Reklama

Jak funkcjonuje "biznes legislacyjny", czyli słowo o "liberalnej demokracji"

Niedawno, z okazji dwudziestolecia Izby Doradców Podatkowych, miałem okazję wysłuchać referatu na temat różnic między "liberalną demokracją" a "dyktaturą".

Referat co prawda miał być na temat doradztwa podatkowego, więc słuchacze mogli poczuć się nieco zaskoczeni. Po zastanowieniu muszę jednak przyznać rację: był to referat na temat podatków, bo od ponad ośmiu lat znamy już sposób tworzenia prawa podatkowego w naszym kraju, który był rządzony przez liberałów i chyba miał wszystkie istotne cechy "liberalnej demokracji". Na czym więc polegał proces stanowienia prawa podatkowego w tym ustroju? Jest to zjawisko dość dobrze opisane w publicystyce i w jeszcze nielicznym piśmiennictwie naukowym. Proces ten składa się najczęściej z następujących etapów:

Reklama

- firma lub grupa firm lub inny interesariusz zainteresowani wprowadzeniem lub zmianą określonych przepisów, zwana dalej "inwestorem", zwraca się do zagranicznej firmy konsultingowej ze zleceniem wskazując sens i treść oczekiwanych zmian ("korzystnych dla podatnika"),

- zleceniobiorca, zwany dalej "operatorem", pisze projekty przepisów organizując kampanię medialną, udział ekspertów i naukowców oraz zapewnia dotarcie tego projektu do właściwego resortu, najczęściej jest to oczywiście resort finansów,

- w resorcie rozpoczyna się formalna procedura legislacyjna nad tym projektem, całkowicie "transparentna", oczywiście wolna od lobbingu, bo przecież ów projekt ma formalnie w pełni oficjalny i urzędowy charakter,

- kolejne etapy formalnej procedury są tylko niezbędnym rytuałem "demokracji parlamentarnej", bo przecież musi powstać obowiązany przepis prawa, a to wymaga wielu skomplikowanych etapów. Oczywiście nie mają one w sensie merytorycznym żadnego znaczenia, bo cechą "liberalnej demokracji" jest to, że uchwala się to, co przedłożył oficjalny projektodawca - reszta, zwłaszcza wnioski mniejszości, trafiają z zasady do kosza.

W ten sposób powstało wiele istotnych przepisów dotyczących VAT-u, akcyzy i podatku dochodowego od osób prawnych, a "liberalni" politycy (ci, którzy nie wiedzieli w czym uczestniczą) byli zadowoleni i mogli świętować sukcesy, gdyż, po pierwsze, opiniotwórcze media popierały te zmiany, po drugie, eksperci wypowiadali się o nich ciepło, po trzecie, biznes a zwłaszcza "inwestorzy", byli zadowoleni, bo "więcej pieniędzy zostawało w kieszeni podatników", a zgodnie z "liberalną demokracją" zarabianie na państwie jest najlepszym interesem. Tracił oczywiście budżet, ale kogo on obchodzi w tym ustroju? Przecież władza z istoty "wydaje pieniądze w sposób nieracjonalny" - najlepiej jakoby ich miała możliwie najmniej.

Każda próba przeciwstawiania się tym działaniom była skazana na porażkę, bo jaka opiniotwórcza gazeta opublikuje tekst demaskujący ten proces? Mam tu swoje dość bogate doświadczenia powstałe w czasie, gdy tworzono w ten sposób przepisy dotyczące np. VAT-u w latach 2013-2015. Na łamach jednego z dzienników ukazywały się teksty ekspertów z jednej z firm doradczych ("operator"?), który chwalił wyłączenie z opodatkowania VAT-em kolejnej branży. Napisałem artykuł polemizujący z tezą, że ów przywilej "uszczelni" ten podatek (kompletny nonsens). Najpierw tekst przeleżał się kilka tygodni, że minęło już tak dużo czasu i poinformowano mnie, że nie ma go po co publikować. Gazeta ta jest zresztą znana z doskonałych relacji z biznesem konsultingowym, zwłaszcza tym zagranicznym - nigdy tego specjalnie nie ukrywała.

Wracając do tez referatu, który przywołałem na wstępie: zastąpienie "liberalnej demokracji" "dyktaturą" musi powodować likwidację powyższego sposobu tworzenia prawa, co musi wywoływać przerażenie i sprzeciw "inwestorów", opiniotwórczych mediów i ekspertów, a "operatorów" pozbawi uczciwego zarobku. I tu mogę uspokoić tych wszystkich, którzy są przeciwnikami "dyktatury": jak dotąd proces tworzenia przepisów podatkowych nie uległ zmianie, czyli żyjemy w dalszym ciągu w sukcesie "liberalnej demokracji", czego najlepszym dowodem jest ostatni projekt nowelizacji ustawy o VAT, w którym znalazły się wyłączenia z tego podatku kolejnych towarów, o co publicznie zabiegał jeden z "inwestorów". Wszyscy będą zadowoleni, a nielubiani politycy, którzy "dorwali się do władzy", po raz kolejny udowodnią swoją nieudolność doprowadzając do... spadku dochodów budżetowych.

Byłbym zapomniał: a co omawiany problem ma wspólnego z doradztwem podatkowym? Otóż wiele: "operatorami" są najczęściej tzw. międzynarodowe firmy zajmujące się optymalizacją podatkową, które są liderami tego rynku, zwłaszcza w dziedzinie przychodów; otrzymują za to w pełni zasłużone laury przyznawane przez opiniotwócze dzienniki.

Witold Modzelewski

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego

Instytut Studiów Podatkowych

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »