Reklama

Bezrobotni z małych miast sami sobie winni?

Polska mapa bezrobocia nie wygląda optymistycznie. Z jednej strony małe miasta i wsie, w których bezrobocie często przekracza 20 proc., są także gminy rekordziści, gdzie bez pracy pozostaje ponad 30 proc. mieszkańców w wieku produkcyjnym. Natomiast z drugiej strony duże ośrodki miejskie, w których bezrobocie waha się w granicach 5-9 proc. - jak podaje Główny Urząd Statystyczny. Jakie są przyczyny takich różnic w liczbie zatrudnionych? Czy tak wysokie bezrobocie w małych miastach jest regułą? A może powodów trzeba szukać gdzie indziej?

Problem bezrobocia w małych miejscowościach jest bardziej dotkliwy niż w dużych aglomeracjach. Bezrobocie odbija się bowiem na innych dziedzinach gospodarki, zmniejsza popyt lokalny, co skutkuje spowolnieniem gospodarczym. Wysoka stopa bezrobocia w małych miejscowościach to nie tylko skutek braku ofert na lokalnym rynku pracy, wynikającego zarówno ze znikomej liczby dużych zakładów przemysłowych, generujących wiele wakatów w krótkim czasie, czy oddalenia od dużych szlaków komunikacyjnych, przy których rynek pracy zazwyczaj rozwija się bardzo dynamicznie.

Reklama

- Obecnie wiele osób decyduje się na zmianę miejsca zamieszkania, a nieraz nawet i zawodu, byle tylko mieć środki utrzymania. W Stanach Zjednoczonych normą już jest, że przynajmniej kilka razy w życiu zmienia się zawód i branżę, w której się pracuje. Podobnie jest z miejscem zamieszkania. Dla Amerykanów to normalne. Polskie społeczeństwo jeszcze nie jest tak elastyczne w tym zakresie. Zwłaszcza dotyczy to ludności z małych miasteczek i wsi, u której można zaobserwować większą niechęć do zmiany miejsca zamieszkania i zawodu w celu znalezienia zatrudnienia - mówi Artur Ragan, rzecznik prasowy Agencji Pracy Work Express i projektu Work Bus.

Jest jeszcze jeden ważny czynnik, który determinuje zachowania kandydatów na rynku pracy w małych miastach. - W małych miejscowościach powszechny jest brak wiary w powodzenie czy to własnej działalności gospodarczej czy wyjazdu zarobkowego - dodaje Artur Ragan.

Gorzej znają język obcy

Istotną sprawą są także kwalifikacje zawodowe i wykształcenie. - Chociaż nie jest to główna bariera w poszukiwaniu pracy, to jednak w małych miastach trudniej znaleźć kurs językowy, z konwersacjami, ćwiczeniami i testami. Ten problem można pokonać korzystając z kursów internetowych, jednakże wymagane jest tutaj samozaparcie i dyscyplina - radzi Artur Ragan i dodaje, że bezrobotnym z małych miast trudniej zdobyć nowy zawód, a ukończenie studiów wyższych czy dodatkowych kursów zawodowych wymaga od nich większego zaangażowania, środków i czasu potrzebnych chociażby na dojazdy na uczelnię czy do ośrodka kształcenia zawodowego. Z uwagi na to, że w małych miastach brakuje zróżnicowanych zakładów pracy, trudniej także zdobyć doświadczenie zawodowe.

Boją się rozkręcać własny biznes

Jedną z metod pokonania bezrobocia jest rozkręcenie własnej działalności gospodarczej. W mniejszych miastach jest to jednak trudniejsze niż w dużych aglomeracjach i bynajmniej przyczyna nie leży tylko w mniejszej liczbie potencjalnych odbiorców naszych usług. - Prowadzenie swojej firmy to ciężka praca. Podstawą sukcesu jest jednak przełamanie głównej bariery, która występuje u ludzi z mniejszych miast i wsi, czyli wiary w powodzenie tego przedsięwzięcia. Wiadomo, że trudniej jest wystartować z własnym biznesem w małym mieście, ale jeśli tylko mamy pomysł na zagospodarowanie jakiejś niszy na lokalnym rynku, to sukces jest kwestią czasu - mówi Artur Ragan.

I chociaż powszechne jest przekonanie, że na założenie działalności gospodarczej potrzeba dużego kapitału, to obecnie wiele jest programów wspierających przedsiębiorczych. - Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu było to naprawdę trudne, jednak obecnie bezrobotni mogą uzyskać duże wsparcie. Mnóstwo osób pozyskało sporo pieniędzy ze środków unijnych np. z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich czy dotacji z urzędów pracy. Potrzeba tylko dobrego biznes planu - mówi Ragan.

Jakie branże mają największe szanse na sukces? - Moim zdaniem powinna to być albo "usługa pierwszej potrzeby", czyli decydujemy się na działanie na lokalnym rynku, ewentualnie szukamy swojej niszy i naszym głównym kanałem dystrybucji jest internet - radzi ekspert rynku pracy. W tym drugim przypadku biznes jest stabilniejszy i bardziej rozwojowy, bo zwykle właśnie na małych rynkach, w małych miejscowościach "popyt wewnętrzny" zamiera najszybciej i na bardzo długo.

Sami sobie jesteśmy winni, że jesteśmy bezrobotni? Dołącz do dyskusji na Forum INTERIA.PL

Praca za granicą i tymczasowa lekarstwem na bezrobocie

Jeśli nie potrafimy znaleźć żadnego zatrudnienia przez dłuższy czas, warto rozważyć zatrudnienie tymczasowe. Po pierwsze CV nie będzie świeciło pustkami, a po drugie nawet praca tymczasowa ma na nas dobry psychologiczny wpływ - mamy zajęcie i nie zniechęcamy się swoją trudną sytuacją. Dla potencjalnego pracodawcy jest to także pozytywny sygnał o tym, że chcemy się rozwijać i zdobywać doświadczenie.

Inną alternatywą jest praca zagraniczna, nawet kilkumiesięczna. - Wbrew pozorom do podjęcia pracy zagranicznej nie jest potrzebna biegła znajomość języka obcego. W wielu przypadkach wystarczy tylko podstawowa umiejętność komunikacji, a są także branże, jak np. budowlana, gdzie wystarczy, by na kilkuosobowy team tylko jedna osoba potrafiła dogadać się w miejscowym języku i wtedy pełni funkcję tłumacza dla pozostałych.

Popularna praca opiekunek osób starszych w Niemczech wymaga wprawdzie komunikatywnej znajomości języka, jednak coraz więcej chętnych do tej pracy doskonali go na nieodpłatnych kursach w agencjach pośrednictwa pracy. Jeśli bezrobotny z małego miasta przełamie podstawową barierę braku wiary w siebie i zdecyduje się na wyjazd za granicę, może liczyć na zarobki nawet 3-4 razy wyższe niż w kraju.

Wielu bezrobotnych z małych miast jednak często nie wie, co zrobić, by wyjechać do pracy zagranicznej. - To właśnie z myślą o nich wysłaliśmy w tournée po małych polskich miastach Work Busa, czyli mobilne biuro rekrutacji, w którym zainteresowani dostali szczegółowe instrukcje, co robić, by wyjechać w krótkim czasie do pracy za granicę. Z naszych obserwacji wynika jednak, że 30 proc. bezrobotnych z małych miast w ogóle nie bierze w ogóle pod uwagę wyjazdu za granicę, a ogólny poziom wiedzy o pracy tymczasowej sprowadza się do podstawowych informacji z ogłoszeń w internecie lub prasie - podsumowuje Ragan.

Tylko legalnie

Jeśli szukamy pracy, bądźmy czujni, gdyż łatwo wtedy paść ofiary naciągaczy i oszustów. - Sprawdźmy potencjalnego pracodawcę, zasięgnijmy opinii na jego temat i w żadnym wypadku nie płaćmy za oferowane zatrudnienie. Jeśli decydujemy się na wyjazd do pracy za granicę bądź podjęcie pracy w kraju i skorzystanie z usług pośrednika, wybierajmy tylko certyfikowane agencje pracy. I na pewno nie rozpoczynajmy pracy, nie mając podpisanej umowy. Wielu nieuczciwych pracodawców obiecuje, że umowa zostanie podpisana na koniec miesiąca przy wypłacie wynagrodzenia, ale uważajmy na takie deklaracje. Może się zdarzyć tak, że będziemy pracować cały miesiąc, co więcej - poniesiemy koszty związane np. z dojazdem do pracy, a po przepracowanym miesiącu pracodawca po prostu zniknie. A my, nie mając umowy, nie możemy dochodzić swoich roszczeń na żadnej drodze - ostrzega Artur Ragan.

Nawet, jeśli pracodawca zatrudnia nas bez umowy i nam płaci, to taki okres zatrudnienia nie liczy się do stażu pracy, nie mamy także żadnych ubezpieczeń, a w razie wypadku przy pracy nie możemy liczyć na odszkodowanie czy rentę.

Szukasz pracy? Przejrzyj oferty w serwisie Praca INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »