Reklama

Felieton Gwiazdowskiego. Ulga podatkowa à la polonaise

W uldze meldunkowej ogniskuje się, jak w soczewce, wiele absurdów stanowienia i stosowania prawa podatkowego, których wymierzające sprawiedliwość sądy nie zauważają.

W 2006 roku PiS zamienił "ulgę mieszkaniową", o której pisałem w poprzednim felietonie, na "ulgę meldunkową", zwalniając od podatku dochodowego przychody ze sprzedaży mieszkania, "jeżeli podatnik był w nim zameldowany na pobyt stały przez okres nie krótszy niż 12 miesięcy".

Reklama

Geneza tej ulgi miała oczywiście podtekst polityczny. Po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej pojawiła się obawa, że "spekulować" polskimi mieszkaniami będą cudzoziemcy.

Nie można ich było podmiotowo wykluczyć, więc uznano, że wykluczy ich "obowiązek meldunkowy" - nie będą się przecież w Polsce meldować, by skorzystać z ulgi, boby na tym wyszli jak Zabłocki na mydle. Niestety tak właśnie wyszli - jak się miało okazać - obywatele polscy.

Ulga meldunkowa obowiązywała tylko dwa lata. Po dojściu do władzy PO w 2008 roku przepisy zmieniono. Uzasadnieniem jej uchylenia była zapowiedziana przez nowy rząd "likwidacja obowiązku meldunkowego", która miała uniemożliwić stosowanie zwolnienia w oparciu meldunek.

Obowiązku meldunkowego oczywiście nie zlikwidowano, ale przepisy zmieniono. Jednak dla osób, które nabyły mieszkania w okresie obowiązywania ulgi, zachowano ją na pięć lat. Warunkiem było złożenie przez podatnika oświadczenia w urzędzie skarbowym, że spełnia warunki.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Według praktyki stosowanej przez organy podatkowe należało złożyć także dokumenty potwierdzające prawdziwość oświadczenia: zaświadczenie o zameldowaniu na pobyt stały oraz akt notarialny nabycia i zbycia nieruchomości - które organ podatkowy i tak posiadał. Ale w ordynacji podatkowej nie obowiązuje zasada przyjęta w Kodeksie postępowania administracyjnego, że organ nie może domagać się od obywatela potwierdzenia danych, które są mu znane. Organ podatkowy różni się przecież od zwykłego organu. Jak demokracja socjalistyczna od demokracji.

Żadnego śladu tej nowej regulacji ustawodawca nie pozostawił jednak w tekście ustawy o podatku dochodowym. Był tylko w ustawie o zmianie ustawy. Emerytom i innym Bogu ducha winnym podatnikom zrobiono "hot challenge" - mają znać nie tylko treść obowiązującej ustaw, ale także ustaw zmieniających treść obowiązujących ustaw.

Łatwe to nie jest, bo powszechnie używany system informacji prawnej LEX w zestawieniu wersji ustawy o podatku dochodowym nie pokazuje tej ustawy, która likwidowała ulgę meldunkową! W wykazie ustaw uchwalonych przez Sejm w 2006 roku na stronie internetowej Sejmu też jej nie ma. Do dziś!

Organy podatkowe o sprzedaży przez podatnika mieszkania dowiadywały się od notariusza w ciągu 14 dni i fakt ten od razu ewidencjonowały. Najpóźniej 30 kwietnia roku następnego dowiadywały się również - z zeznania podatkowego podatnika - (i) czy zadeklarował on podatek oraz, czy (ii) złożył oświadczenia, że spełnia warunki do zwolnienia z obowiązku podatkowego.

W państwie prawnym - w rozumieniu, jakie nadaje temu pojęciu doktryna prawa konstytucyjnego dominująca w cywilizacji łacińskiej - podatnik otrzymałby wezwanie do wyjaśnienia sprawy. Tymczasem w "państwie prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej", jakim jest - zgodnie Konstytucją - Rzeczpospolita Polska, organy podatkowe czekały pięć lat, "hodując" karne odsetki, i tuż przed upływem terminu przedawnienia wymierzały podatek. A jak się troszkę zagapiły i istniało ryzyko przedawnienia, to stawiały podatnikom zarzuty karne - tylko po to, by zawiesić bieg terminu przedawnienia.

Przepis, który miał mieć zastosowanie w przypadkach mafii podatkowych, tworzących słynne "karuzele" służące wyłudzaniu VAT, zastosowano do ludzi, którzy: (i) nie wiedząc, że mają taki obowiązek, (ii) nie poinformowali urzędu, (iii) w osobnym oświadczeniu, (iv) którego wzoru nie było, (v) o czymś, co ten urząd już wiedział.

Niestety, sądy administracyjne, które zgodnie z Konstytucją mają wymierzać "sprawiedliwość" i bezpośrednio stosować jej przepisy, przez osiem lat akceptowały takie działania.

Po licznych bojach prowadzonych przez Fundację Praw Podatnika, Naczelny Sąd Administracyjny łaskawie zmienił zdanie i przyznał, że formalny warunek składania oświadczeń przy spełnieniu materialnego warunku do zwolnienia był sprzeczny z konstytucyjną zasadą "proporcjonalności".

Niestety, dwadzieścia tysięcy podatników, którym wcześniej podatek wymierzono albo zmuszono ich, grożąc postępowaniami karnymi, żeby go sami sobie wymierzyli, składając korektę zeznania podatkowego, pozostało ofiarami niefrasobliwości ustawodawcy, fiskusa i sądów.

NSA odmawia stwierdzenia nieważności takich decyzji tak samo konsekwentnie, jak wcześniej odmawiał skierowania do Trybunału Konstytucyjnego pytania prawnego o zgodność z Konstytucją przepisów, na podstawie których wydawał takie wyroki.

Aż tu nagle kilka dni temu Trybunał przyjął do rozpoznania skargę jednego z podatników na te przepisy. Ciekawe, jaki wyrok wyda, skoro NSA pół roku temu sam zauważył, że przepis, na który się wcześniej powoływał, jest jednak sprzeczny z Konstytucją?

Będę dalej pisał o tej sprawie, bo w uldze meldunkowej ogniskuje się, jak w soczewce, wiele innych absurdów stanowienia i stosowania prawa podatkowego, których wymierzające sprawiedliwość sądy nie zauważają.

Robert Gwiazdowski

Prawnik, przewodniczący Rady Programowej Centrum im. Adama Smitha


Dowiedz się więcej na temat: podatki | ulga podatkowa | ulga meldunkowa | Robert Gwiazdowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »