów - tylko na Kajmanach.

Ale czytam też, że Biedronka zintegruje się pionowo - będzie kupowała śledzie w Szwecji, dostarczała je swoim transportem do swoich magazynów żeby uniknąć podatku przychodowego. I pewnie UTM (Unternehmensgruppe Theo Müller - tak, tak, ten od Müllermilch), który jest właścicielem jednego z najnowocześniejszych w Europie zakładów produkcji śledzi - Lisner - go zamknie, bo Biedronka będzie kupowała je w Szwecji. Jedliście kiedyś szwedzkie śledzie Surströmming? Jak otworzycie, to się szybko zorientujecie dlaczego Biedronka nie będzie kupowała śledzi ze Szwecji.

Ale może jednak Biedronka znajdzie w Szwecji jakieś zwykłe matjasy, wyda kilkadziesiąt milionów złotych na marketing nowej marki i przekona swoich klientów, że te śledzie są lepsze, niż te, do których się oni przez 25 lat już przyzwyczaili, zacznie je przewozić do Polski swoim własnym transportem i tu przechowywać w swoich własnych magazynach. Ale wtedy musiałaby zainwestować w reklamę, w jakieś statki i samochody no i w te magazyny. Czyli, że jednak by inwestowała.  

Może więc ten głupi przykład ze śledziami ze Szwecji został po prostu naprędce zmyślony dla potrzeb postracjonalizacji głupiej argumentacji. Może Biedronka będzie kupowała nie śledzie w Szwecji, tylko w którymś zakładzie Homanna w Niemczech, który też należy do UTM, do którego z kolei należy Lisner w Poznaniu. I wtedy przynajmniej statki nie będą potrzebne. Ale czekaj, czekaj! Homann kilka lat temu zamknął swoje zakłady w Rostoku, potem w Dissen i w Bad Essen w Dolnej Saksonii, a na koniec w Sassnitz na wyspie Rugia (skąd - nota bene -  się w ogóle wywodzi) i całą produkcję przeniósł do... Poznania. Pewno teraz tę fabrykę zamknie i z powrotem wybuduje w Niemczech, żeby Biedronka mogła tam taniej kupować.

Kolejny argument jest taki, że po wprowadzeniu podatku przychodowego w Polsce zapanuje drożyzna. No bo przecież podatek przychodowy jest kaskadowy - jak obrotowy. Tylko, że ten podatek obrotowy był na poziomie 15-20 proc. więc to rzeczywiście rodziło problem kaskadowości. A przychodowy ma być na poziomie 1,5 proc. Ale i tak będzie kaskadowość. Niektórzy to nawet dokładnie wyliczyli o jaki procent wzrosną ceny śledzi u polskich prywaciarzy. Ale przecież ci sami analitycy twierdzą, że Polska potrzebuje firm innowacyjnych, a nie jakichś tam rybaków, czy sklepikarzy sprzedających śledzie, dlatego firmy innowacyjne nie mogą płacić podatków, a rybacy i sklepikarze mogą. Więc skąd nagle przeszkadzają im podatki nałożone na prywaciarzy, które nie dotkną przecież Biedronki, bo ona się zintegruje pionowo i zoptymalizuje? Po drugie, jak już się liczy tę kaskadowość to proszę do niej nie doliczać jednak transportu (1,5 proc. od wartości towaru) ani magazynu (kolejne 1,5 proc. od wartości towaru powiększonego już o 1,5 proc. wartości transportu i wartość usługi transportowej) a następnie o kolejne 1,5 proc. kolejnego transportu. Firmy transportowe nie kupują towaru, który przewożą, a firmy logistyczne nie kupują tego, który magazynują od firm transportowych, które go przewiozły! One zapłacą podatek przychodowy w wysokości 1,5 proc. nie od wartości śledzi powiększonej o cenę swoich usług, tylko od wartości tych usług.

Idźmy dalej. Jak rybak sprzedający śledzie za 10 zł (ceny oczywiście zmyślone) i niepłacący podatku (bo rozumiem, że go nie płaci, skoro podatek 1,5 proc. ma go zrujnować) będzie musiał zapłacić 1,5 proc., to w pierwszym odruchu zażąda od ich przetwórcy 10 zł 15 gr. żeby 15 gr zapłacić fiskusowi. Jak przetwórca sprzedawał przerobione przez siebie śledzie za 20 zł (ma się rozumieć też bez podatku skoro podatek 1,5 proc. ma go zrujnować) i już nie ma wystarczającej marży, żeby po wzroście ceny śledzi sprzedawać po 20 zł, to w pierwszym odruchu zażąda od sklepu 20 zł 30 gr., a nawet 20 zł i 53 gr. - bo przecież dostawcy przypraw do śledzi, energii elektrycznej, itp., itd., też zażądają od niego swoje 1,5 proc. Jak udział tych kosztów w produkcji opakowania  śledzi w stosunku do ceny samych śledzi (po podwyżce 10 zł, 15 gr), wynosi 15 proc. - czyli 1 zł 52 gr. - to te 1,5 proc. da nam kolejne 23 gr. Jak sklep sprzedawał śledzie za 30 zł (ma się rozumieć też bez podatku skoro podatek 1,5 proc. ma go zrujnować) to teraz w pierwszym odruchu zażąda od konsumentów 31 zł 10 gr. - jakieś 30 zł 82 gr. z powodu podwyżki ceny śledzi i 28 gr. z powodu podwyżek cen energii, czynszu, itp.,  itd. (bo przecież ma się rozumieć ich dostawcy, którzy nie płacili wcześniej podatków, teraz przerzucą na sklep swoje 1,5 proc.).

Dla porównania: inflacja 5 proc. wprowadzona boczkiem powoduje, że śledzie dla konsumenta drożeją z 30 zł na 31 zł 50 gr. O 40 gr więcej niż w przypadku "kaskadowego" podatku przychodowego, który - w odróżnieniu od podatku inflacyjnego - ma zrujnować Polskę, Polki i Polaków.

Ale rybacy, przetwórcy i sklepikarze jakoś sobie dają radę w ostatnich miesiącach, żeby ten podatek inflacyjny - nota bene nie uchwalony przez jakiś tam Sejm (a ponoć - zgodnie  Konstytucją - tylko Sejm może podatki ustanawiać) na klientów przerzucić. Mimo, że klienci są ostatnimi w kolejce do podwyżki wynagrodzenia u swoich pracodawców.

To zobaczmy jak to by było z tymi klientami po wprowadzeniu pakietu propagowanych przeze mnie od lat 20 zmian z podatkiem przychodowym włącznie - czyli likwidacji PIT i składek na ZUS.

Otóż taki pracownik Biedronki, który by sobie chciał w niej kupić śledzie, za pracę którego Biedronka płaci razem 6 tys. zł. z czego jemu 3,6 tys. zł. a 40 proc. państwu - czyli 2,4 tys. już w kolejnym miesiącu po  wprowadzeniu nowego systemu dostanie 4,75 tys. zł. państwo 1,25 tys. zł (25 proc. od funduszu płac). Na ten argument się podnosi wrzask, że przecież Biedronka zatrzyma te pieniądze dla siebie. Po pierwsze, nie będzie mogła - bo wynagrodzenie jest wynagrodzeniem i go nie można obniżyć. Nie będzie natomiast obowiązku zabierania aż tak dużej części tego wynagrodzenia pracownikowi i przekazywania państwu. Po drugie, ci którzy uważają, że Biedronka tak zrobi, uważają jednocześnie, że można Biedronkę  przy pomocy przepisów  powstrzymać od nielegalnej optymalizacji podatkowej, a akurat od nielegalnego przejęcia zarobków pracownika się jej powstrzymać nie można. Grunt to konsekwencja.

Robert Gwiazdowski

Autor felietonu wyraża własne opinie.

***



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »