Reklama

Wojciech Szeląg: Słusznie, czyli bez sensu

Pewien Celebryta - i zarazem Mąż Celebrytki - został zatrzymany przed wylotem na wakacje. Powodem była niezapłacona grzywna w wysokości 100 zł, którą sąd zamienił na cztery dni aresztu. Polały się łzy Celebrytki i Dzieci Celebrytów, ale ostatecznie wszystko dobrze się skończyło - grzywna została zapłacona, a Celebryta jednak poleciał, zamiast siedzieć. Co z tej historii wynika? Co do zasady - długi trzeba oddawać, a mandaty i grzywny - płacić. Państwo nie ma jednak żadnego obowiązku działać bez sensu.

Jeśli moneta o nominale 1 złoty wpadnie nam w szparę między płytami chodnika nie wynajmujemy ciężkiego sprzętu, by chodnik zerwać i zgubę odzyskać, bo nakłady przewyższają korzyść. Rzeczpospolita Polska działa jednak inaczej. Według oficjalnych danych, koszt utrzymania jednego więźnia to 3150 zł miesięcznie - w przybliżeniu 100 zł dziennie. Na pierwszy rzut oka widać więc, że finansowo cała operacja nie ma sensu - państwo odzyska wprawdzie 100 złotych, ale tę stówkę wyda i dołoży jeszcze trzy. A skąd je weźmie? Tak, z naszych podatków. Dodajmy do tego koszt obsługi sprawy - zaangażowani w nią urzędnicy dostają wprawdzie stałe pensje, ale nie jest bez znaczenia, czy w czasie pracy robią rzeczy potrzebne, czy absurdalne. A już na pewno ma znaczenie, czym zajmuje się policja - a czym zajmować się powinna.

Reklama

Tak, dobrze państwo pamiętają - egzekucją mandatów zajmuje się w Polsce urząd skarbowy. Może on odzyskać pieniądze przy zwrocie podatku, zająć wynagrodzenie, czy wejść na konto dłużnika. Poborca podatkowy może zabrać mu telewizor czy nawet samochód. Celebryta zarabia i płaci podatki, konto i auto też pewnie ma, pytanie zatem dlaczego fiskus z żadnej z tych opcji skutecznie nie skorzystał. Czy kwota wydała się zbyt mała? W efekcie sprawa trafiła do sądu, a stamtąd do komornika, ale i on nie okazał determinacji. 

Czy koszty egzekucji wydały mu się zbyt wysokie, a cała rzecz niewarta zachodu? Ostatecznie sąd orzekł zamianę grzywny na ograniczenie wolności i sprawą zajęła się policja. Owszem, wszystko zgodnie z prawem i tak naprawdę dlatego, że dłużnik powinien był zapłacić, a tego nie zrobił. Tylko czy to powód by marnować nasze pieniądze? Skoro system nie zadziałał jak powinien na wcześniejszych etapach, dlaczego ostatecznie my wszyscy ponosić mamy koszty gapiostwa Celebryty lub przekonania, że mu się upiecze? Chodzi też zresztą o coś ważniejszego.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Moją koleżankę z pracy o szóstej rano obudził dzwonek do drzwi. Na progu stało dwóch osobników - bez szyi, za to z policyjnymi odznakami. "Jedzie pani z nami na komisariat!". - Nigdzie nie jadę, z kim zostawię dziecko? "Jak pani odmawia, to użyjemy siły i dziecko zostanie samo przez kilka dni". Dziecko płacze, strach w oczach, ale - co robić - jedzie. Dopiero na komisariacie okazuje się, że chodzi o niezapłacony mandat. - Zapomniałam, mogę zapłacić tu i teraz. Nic z tego, osobnicy wiozą kobietę na pocztę i pilnują przy okienku. Jeszcze fotka potwierdzenia wpłaty i... "proszę iść. Obserwowaliśmy panią na ulicy - gdybyśmy tam panią zgarnęli od razu trafiłaby pani na 10 dni do aresztu" - dodał jeden z nich. Po południu przy rodzinnym stole, zapytany przez rodzinę "jak było w pracy" odpowie zapewne skromnie "znów dołożyłem cegiełkę do budowy potęgi i majestatu Rzeczpospolitej". 

Doprawdy?

Wojciech Szeląg

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »