Reklama

Brzydkie zachowania biurowe

Cecille Hansen pracuje ze świetnym kolegą, który ma jeden niezwykle irytujący zwyczaj. Gdy ktoś mówi do niego, wykonuje pospieszający gest ręką - kręci nadgarstkiem, jakby chciał powiedzieć "Pospiesz się. Przejdź już w końcu do rzeczy".

- Nie zdawał sobie z tego sprawy, dopóki ktoś nie zwrócił mu na to uwagi - wyjaśnia Hansen, menadżer ds. archiwizacji w firmie ubezpieczeniowej w Bellevue w stanie Waszyngton. - To świetny człowiek. Pracuje jednak na szybszych obrotach niż większość z nas.

Quiz: Jak nieuprzejmy jesteś w pracy?

Jak dzielić się z innymi przestrzenią biurową

Romanse biurowe - stan na rok 2010

Jak można mimowolnie rozdrażnić współpracowników

Jak mówić nie w pracy

Pobłażliwa opinia Hansen o niegrzecznym zachowaniu jej kolegi wynika częściowo z tego, że ma świadomość własnych grzechów. Często nie patrzy się na osoby, z którymi rozmawia. Czasami uświadamia sobie z przerażeniem, że odbyła całą rozmowę ze współpracownikami ani razu nie odrywając wzroku od ekranu komputera.

- Koncentruję się na tym, co robię, a "przerywającym" mi osobom, które przychodzą porozmawiać, poświęcam zaledwie część uwagi - mówi.

Oto parę przykrych nawyków, nad którymi nie panuje wielu dobrych ludzi w biurach całej Ameryki: rozmowy z innymi na spotkaniach, nieodpowiadanie na emaile, spóźnianie się na spotkania lub odwoływanie ich przez wysłanie zdawkowej wiadomości tekstowej. Jakie płyną z tego wnioski?

Lekarz psychiatra Edward M. Hallowell twierdzi, że problem nie polega na tym, że gatunek ludzki zmienia się w niewychowane automaty. Szybkie tempo życia biurowego sprawia, że zapominamy o oczywistych niegdyś dobrych manierach, takich jak choćby mówienie dzień dobry.

- Wcale nie wybuchła nagle epidemia nieuprzejmości - twierdzi Hallowell, autor książki "CrazyBusy: Overstretched, Overbooked and About to Snap!". - Chodzi o to, że nieświadomie pozwoliliśmy, by praca nas przytłoczyła.

Mózg i technologia

Hallowell twierdzi, że problem można przede wszystkim przypisać naszemu stosunkowi do technologii oraz nieustannemu napływowi informacji - przez pocztę elektroniczną, komunikatory i telefony komórkowe. Filtrujemy te wiadomości, aby jakoś to wszystko ogarnąć. Niestety w trakcie tej selekcji negatywny wybór pada często na ludzi.

Technologia miała oczywiście ułatwiać nam życie i dawać nam więcej czasu. I rzeczywiście umożliwia nam wykonywanie pewnych czynności szybciej niż przedtem: pisanie dokumentów, wysyłanie faktur, czy sprawdzenie, w którym roku album Surfing Safari, trafił na amerykańską listę Top 100 magazynu "Billboard" (1962 r.). Ma to jednak swoją cenę. Oczekuje się, że wszystkie zadania można wykonać równie szybko, co sprawdzić hasło w Wikipedii.

Problem polega na tym, że nasze mózgi nie działają inaczej niż 30 lat temu, a zadania, które wymagają koncentracji i kreatywności (np. napisanie piosenki dla zespołu Beach Boys), zabierają tyle samo czasu co zawsze.

- Nasz mózg się nie zmienił - mówi Hallowell. - Możemy przyswoić tylko określoną ilość informacji. Żądamy jednak, by nasze mózgi przetwarzały znacznie więcej danych niż kiedykolwiek w historii ludzkości. Musi się na to skądś znaleźć energia intelektualna.

Na nieszczęście związki międzyludzkie padają często ofiarą wyczerpania intelektualnego. Mamy tyle pracy i tyle informacji do przetworzenia, że nie uświadamiamy sobie, że przeszkadzamy innym, nie słuchamy ich albo subtelnie lub niesubtelnie mówimy "Pospiesz się. Przejdź w końcu do rzeczy".

Braki personalne i przytłoczenie

Do manii technologicznej dopisują się lęk i przepracowanie z powodu recesji. - Poziom stresu jest bardzo wysoki, nie tylko u osób zwolnionych czy obawiających się zwolnienia, ale także osób, na które spadła większa ilość pracy - mówi psycholog biznesu, Henry L. Thompson, autor książki "The Stress Effect: Why Smart Leaders Make Dumb Decisions - And What To Do About It".

Błędne koło szybko się zamyka. Mamy nóż na gardle, by wywiązać się przed szefem z projektu z krótkim terminem realizacji. To powoduje, że spóźniamy się na spotkanie, a to z kolei irytuje naszych współpracowników. Każdy incydent dokłada się do ostatniego, a poziom stresu się nasila, sprawiając, że dosłownie nie jesteśmy w stanie myśleć.

Thompson wyjaśnia, że stres obniża naszą zdolność wykorzystania kory przedczołowej - części mózgu odpowiedzialnej za organizację, planowanie i przetwarzanie informacji. W rezultacie stajemy się bardziej zdezorientowani i wzrasta prawdopodobieństwo, że zignorujemy emaila lub zapomnimy o umówionym lunchu. - Jest cały szereg rzeczy, które nasilają się pod wpływem stresujących wydarzeń - uzupełnia Thompson.

Ustalenie zasad, wytyczenie granic

Technologia sama oczywiście nie zniknie, a w najbliższej przyszłości wiele biur nadal będzie funkcjonowało ze szczątkowym personelem. Jak więc odzyskać kontrolę i zacząć znów być uprzejmym w stosunku do innych?

Ekspert savoir-vivre'u, Barbara Pachter, współautorka "New Rules at Work: 79 Tips, Tools and Techniques to Get Ahead and Stay Ahead", twierdzi, że można naprawić wiele nieuprzejmych zachowań spowodowanych technologią. - Można się tego nauczyć - tłumaczy. - Nasze mamy nie uczyły nas grzeczności przez telefon komórkowy, ponieważ gdy dorastały nie było komórek. Z czasem ludzie uczą się na własnych błędach. Nie muszę już przypominać ludziom na seminariach o wyłączeniu telefonów komórkowych, wciąż jednak muszę mówić o wyłączeniu urządzeń BlackBerry - mówi.

Hallowell twierdzi, że pracodawcy zaczynają sobie zdawać sprawę, że nadmiar informacji źle wpływa na wyniki. Firmy takie, jak Google oraz firma informatyczna SAS, podejmują działania, by dać pracownikom więcej swobody. W SAS na przykład pracownicy mają wychodzić z biura o 17.00. Na miejscu mają dostęp do opieki medycznej, pralni oraz siłowni.

- Dobrym pomysłem jest zadbanie o umysły, które dla nas pracują - radzi Hallowell. - Stary model chłostania pracowników działał być może na statkach niewolniczych, nie sprawdza się jednak w przypadku mózgu.

Zdaniem Hallowell, dyrektorzy muszą sobie uświadomić jak ważny jest czas na relaks, nawet jeżeli w biurze nie ma urządzeń do ćwiczeń. - Jeżeli każdy jest dostępny przez całą dobę, tak jak pragną tego menadżerowie, to pogarsza się nie tylko wydajność, ale także morale i zdrowie - dodaje. - Gdy zaczniemy ponownie wytyczać granice - wyłączymy pocztę elektroniczną, zamkniemy drzwi i wyznaczymy czas na myślenie i na pracę - odzyskamy energię umysłową i staniemy się uprzejmiejsi.

10 wskazówek, jak być szczęśliwym w pracy

Sara Eckel

Zobacz autorską galerię Andrzeja Mleczki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »