Reklama

W poszukiwaniu "cichego kustosza" patologii polskiego systemu podatkowego

Kto jest "cichym kustoszem" patologii polskiego systemu podatkowego? Zacznę od refleksji historycznej: stosunek tzw. Zachodu do Polski i Polaków przez ostatnie 300 lat kształtowały głównie opinie przedstawicieli państw niemieckich, w tym zwłaszcza Prusaków, Saksończyków i Brandenburczyków (dużo rzadziej Francuzów i Włochów)...

Słynne porównanie nas do Irokezów przez Wielkiego Fryca obrazujące jakoby "polską dzicz", powtarzane było później nie tylko przez Voltaira. Tenże władca zainicjował i skutecznie realizował politykę utrzymania słabości polskiego państwa, wspierania bezrządu, torpedowania wszelkich prób naprawy, w tym zwłaszcza reform skarbowych (tak, tak).

Reklama

Był to znany, opisany przez historyków spisek mocarstw ościennych, który ostatecznie doprowadził do upadku naszej państwowości. Wtedy jeszcze nie obowiązywał marksistowsko-leninowski sposób interpretacji dziejów, gdzie przecież nie ma miejsca na "spiskową teorię historii". Marksizm w pełni zwyciężył: wszyscy - od prawa do lewa, z zasady odrzucają tezę, że o naszym losie mogą decydować jacyś podstępni ale za to skuteczni szubrawcy, którzy działają w złej wierze na naszą szkodę; tak nakazuje obowiązująca poprawność.

Po co ten przydługi wstęp? Ano chciałbym zrozumieć dlaczego rządzący, mimo deklarowanych w czasie kampanii wyborczej intencji, nie są w stanie naprawić najważniejszej słabości naszego państwa, którą jest "liberalny" (czyli dziurawy) system podatkowy. Przez poprzednie lata był on psuty przez lobbystów i zagraniczny biznes doradczy, co autoryzowali urzędnicy z resortu finansów często moszcząc sobie drogę do intratnych posad w tymże biznesie.

Po wykonaniu tego zadania masowo przechodzili do tych struktur aby już jawnie działać na szkodę interesu publicznego. Liberalni politycy w pełni akceptowali ten stan lub wisiał im on nacią od pietruszki. Nikt tu nawet nie ukrywał ich oficjalnych związków z zagranicznym biznesem podatkowym.

Przegrana liberałów w zeszłorocznych wyborach rodziła nadzieję na zmiany mające na celu naprawę naszego państwa, a przede wszystkim na usunięcie luk w systemie podatkowym. Były projekty ustaw i jednoznaczne deklaracje - wyborcy uwierzyli. Dziś po roku wiemy, że wszystkie zaprezentowane w kampanii wyborczej pomysły usuwające te luki poszły do kosza, a rząd - być może bezwiednie - realizuje pomysły tego samego trio, bo na Świętokrzyskiej projekty ustaw przygotowują ci sami urzędnicy (?) co poprzednio. Przypomnę, że tuż przed wyborami cała wierchuszka jednego z departamentów zajmujących się podatkami uczestniczyła w konwentyklu zorganizowanym przez biznes podatkowy i radziła nad... uszczelnieniem VAT-u. Groteska.

Majstersztykiem było podrzucanie nowemu rządowi pomysłu platformerskiego pomysłu "jednolitej daniny", czyli bezsensownego połączenia podatku dochodowego ze składkami na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. Operacja ta ma dać zarobek ciężkich pieniędzy biznesowi informatycznemu i doradczemu oraz... pogrążyć nowy rząd, bo nie da się jej obiektywnie przeprowadzić przez rok a nawet przez trzy lata. Ale jest szansa, aby ten nonsens, podrzucony obecnej większości, trafił do kosza.

Gorzej, że w dalszym ciągu psute są najważniejsze podatki, a zwłaszcza VAT i akcyza, którą "reformuje się" pod dyktando lobbystów. Z początkiem przyszłego roku wprowadzane są m.in.: rozszerzenie stawki 0 proc. na kolejne wyroby elektroniczne i całość usług budowlanych, które są wykonywane przez podwykonawców i obowiązek przekazywania ministrowi finansów całości ewidencji podatkowej prowadzonej przez małych i średnich podatników VAT. Autorem tego pomysłu jest często cytowana przez polityków zagraniczna firma doradcza, inkasująca zresztą za opinię na ten temat kilkadziesiąt milionów złotych.

Najważniejsze jest to, że blokowane są wszystkie zmiany w tym podatku, które zwiększyłyby dochody budżetowe i ograniczyły (wyeliminowały?) masowe wyłudzenia tego podatku. Były projekty - ktoś je storpedował. Czy na pewno pierwsze skrzypce grają tu wszechwładni urzędnicy, którzy działają w interesie zagranicznego biznesu podatkowego? Tak się powszechnie sądzi.

A może jednak jest inaczej: ich działania służą podtrzymaniu słabości naszego państwa, które (jak widać) nie umie poradzić sobie z poborem podatków. Czy ów wszechmocny "międzynarodowy" biznes optymalizacyjny nie tylko realizuje interesy swoich prywatnych klientów, którzy nie chce płacić w Polsce podatków? Może mocodawcy są dużo potężniejsi? Wiem, wiem: to spiskowa teoria historii, której poprawność nakazuje z pogardą odrzucić. Ale jak wytłumaczyć, że urzędnicy jacyś w sumie nieważni są w stanie przekreślić wynik wyborów i obronić luki w systemie podatkowym? Może ktoś zna inną odpowiedź na to pytanie?

Witold Modzelewski

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego

Instytut Studiów Podatkowych

Dowiedz się więcej na temat: PIT | Witold Modzelewski | VAT

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »